List, który dostała wywołał u niej fale mdłości. Najbardziej obawiała się tego spotkania, bo oboje się znali. Sauriel był przyjacielem Fergusa, który natomiast był jej przyjacielem. Z samym Rookwoodem raczej nie miała okazji rozmawiać, a znała go tylko dlatego, że to on do niej mówił. Strach, który odczuwała, gdy miała się wybrać do Dziurawego Kotła powodował u niej ogromny dyskomfort. Ręce się jej trzęsły i nawet nie wiedziała dlaczego. Ten chłopak nie mógł jej przecież nic takiego zrobić, prawda? To ona była tutaj winna. Żałowała okropnie tego, że nie odeszła, że nie zostawiła go samego sobie, ale empatia, którą się wykazywała nie pozwalała jej go porzucić.
W końcu uspokoiła rozkołatane serce i nadszarpnięte nerwy. Wypiła dwie kawy, aby rozjaśnić umysł. Lubiła kawę i często dostawała ją od Fergusa, gdy przychodził podlizywać się po eliksiry za pół darmo. Czasami sama dla niego robiła z własnych składników, ponieważ lubiła mu sprawiać radość. Teraz na głowie miała jednak coś bardziej stresującego niż uwarzenie eliksiru do sklepu.
Ubrała się luźno, dżinsowe dzwony, biała koszula wciśnięta w środek i na to czarna, dłuższa kurtka. Włosy spięła w luźnego koka pozwalając kilku kosmykom opadać po bokach jej twarzy. Nim weszła do Dziurawego jeszcze kilka razy próbowała zawrócić, ale wiedziała, że ucieczka nie będzie dobra. Z drugiej strony Sauriel nadal nie wiedział kim była, więc może powinna odpuścić? Może powinna zostać w domu i ignorować jego listy? Nigdy się nie dowie, że to ona była TYM kotem. Nie mogła jednak stchórzyć. W końcu przekroczyła próg pubu i rozejrzała się po nim. Szybko dostrzegła osobę, z którą miała się spotkać. Speszyła się i rozejrzała się dalej. Zawahała się, ale w końcu podeszła do stolika, przy którym siedział. Milion razy powtarzała sobie, co mu powie, ale ostatecznie w głowie została pustka. Było jej tak cholernie przykro, że zachwiała jego zaufaniem.
— Cześć, Sauriel. – odezwała się niepewnie z delikatnym uśmiechem. Kusiło ją przyjść pod postacią kota, aby uniknąć rozmawiania. Jednostronna rozmowa była dla niej zawsze dobrym wyborem. Nie lubiła rozmawiać z ludźmi, a teraz to chciała się zapaść pod ziemię, a nie się odzywać. Stała przy stoliku, ponieważ nie wiedziała jak zareaguje na nią Rookwood. W końcu mógł być zły, że to właśnie ona była po drugiej stronie. Avelina nigdy nie czuła się osobą, która byłaby dla kogoś interesująca. Nie czuła, aby ludzie chcieli spędzać z nią czas, więc i to mogło sprawić, że Sauriel by się zawiódł jej widokiem.