17.04.2023, 23:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.04.2023, 00:00 przez Pandora Prewett.)
Pandora zupełnie nie przykładała uwagi do spraw materialnych i wielkości sakiewek. Lubiła być samowystarczalna i niezależna finansowo, ale nigdy nie miała potrzeby posiadania domu, czy jakiegokolwiek swojego miejsca, którego wciąż nie znalazła. Zwykle wystarczył plecak, kilka drobiazgów i mogła ruszać dalej. Z ciekawością więc rozglądała się po włościach odwiedzanych ludzi, wierząc, że wnętrza bardzo sugerują osobowość. Salon i gabinet w jednym, który należał do mężczyzny, był pełen sentymentu i wiedzy — tak opisałaby go w dwóch słowach brunetka, której ciemne oczy nie mogły powstrzymać się przed próbami czytania grzbietów ksiąg. Każda kolejna była bardziej interesująca od poprzedniej. Jak się okazało, właściciel również był bardziej interesujący od tego, co sobie wyobrażała. Nie mogła powstrzymać myśli, że Pan Archeolog musiał mieć powodzenie u kobiet, nawet z odrobiną chaosu na jasnych pasmach włosach. Nie mogła jednak nad tym gdybać i gapić się zbyt długo, bo wciąż zależało jej, aby dostać pracę, poznać coś nowego.
Uśmiechnęła się promiennie w jego stronę, a akurat uśmiech miała bardzo zaraźliwy, szybko jednała sobie ludzi. W przeciwieństwie do innej części jej rodziny nie biła z niej jakaś chciwość i dusza hazardzisty, czysta radość i ciekawość świata, trochę niczym u nastolatki.
- Pamięta mnie Pan? - zapytała zaskoczona, chociaż z łatwością mógł usłyszeć zadowolenie w jej głosie. Ona była zawsze dość popularna, ale prawda była taka, że większości imion osób, które ją na korytarzach zaczepiały, nie pamiętała. To pewnie przez ten turecki wygląd i perfekcyjny angielski, chociaż czasem przebijał się akcent ze stron jej matki. Brzmiała zupełnie inaczej w obydwu tych językach, ten drugi jednak nie był komunikatywny. - Oczywiście, że tak. Myśli Pan, że zawracałabym Panu głowę, gdyby było inaczej?
Odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, nie spuszczając z niego spojrzenia. Nie lubiła marnować czasu swojego, a co dopiero innych ludzi. Panda była jednak przekonana o swoich referencjach i umiejętnościach, nie znajdzie nikogo lepszego — chybachyba że wykopaliska miały być podwodne, to wtedy mieliby prawdziwy problem. - Mam starą duszę, pewnie należała do jakiegoś Astronoma sprzed pięciuset lat. Miło jednak wiedzieć, że nie wyglądam staro. Nie chciałabym jeszcze wyglądać staro Panie Shafiq.
Wyznała zgodnie z prawdą, bo perspektywa zmarszczek i obwisłej skóry, a przede wszystkim plam na dłoniach, była dla niej przerażająca. Kobieta usiadła w fotelu — całkiem swobodnie i luźno z początku, ale potem chrząknęła i wyprostowała plecy, dla pewności wygładzając spódnicę. Żadna z niej dama, ale wciąż miała przyzwoitą krew i dobre nazwisko, a ludzie w Wielkiej Brytanii byli na to uczuleni, gdy chodziło o prace. Kompletnie tego nie rozumiała, jednak myśli te odgonił fakt, że zwróciła uwagę, że nie nazwał ją Panią i skończył z tą Panną, co jej ojca doprowadzało do szału. Te głupie sprawy małżeństw, nikomu niepotrzebne, gdy świat miał tyle sekretów!
- Tak, ale to taka wiesz... Chcę też pomóc odkryć sekret bardziej, niż mniej. - wyjaśniła mu równie swobodnie, zgarniając włosy na plecy i przeniosła spojrzenie z kanapy, na której siedział, na regał z książkami. Łatwo było zauważyć, że bardzo chciała się mu przyjrzeć, pamiątkom także. - Ładnie brzmi, jak mówisz moje imię z tym akcentem. Wiesz, że imię określa człowieka? Nie bez powodu wybrali Pandorę, jak ta puszka z tych legend, co mugole znają. Ona była podobno czarownicą, wiedziałeś? Mam tylko nadzieję, że nie miała samych demonów i czarnej magii w środku! A już w ogóle nekromancji, nie znoszę nekromancji. - zamknęła się nagle, jakby uświadomiła sobie, że za dużo mówi i może nawet za szybko. Uśmiechnęła się w jego kierunku nerwowo, zaciskając na chwilę usta i poprawiając się w fotelu. - Przepraszam, czasem za dużo mówię. A Ty jesteś niespokojną duszą? Powinnam o to pytać pracodawcę?
Przekręciła głowę na bok, przykładając palec do ust. Nie była przekonana, czy szło jej, chociaż przyzwoicie i przypomniała sobie, dlaczego brała zlecenia i pracowała sama. Niewielu ludzi było w stanie ją zrozumieć. Ją i jej starą duszę.
Uśmiechnęła się promiennie w jego stronę, a akurat uśmiech miała bardzo zaraźliwy, szybko jednała sobie ludzi. W przeciwieństwie do innej części jej rodziny nie biła z niej jakaś chciwość i dusza hazardzisty, czysta radość i ciekawość świata, trochę niczym u nastolatki.
- Pamięta mnie Pan? - zapytała zaskoczona, chociaż z łatwością mógł usłyszeć zadowolenie w jej głosie. Ona była zawsze dość popularna, ale prawda była taka, że większości imion osób, które ją na korytarzach zaczepiały, nie pamiętała. To pewnie przez ten turecki wygląd i perfekcyjny angielski, chociaż czasem przebijał się akcent ze stron jej matki. Brzmiała zupełnie inaczej w obydwu tych językach, ten drugi jednak nie był komunikatywny. - Oczywiście, że tak. Myśli Pan, że zawracałabym Panu głowę, gdyby było inaczej?
Odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, nie spuszczając z niego spojrzenia. Nie lubiła marnować czasu swojego, a co dopiero innych ludzi. Panda była jednak przekonana o swoich referencjach i umiejętnościach, nie znajdzie nikogo lepszego — chybachyba że wykopaliska miały być podwodne, to wtedy mieliby prawdziwy problem. - Mam starą duszę, pewnie należała do jakiegoś Astronoma sprzed pięciuset lat. Miło jednak wiedzieć, że nie wyglądam staro. Nie chciałabym jeszcze wyglądać staro Panie Shafiq.
Wyznała zgodnie z prawdą, bo perspektywa zmarszczek i obwisłej skóry, a przede wszystkim plam na dłoniach, była dla niej przerażająca. Kobieta usiadła w fotelu — całkiem swobodnie i luźno z początku, ale potem chrząknęła i wyprostowała plecy, dla pewności wygładzając spódnicę. Żadna z niej dama, ale wciąż miała przyzwoitą krew i dobre nazwisko, a ludzie w Wielkiej Brytanii byli na to uczuleni, gdy chodziło o prace. Kompletnie tego nie rozumiała, jednak myśli te odgonił fakt, że zwróciła uwagę, że nie nazwał ją Panią i skończył z tą Panną, co jej ojca doprowadzało do szału. Te głupie sprawy małżeństw, nikomu niepotrzebne, gdy świat miał tyle sekretów!
- Tak, ale to taka wiesz... Chcę też pomóc odkryć sekret bardziej, niż mniej. - wyjaśniła mu równie swobodnie, zgarniając włosy na plecy i przeniosła spojrzenie z kanapy, na której siedział, na regał z książkami. Łatwo było zauważyć, że bardzo chciała się mu przyjrzeć, pamiątkom także. - Ładnie brzmi, jak mówisz moje imię z tym akcentem. Wiesz, że imię określa człowieka? Nie bez powodu wybrali Pandorę, jak ta puszka z tych legend, co mugole znają. Ona była podobno czarownicą, wiedziałeś? Mam tylko nadzieję, że nie miała samych demonów i czarnej magii w środku! A już w ogóle nekromancji, nie znoszę nekromancji. - zamknęła się nagle, jakby uświadomiła sobie, że za dużo mówi i może nawet za szybko. Uśmiechnęła się w jego kierunku nerwowo, zaciskając na chwilę usta i poprawiając się w fotelu. - Przepraszam, czasem za dużo mówię. A Ty jesteś niespokojną duszą? Powinnam o to pytać pracodawcę?
Przekręciła głowę na bok, przykładając palec do ust. Nie była przekonana, czy szło jej, chociaż przyzwoicie i przypomniała sobie, dlaczego brała zlecenia i pracowała sama. Niewielu ludzi było w stanie ją zrozumieć. Ją i jej starą duszę.