17.04.2023, 21:42 ✶
Uderzyła go fala zirytowania, gdy zaklęcie petryfikujące zamiast spełnić swoją powinność odbiło się od stworzonej przez Śmierciożercę tarczy.
- Nosz kurwa jasna - sarknął. Już podnosił różdżkę, aby rzucić zaklęcie ponownie, udowodnić, przede wszystkim sobie, że może odegrać się za śmierć najbliższych. Przeszkodziła mu w tym ciemna chmura wyczarowana przez ich przeciwnika.
Cofnął się automatycznie, nie rozumiejąc z czym na do czynienia. Wigor sprzed chwili umknął z niego tak samo szybko, jak się pojawił, oddech zaczął być nierówny. Uczucie strachu podbiło tylko odczuwaną bezsilność, ta przynosiła na myśl wspomnienie marcowej nocy. Przyspieszone bicie serca spowodowało, że przeciwnik wydał się pare razy straszniejszy, a jego umiejętności przewyższające te ich razem wzięte. Wypuscił powietrze, czując, że ma ochotę uciec, że powinien się teleportować, zaszyć w bezpiecznym miejscu. Ścisk w żołądku sprawił, że dłonie zaczeły się pocić. W głowie słyszał słowa ojca przy rodzinnym stole na ostatnim Yule, że do niczego się nie nadaje, że ucieka przed każdą odpowiedzialnością... Panika podbiła jedynie odczuwane rozsierdzenie. Rookwood odczuwał bezsilność zmieszaną z absolutną nienawiścią do siebie za to, że po prostu czmychnął z mieszkania Christe. Nie chciał, aby to się powtórzyło, nie mógł dopuścić do śmierci kolejnej, bliskiej sobie osoby. Heather była nieopodal, nie była przecież bezbronna... ale to samo mógł powiedzieć o swojej, martwej już dziewczynie. Christie była Brygadzistką, a i to nie uchroniło ją przed tak okropnym losem.
Lekko trzęsącą się ręką wycelował w niego różdżką i dając ponieść się strachowi, że straci kolejne, bliskie sobie osoby - a na to przecież nie mógł sobie pozwolić - wystrzelił z różdżki serię ciśnienia powietrza, która jak ostrza, miała przeciąć szatę i skórę Śmierciożercy.
Poczuł uchwyt Erika i dotarło do niego na co patrzył. Strach i panika wciąż nie umykały, ale uświadomienie sobie, że ma kozła ofiarnego, na którego może zrzucić wszystkie te okropne myśli, które właśnie przeleciały przez jego umysł, zadziałało nań pozytywnie, wręcz elektryzująco.
- E-erik ja... - chciał przeprosić, ale nie było na to czasu. Nie mógł już cofnąć rzuconego wcześniej zaklęcia - Nie wiem czy dam radę - spoglądał na Longbottoma w czystym przerażeniu, zupełnie jakby to, co przed chwilą zrobił podpisało wyrok na jego życie, jakby wcale nie chciał zranić ich przeciwnika ze strachu, w samoobronie, a wyrządzić mu krzywdę z premedytacją.
Czując przepełniający go strach, był jedynie w stanie pomyśleć o tym ile szczęścia dawała mu dwójka najlepszych przyjaciół, jak dobrze czuł się w ich towarzystwie i, że chciał po raz ponowny obudzić się pomiędzy nimi, czując przyjemne mrowienie promieni słonecznych na twarzy; wciąż trzęsącą się ręką spróbował wyczarować patronusa, powtarzając w głowie odpowiednią formułkę.
Zauważył, że kapłan zajął się ogniem, acz zanim zdążył zareagować Heather opanowała sytuację. I bardzo dobrze, bo on w tym stanie prawdopodobnie nie byłby zdolny im pomóc.
- Nosz kurwa jasna - sarknął. Już podnosił różdżkę, aby rzucić zaklęcie ponownie, udowodnić, przede wszystkim sobie, że może odegrać się za śmierć najbliższych. Przeszkodziła mu w tym ciemna chmura wyczarowana przez ich przeciwnika.
Cofnął się automatycznie, nie rozumiejąc z czym na do czynienia. Wigor sprzed chwili umknął z niego tak samo szybko, jak się pojawił, oddech zaczął być nierówny. Uczucie strachu podbiło tylko odczuwaną bezsilność, ta przynosiła na myśl wspomnienie marcowej nocy. Przyspieszone bicie serca spowodowało, że przeciwnik wydał się pare razy straszniejszy, a jego umiejętności przewyższające te ich razem wzięte. Wypuscił powietrze, czując, że ma ochotę uciec, że powinien się teleportować, zaszyć w bezpiecznym miejscu. Ścisk w żołądku sprawił, że dłonie zaczeły się pocić. W głowie słyszał słowa ojca przy rodzinnym stole na ostatnim Yule, że do niczego się nie nadaje, że ucieka przed każdą odpowiedzialnością... Panika podbiła jedynie odczuwane rozsierdzenie. Rookwood odczuwał bezsilność zmieszaną z absolutną nienawiścią do siebie za to, że po prostu czmychnął z mieszkania Christe. Nie chciał, aby to się powtórzyło, nie mógł dopuścić do śmierci kolejnej, bliskiej sobie osoby. Heather była nieopodal, nie była przecież bezbronna... ale to samo mógł powiedzieć o swojej, martwej już dziewczynie. Christie była Brygadzistką, a i to nie uchroniło ją przed tak okropnym losem.
Lekko trzęsącą się ręką wycelował w niego różdżką i dając ponieść się strachowi, że straci kolejne, bliskie sobie osoby - a na to przecież nie mógł sobie pozwolić - wystrzelił z różdżki serię ciśnienia powietrza, która jak ostrza, miała przeciąć szatę i skórę Śmierciożercy.
Rzut PO 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Poczuł uchwyt Erika i dotarło do niego na co patrzył. Strach i panika wciąż nie umykały, ale uświadomienie sobie, że ma kozła ofiarnego, na którego może zrzucić wszystkie te okropne myśli, które właśnie przeleciały przez jego umysł, zadziałało nań pozytywnie, wręcz elektryzująco.
- E-erik ja... - chciał przeprosić, ale nie było na to czasu. Nie mógł już cofnąć rzuconego wcześniej zaklęcia - Nie wiem czy dam radę - spoglądał na Longbottoma w czystym przerażeniu, zupełnie jakby to, co przed chwilą zrobił podpisało wyrok na jego życie, jakby wcale nie chciał zranić ich przeciwnika ze strachu, w samoobronie, a wyrządzić mu krzywdę z premedytacją.
Czując przepełniający go strach, był jedynie w stanie pomyśleć o tym ile szczęścia dawała mu dwójka najlepszych przyjaciół, jak dobrze czuł się w ich towarzystwie i, że chciał po raz ponowny obudzić się pomiędzy nimi, czując przyjemne mrowienie promieni słonecznych na twarzy; wciąż trzęsącą się ręką spróbował wyczarować patronusa, powtarzając w głowie odpowiednią formułkę.
Rzut O 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Zauważył, że kapłan zajął się ogniem, acz zanim zdążył zareagować Heather opanowała sytuację. I bardzo dobrze, bo on w tym stanie prawdopodobnie nie byłby zdolny im pomóc.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you