Stella przepadała za latem. Wzbudzało w niej zawsze pozytywne emocje. Dzień był dłuższy, świat bardziej kolorowy, to zachęcało do korzystania z życia. Dużo czasu spędzała na świeżym powietrzu poszukując inspiracji w naturze, która nadal potrafiła ją zaskoczyć. Odwiedziła wiele ogrodów, pełnych barwnych kwiatów, których kolory zachęcały do malowania. Sporo czasu poświęcała malowaniu, czuła, że jest to odpowiedni moment. Jej muzyczne umiejętności również nie pozostawały zapomniane - był to okres w którym ludzie chętnie korzystali z usług wiolonczelistki. Wiele uroczystości odbywało się właśnie w tym czasie. Była więc dosyć mocno zabiegana, mimo tego, że nie potrzebowała specjalnie wielu klientów, aby się utrzymać, w końcu rodzice na niej nie oszczędzali to korzystała z tego okresu w pełni. Mogła się pokazać, zostać zapamiętana, a na tym również jej zależało.
Dzisiejszy poranek przywitał ją słonecznymi promieniami. Obudziły ją wpadając przez okno do sypialni. Nie miała akurat zaplanowanego żadnego występu. Wiedziała więc, że w pełni może zająć się malowaniem. Wzięła szybki prysznic, przydał jej się, aby się obudzić. Była gotowa do pracy. Ubrana, w krótką, żółtą sukienkę znalazła się przed sztalugą. Przygotowała farby, płótna - mogła rozpocząć pracę. Malowała pejzaż, wschód słońca nad plażą. Bardzo dobrze znała miejsce, które przyszło jej tego dnia malować. Była to jej ulubiona plaża, gdzie zabrała Stanleya pewnego kwietniowego dnia. Skupiona była na pracy, nie odrywała się od sztalugi praktycznie nawet na chwilę. Pochłonęło ją to zupełnie. Kiedy zaczynała malować, wszystko inne przestawało się liczyć. Głód wydawał się nie istnieć, to samo pragnienie, musiała przelać wszystkie emocje na płótno. Tu i teraz.
Nie miała pojęcia, kiedy minął jej niemalże cały dzień. Udało jej się jednak skończyć dzieło. Siedziała teraz na kanapie, nieco umorusana zaschniętą farbą na sukience i dłoniach i wpatrywała się w obraz. Była zadowolona z efektu, który uzyskała. Zaczęła czuć głód - nie jadła w końcu nic od rana. Powinna jednak najpierw doprowadzić się do porządku. Było to dla niej ważne, chociaż nigdzie się już dzisiaj nie wybierała. Jednak istotne było, aby zmyć z siebie te wszystkie kolory, które pojawiły się na jej ciele.
Już miała udać się do łazienki, właściwie to praktycznie podnosiła zadek, aby wstać i ruszyć pod prysznic kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Wstała. Ruszyła w kierunku drzwi, zatrzymała się jeszcze przed lustrem, by zobaczyć, jak bardzo źle wygląda po tym całym dniu spędzonym przy sztaludze - stwierdziła, że bywało gorzej, no i poszła dalej, aby otworzyć. Nie spodziewała się nikogo, także zdziwiona nieco była, że ktoś postanowił ją nawiedzić.
Otworzyła drzwi. Uśmiechnęła się promiennie, kiedy zobaczyła, że to właśnie Borgin się w nich pojawił. Była to całkiem miła niespodzianka. Dostrzegła bukiet jej ulubionych kwiatów w jego dłoni. Nie zwiastowało to niczego dobrego, zazwyczaj zjawiał się z nimi, kiedy czegoś potrzebował, albo coś nawywijał. Nie przypominała sobie, aby się ostatnio pokłócili, więc to musiało być coś innego. - Cześć, wchodź do środka. - Nie będzie przecież tak stał przed drzwiami. Przejęła kwiaty, zbliżyła je do swojego nosa, aby poczuć ich zapach. - Dziękuję, a cóż to za okazja? - Spytała jeszcze zamykając drzwi za mężczyzną.
Następnie udała się do kuchni, tam trzymała wazony. Wybrała odpowiedni, nalała do niego zimnej wody i postawiła na blacie w kuchni, kwiaty się w nim znalazły.
Dołączyła do Borgina, który to już usadowił się na kanapie. Jak zawsze, kiedy znajdował się w jej mieszkaniu. Avery zajęła miejsce na przeciwko niego, w swoim ulubionym fotelu. Przyglądała mu się uważnie, czekając właściwie na informację, co go tutaj sprowadza. Nie to, że zazwyczaj pojawiał się z jakiegoś powodu, w końcu spędzali razem dużo czasu często robiąc właściwie nic, jednak czuła, że dzisiaj jest inaczej. Miała wrażenie, że znalazł się tutaj w jakimś konkretnym celu.
Wszystko wyjaśniło się chwilę później. Prezent dla Anne. Cóż, było to nawet logiczne, że przyszedł z tym do niej. Była w końcu kobietą, pewnie łatwiej jej będzie znaleźć coś odpowiedniego. - Jakiś obraz. - Zaczęła się zastanawiać nad tym, co mogłaby dla niej stworzyć. Uświadomiła sobie, że nie wie o niej zbyt wiele. Jedynie to, że interesowała się roślinami, co było związane z jej pracą. - Co mogłabym jej namalować? Masz jakieś pomysły, życzenia, cokolwiek? - Pewnie byłoby jej łatwiej, gdyby podał jakieś konkrety. Miała jednak wrażenie, że będzie miał z tym problem, oby się myliła.