Biorąc pod uwagę fakt, że taka przechadzka dla Hjalmara była chlebem powszednim, nie był w ogóle zmęczony. Co innego nie można było zapewne powiedzieć o jego towarzyszce, która przecież mogła go poprosić o to aby lekko zwolnił lub poczekał. Wystarczyło jedno słowo. Jednego jednak nie można było jej odebrać - zaciętości. Dzielnie znosiła wszelkie kłody jakie los rzucał jej pod nogi. Najpierw starego Rökkvi, który wyprowadził ją w pole. Później spadający z drzewa "niedźwiadek", oskarżający ją o niepełnosprytność. A na sam koniec jeszcze katorżnicza wędrówka.
Nordgersim skłamałby mówiąc, że nie zyskała w jego oczach. Nie spodziewał się, że dziewczyna będzie w stanie za nim nadążyć. To i tak nie było jedyne zaskoczenie tego wieczoru. I za pewne nie ostatnie. Bo kto wie, co jego nowa "koleżanka", miała jeszcze w zanadrzu?
- Nie wiem - odparł automatycznie, nie zastanawiając się nawet przez chwilę. Prawdę mówiąc, zbytnio go to nie obchodziło. Wilk - bo o to zwierzę chodziło - był prawdziwym szkodnikiem. Zakradał się do stada owiec i mordował raz za razem. Nie brał jeńców. I tym samym chciał mu się teraz odpłacić Hjalmar - Może jest. Może nie. Nie mi to oceniać. Dopóki zagraża owcom i innym hodowanym zwierzętom, należy je tępić. Gonić po całym lesie, aż braknie im sił, a następnie wykończyć. Unicestwić - wytłumaczył jej swój punkt widzenia. Tak naprawdę to nie tylko swój ale całej osady czy nawet społeczności ich wyspy. Dla każdego z osobna i razem wziętych, te futrzane bestie były niczym plaga - tylko nie egipska, a islandzka.
- A jaki to sukces upolować kozicę, która nawet się nie broni? - spojrzał na nią z zaciekawieniem. Może będzie w stanie mu wytłumaczyć swój tok myślenia - To jest dobre dla dzieci aby się podszkoliły z polowania. Bo każda inna zwierzyna, która może zrobić im krzywdę to zbyt duże ryzyko. Zwłaszcza jeżeli puści się takiego młodego myśliwego w samowolę - rozłożył ręce - A kozica... Powiedzmy, że jest w miarę bezpieczna. Co najwyżej może kogoś poturbować. Ale to bardzo cenna nauczka na przyszłość - uśmiechnął się. Z niej zapewne też dałoby radę zrobić trapera, który byłby gotowy do samodzielnych podróży po lesie. Potrwałoby to pewnie z rok czy dwa ale zapewne przyniosłoby efekty. Znaczy powinno przynieść... Bo z tą dziewczyną nic nie było "pewniakiem"...
- Ehh... - pokręcił przecząco głową, zatrzymał się, a następnie wyprostował. Przez chwilę zastanawiał się co powinien dalej zrobić. Z jednej strony czuł się minimalnie źle, że oskarżył ją o takie rzeczy. Ale z drugiej nie miał przecież zamiaru się teraz przyznawać, że źle postąpił. Potrzebował rozegrać to tak, żeby "spłacić" swoją winę ale się nie wydać ze swoim zamiarem - Mówiłaś, że chciałabyś zobaczyć wilka, tak? - zapytał odwracając się do niej. Chwilę później schował siekierę za pasek. Nie wierzył w to co właśnie robi. Po raz drugi w dniu dzisiejszym, odpuści swojej ofierze. Ale czy mógł postąpić inaczej? Pewnie tak. Czy chciał? Nie był pewien - Podejdziemy i tylko na niego spojrzymy. Czy taki układ Cię zadowala? - wypuścił gorące powietrze z ust i przyjrzał się reakcji swojej rozmówczyni. Teraz zdał sobie sprawę, że może wypadałoby się w końcu przedstawić, ponieważ do tej pory żadne z nich nie kwapiło się do takich czynów. Ktoś musiał jednak przedsięwziąć pierwszy krok w tym kierunku.
- Nie jestem też żadnym niedźwiedziem. Jestem człowiekiem. Tak samo jak Ty czy miliony innych osób żyjących na całej planecie - stwierdził przysłaniając sobie oczy aby śnieg mu do nich nie wpadał - Gdybyś tylko rozumiała islandzki to wiedziałabyś, że na samym początku próbowałem się z Tobą dogadać... - przyznał. Dziewczyna jednak nie miała przecież zielonego pojęcia o jego języku. Bo gdyby znała to odpowiedziałaby śpiewająco na zadane przez niego pytanie - Hver ertu... - powtórzył - To znaczy "kim jesteś" w języku moich ludzi - wyjaśnił opuszczając rękę z twarzy aby następnie założyć sobie ręce na piersi, chowając przy tym ręce pod pachami - Także może zapytam jeszcze raz... Hver ertu? - przechylił lekko głowę na obok, oczekując odpowiedzi. I tak za długo już podróżowali wspólnie bez znajomości własnych imion.
Hjalmar nie zamierzał ruszyć się dalej dopóki nie uzyska odpowiedzi na swoje pytanie. Zwłaszcza, że tym razem już rozumiała o co mu chodzi. A to o co pytał nie było przecież, aż takie trudne. Mogła mu nawet podać cokolwiek byleby się tylko odczepił - i tak nie byłby w stanie tego sprawdzić. Życie jednak lubiło weryfikować takie sytuację. I to w najmniej oczekiwanym momencie...