Zastanowił się nad jej słowami - No i myślałam, że jesteś niedźwiedziem. Pasowałbyś na animaga niedźwiedzia albo na wilka. Z tym niedźwiedziem to fakt - można było go pomylić. Zwłaszcza jeżeli pod uwagę brało się też dźwięk z jakim spadł z tego drzewa. Wtedy rzeczywiście mogłoby to zabrzmieć jak niezgrabny uszatek. Tym jednak nie był. Dużo trafniejsze okazało się drugie “oskarżenie”. A dokładniej to to, które dotyczyło wilka, którym potrafił się stać jeżeli wymagało od niego sytuacja… lub pełnia.
Dziecko księżyca i nocy? A to dobre. Nie słyszał wcześniej niczego takiego. Do tej pory wydawało mu się, że jest dzieckiem Dagura i Sagi. Może jego staruszkowie nie powiedzieli mu wszystkiego? Albo stojąca przed nim niewiasta mówiła w jakimś dziwnym slangu o którym nie miał pojęcia. To tylko sprawiało, że miał coraz większą chęć zostawić ją na pastwę losu w tym lesie.
Nie ważne jak bardzo chciałby się jej pozbyć w tym momencie - nie mógł tego zrobić. Nie wypadało zostawić zagubionego wędrowca na pastwę losu po środku islandzkiego lasu. Tutaj wszystko czyhało na nieuważnych podróżników - nawet choinki lub spadający z nich islandczycy.
- Staremu Rökkviemu się nie ufa - stwierdził przekręcając oczami - Tym bardziej jeżeli jesteś samotną turystyką pośród nieznanych Ci terenów. Masz nauczkę na przyszłość - stwierdził. Hjalmar wolał nie rozwodzić się zbytnio na ten temat. Mógłby wiele złego powiedzieć o tym człowieku. Znał go lepiej niż własną kieszeń. Prawda była zresztą taka, że każdy mieszkaniec ich osady go znał i to z tej samej - złej - strony.
Słuchał jej. Nic innego nie miał do roboty w tym momencie. Strasznie dużo gadała jak na kogoś z jej umiejętnościami przeżycia w lesie. Nie zdawała sobie sprawy, że wszelkie odgłosy ściągają niepotrzebną uwagę? Z jednej strony odstraszają zwierzynę, a z drugiej ją przyciąga. Najgorsze w tym, że przyciągają wygłodniałą faunę, która jest w stanie zaryzykować atak na człowiek, licząc, że uda im się wygrać ten pojedynek. I tylko takiego starcia brakowało im, aby można było uznać ten wieczór za spełniony.
- Dlaczego mam się nie ruszać? - zapytał zaskoczony. Czy od tego upadku w śnieg odebrało jej rozum? Może doznała jakiegoś szoku albo innego wylewu do mózgu? Sama przecież przed chwilą kazała mu zostać w miejscu. Niech się w końcu zdecyduje - Ty w tym momencie na serio pytasz? - nadal nie dowierzał - Powiedziałaś abym się nie ruszał to tak zrobiłem. Dlatego pytam czy już mogę się w końcu ruszyć czy jeszcze masz coś do podniesienia - pokiwał przecząco głową. Powoli chyba tracił do niej cierpliwość.
- Jak to dokąd idziemy? Przecież chciałaś gdzieś tam dotrzeć. To próbuję Cię tam zaprowadzić ale skrzętnie to utrudniasz - z minuty na minutę, ze słowa na słowo, ta dziewczyna wydawała mu się coraz bardziej dziwna. Słyszał nie raz ostrzeżenia o takich kobietach - Strasznie dużo gadasz. Wiesz? - zapytał łapiąc się za głowę. Miał wrażenie, że na jego jedno słowo, ona wypowiada co najmniej piętnaście - Jeżeli nadal będziesz tyle mówić to nigdy żadnego nie spotkasz. Wilka łatwo zgubić, a jeszcze prościej spłoszyć. A żeby uniknąć tych dwóch przypadków trzeba być cicho. Wtedy może zobaczysz wilka - oznajmił jej - Nie potrzebuję żadnego wilka. Wystarczy mi, że mam futro jednego z nich na sobie. Dzisiaj jeden już mi uciekł ale liczę, że go odnajdę i przyniosę na kolację. To dopiero jest kawał pysznego mięsa - przetarł buzię bo lekko pociekła mu ślinka na samą myśl. Wyobraził sobie taką potrawkę z wilka, a do tego butelka gorzałki - coś pięknego.
Kiedy był już gotowy, aby ruszyć w głąb lasu po raz kolejny coś mu przeszkodziło. A raczej ktoś. Ktoś pociągnął go lekko za płaszcz. Znowu ona… Przekręcił oczami zanim się do niej odwrócił aby ją wysłuchać.
Ciężko westchnął kiedy skończyła mówić - Przypadkiem - stwierdził zgodnie z faktem - Spierdoliłem się z tego drzewa - wskazał jej siekierą kilka połamanych gałęzi, mniej więcej na wysokości czubków niższych choinek - I wylazłem tutaj. I nie po to aby Cię zjeść, tylko po to aby wrócić do domu - nie wierzył w to co przed chwilą usłyszał - My nie jemy ludzi. Nie jesteśmy kanibalami. Jesteśmy islandczykami. Daleko nam do nich - zapewnił ją - Czy już jesteś gotowa, abyśmy mogli wyruszyć do tego całego punktu widokowego? Czy jeszcze jest coś co muszę wiedzieć, żebym nie musiał być ciągany za ramię przez całą drogę? - zapytał. Wolał mieć pewność co do jej gotowości i zamiarów. Wolał nie był ciągany za ramię kiedy przyjdzie im stanąć oko w oko z przeciwnikiem.