Tego już było po prostu za dużo. Najpierw jakaś noc i księżyc, potem oskarżenia o kanibalizm, a teraz jeszcze wymyśla sobie przyjaciół. Ta temperatura czy inny upadek musiały ją solidnie przetrącić. Czy to jakaś gorączka? Może powinna udać się do jakiegoś eksperta? Na obrzeżu ich osady mieszkał stary uzdrowiciel. Hjalmar zaczął się zastanawiać czy by przypadkiem nie zboczyć z drogi i zaprowadzić zagubioną (i być może opętaną) dziewczynę wprost do tego medyka.
- Jak niby nie masz pojęcia jak zwracasz się do mnie po złym skrótowcu mojego imienia? - spojrzał na nią jakby co najmniej z byka spadła - Wiadomo, że nie masz prawa ale może coś Ci wypadło i chcesz to podnieść? A każdy mój krok może zakopać Twoją własność na kilka miesięcy? - podniósł brwi jakby to było co najmniej oczywiste. Czy w kraju z którego pochodziła ta kobieta, ludzie nie byli dla siebie po prostu mili? Czy jeżeli dana nacja miała do siebie to, że wypowiadała nadprogramową ilość słów to stawała się nieczułą, pozbawioną ludzkich instynktów grupą?
- Na brodę Merlina! - zaklął w niebiosa - O czym Ty bredzisz w tym momencie kobieto? Jaka Mary?! Jaka przyjaciółka?! - uniósł ręce w gniewie jakby chciał ją rozszarpać - Jaka fanka mojego toporka? Przecież tutaj nikogo nie ma! Rozejrzył się! - zaczął się kręcić wokół własnej osi. O czym ona teraz pierdoli Może ona była jakąś leśną fetyszystką i ta choinka, która stała przed nim była tą całą “przyjaciółką” - to już było schorzeniem, które należało leczyć - Gdzie niby jest ta Twoja “kumpela”? - spojrzał na nią jak na skończonego debila, a następnie wykonał gest cudzysłowu aby podkreślić swoje słowa - Aktualnie to nie denerwujesz żadnej swojej koleżanki… Której tu… NIE MA. Tylko mnie - zaznaczył. Przymknął oczy aby się uspokoić. Wdech i wydech Hjal. Wdech i wydech… To tylko kolejny dziwny, zagubiony turysta. Zaraz będzie po wszystkim - Grrhhh… - wydał z siebie stłumiony ryk kiedy przejechał ręką po twarzy. Ta sytuacja zaczęła go lekko przerastać. W tym momencie najchętniej złapałby jakieś drzewo na którym mógłby się wyżyć aby sobie lekko ulżyć. Hjalmar zaczął się wewnętrznie gotować. Był niczym czajnik gorącej wody, który próbował nie wybuchnąć.
Żałował. Bardzo żałował tego, że wymknął się wcześniej z rodzinnej kuźni. Teraz mógł sobie w najlepsze z Dagurem kuć żelazo póki gorące. A tak to musi teraz sterczeć pośrodku lasu i wysłuchiwać gadania o jakichś niewidzialnych przyjaciółkach. Ojcze, spotkała mnie najwyższa kara. Biję się w pierś za tę nieposłuszeństwo Nie widział innej możliwości. Przodkowie ukarali go za to co zrobił. Dostał nauczkę za swoje czyny. Więcej ich nie powtórzy.
- Nie wiem. Przekonamy się o tym dopiero jak to się stanie - wyznał. Powiedział jej prosto z serca jak się sytuacja miała. Nie mógł jej tego obiecać, że poczuje się lepiej, ponieważ do tej pory ciągle coś mówiła. Przekona się dopiero o tym jeżeli będzie mógł przez chwilę rozkoszować się błogą ciszą. Szumem lasu, wyciem wilków i hukiem sów. Tego mu właśnie było trzeba, a nie ględzenia o wszystkim i niczym.
Stało się. Dziewczyna rzeczywiście przestała mówić. Hjalmar nie dowierzał przez moment, że to się rzeczywiście stało. I słusznie zrobił, że w to nie uwierzył. Nie minęła chwila, a jego rozmówczyni nadal robiła to co umie robić najlepiej - zaczęła gadać.
- Nic mi się nie stało. Nic mnie nie boli. Wszystko jest w porządku - odparł przekręcając oczami. Nie potrzebował od niej żadnego współczucia. Żadnej ekspertyzy medycznej, której ona sama potrzebowała dużo bardziej od niego.
- Tak, zostawię Cię, wrócę i co? - zapytał ją całkowicie poważnie z lekko rozgniewanymi brwiami. Co ona sobie w ogóle myślała? A może nie myślała? - Jutro będe chodził po lesie i odnajdę Twojego trupa. Tego właśnie chcesz? - zapytał przekręcając głowę z zainteresowaniem. Bo może właśnie było to do czego ona dążyła - do samozagłady - Ty jesteś przestraszona na dźwięk spadającego islandczyka z drzewa, a co dopiero prawdziwego zagrożenia. Wtedy co zrobisz? Skulisz się w kulkę i będziesz udawać, że nie ma przeciwnika, a niedźwiedź czy Merlin jeden wie kto inny, będzie Cię pożerał? No błagam Cię, nie rozśmieszaj mnie - machnął ręką próbując dalej się uspokoić - Jeżeli nie chcesz zginąć to nie podejmuj głupich decyzji tylko wreszcie rusz się z tego śniegu bo zamarzniesz. A ja Twojego ciała nie mam zamiaru transportować do jakiejś śmiesznej Anglii czy innego nieludzkiego kraju - wyznał. Gdyby tutaj wyzionęła ducha to zapewne zakopałby ją pod warstwą śniegu i ktoś by ją odnalazł przy roztopach. Znaczy najpierw znalazły by ją wilki i zjadły. Wtedy mógłby ją odnaleźć ktoś. A raczej jej szkielet. I to jego pozostałości.
- Postawię sprawę krótko. Ja jestem przewodnikiem. A przewodnika trzeba się słuchać. Jasne? - zmrużył oczy i się jej przyjrzał - Jak mówię, że idziemy przez ten las. To idziemy przez ten las - zaczął wymieniać zasady jakie panują w trakcie podróżowania z nim. Były ciężkie, ponieważ do takich on sam był przyzwyczajony - Jeżeli mamy przeskoczyć jakiś krater to przez niego przeskakujemy. Jeżeli atakuje nas jakaś leśna bestia to z nią walczymy, aby nie skończyć jako jej posiłek - rozłożył ręce - Czy wszystko jest jasne? - złapał się wolną dłonią za swoją kitę po której zaczął jeździć. Sam też wolał się w końcu ruszyć. Zaczął tutaj lekko marznąć.