18.04.2023, 22:21 ✶
Kiwał głową potakująco, kiedy Młody opowiadał mu o tym, że ma jeszcze szanse na dobre życie, że jest wart pomocy. Nie był szczególnie przekonany, ale cieszył się z jego zaangażowania. Gość emanował najczystszą szczerością, to było aż szokujące - przecież nie widzieli się od kiedy był małym bomblem, chuja musiał pamiętać tak naprawdę. Mellvyn był mu praktycznie obcy, równie dobrze mógł być jakimś jego przelotnym znajomym ze szkoły, który zerwał z nim kontakt ze względu na swoje głupie kaprysy.
Ale on nie przestawał mówić, zaczynało być coraz bardziej... intymnie. Rzewnie. Zazgrzytał zębami, popijając nerwowo drinka, który niedługo mu się skończy i nawet w tym natręctwie nie będzie mógł topić stresu. Tyle dobrego, że chłopak faktycznie kupił to jego smutne pierdolenie.
Uśmiechnął się mgliście do brata, gdy ten wyjawił mu, co uznawał za cel swojego życia. To było... kurwa, ponure. Ale nie chciał mu tego mówić. Nie chciał mu mówić, że nie nadaje się do tego świata.
Chwilę siedział w milczeniu, aż jego twarz ściągnęła się w dziwnym grymasie. Może i Dellian był ślepy, ale i tak musiał zerwać z nim kontakt wzrokowy, żeby być w stanie się odezwać:
- Ja cię... będę kochać. Spróbuję zawsze, nawet jak nie będzie tego widać.
Czy tak powinna rozmawiać ze sobą rodzina?
Odchrząknął.
- I na pewno nie załatwiaj mi pracy. Bo mnie wyjebią. Nie nadaję się na etat, nigdy się nie nadawałem - dodał sucho, bezceremonialnie pomijając jego pytanie. - A sprawy sercowe to był tylko przykład, bo u mnie wszystko tak działa, ale teraz mnie zaintrygowałeś. Znaczy, tym celem twoim. "Kochać" - co to właściwie znaczy? Jak ci z tym idzie?
Wyciągnął się na oparciu krzesła, znów kierując wzrok na twarz brata.
Ale on nie przestawał mówić, zaczynało być coraz bardziej... intymnie. Rzewnie. Zazgrzytał zębami, popijając nerwowo drinka, który niedługo mu się skończy i nawet w tym natręctwie nie będzie mógł topić stresu. Tyle dobrego, że chłopak faktycznie kupił to jego smutne pierdolenie.
Uśmiechnął się mgliście do brata, gdy ten wyjawił mu, co uznawał za cel swojego życia. To było... kurwa, ponure. Ale nie chciał mu tego mówić. Nie chciał mu mówić, że nie nadaje się do tego świata.
Chwilę siedział w milczeniu, aż jego twarz ściągnęła się w dziwnym grymasie. Może i Dellian był ślepy, ale i tak musiał zerwać z nim kontakt wzrokowy, żeby być w stanie się odezwać:
- Ja cię... będę kochać. Spróbuję zawsze, nawet jak nie będzie tego widać.
Czy tak powinna rozmawiać ze sobą rodzina?
Odchrząknął.
- I na pewno nie załatwiaj mi pracy. Bo mnie wyjebią. Nie nadaję się na etat, nigdy się nie nadawałem - dodał sucho, bezceremonialnie pomijając jego pytanie. - A sprawy sercowe to był tylko przykład, bo u mnie wszystko tak działa, ale teraz mnie zaintrygowałeś. Znaczy, tym celem twoim. "Kochać" - co to właściwie znaczy? Jak ci z tym idzie?
Wyciągnął się na oparciu krzesła, znów kierując wzrok na twarz brata.