Jonathan podrapal sie po uchu. Zabawa dobiegla konca. Jesli teraz zostana zlapani przez woznego... to nawet nie bylo tego warte. Najlepiej sie ewakuowac jak najszybciej, ale z drugiej strony rozmowa z duchem uczennicy mogla sie nie powtorzyc.
— Moze nie smoka, ale na pewno nie jest to bezpieczne miejsce. Pamietasz, kilka lat temu jakiegos ucznia zamknelo w jakiejs komnacie i dopiero po tygodniu elfy zglosily dyrektorowi, ze znalazly zgube. Najbardziej mnie zastanawia, skoro nasi starzy wiedza co to za syf, to czemu nas tu posylaja. Ja to bym chetnie poszedl do Durmstrangu, to to jest szkola. A nie jakis Hogwart dla bab... Bez obrazy — poslal to ostatnie do Marty.
Urquart nie mial nic przeciwko Hogwartowi, ale jak juz sobie po nim cisna to na calego. Nie wiedzial tez nic o zadaniu domowym z Historii Magii. Skoro kolega o tym wspomnial, to tak musialo byc. Ale Marta zdawala sie nie chciec wspolpracowac, a wrecz wydzierala sie jeszcze bardziej. Czas uzyc troche charyzmy.
— No, panienka nam opowie cos o sobie... To bedzie prawdziwy zaszczyt dla nas przeprowadzic wywiad z jedynym w swoim rodzaju duchem... — Usmiechnal sie, zaczesal wlosy, wszystko ladnie, pieknie.
Marta przyjrzala sie im podejrzliwie.
— Jedynym w swoim rodzaju? Ja? — Zakrecila jedna z kitek wokol palca. — A moze cos powiem... Jestem Marta, Marta Warren... Lubie czytac ksiazki i... zostalam przydzielona do Ravenclaw...
Opowiesc zaczela sie obiecujaco, ale duch urwal i zaczal glosno szlochac.