28.10.2022, 05:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2022, 12:12 przez Elliott Malfoy.)
Filuterny uśmiech mimowolnie wkradł się na zazwyczaj nienagannie powściągliwą twarz Malfoya powodując, że jego policzki przyozdobiły się lekkimi zmarszczkami. Nie trwało to dłużej niż pare sekund, a Elliott nie miał też zamiaru specjalnie się za to karcić, bo po paru drinkach każdemu mogło przytrafić się opuszczenie gardy, zwłaszcza w tak nieszkodliwy sposób. Zachowanie Erika, gdy zauważył z kim ma do czynienia nie tylko rozświetliło mimikę zazwyczaj dość poważnego Elliotta, ale pozwoliło zaciekawionym ognikom zatańczyć w spojrzeniu jego niebieskich oczu. Nie odrywał wzorku od rozmówcy, gdy ten jeszcze chwilę temu kłopotał się z odnalezieniem czegoś, prawdopodobnie papierosów, pomyślał mimowolnie, w kieszeni płaszcza, tak samo jak teraz, gdy prawie, że przesunął stół przy nagłym podniesieniu się z miejsca.
- Myślę, że to musi wystarczyć - odparł kładąc na stole w połowie pełną paczkę papierosów i dość ciężką, złotą zapalniczkę, jeszcze ciepłą od dotyku dłoni - bo obawiam się, że kolejny drink musiałby poskutkować natychmiastowym wypiciem przez ciebie tego, który stoi praktycznie nieruszony. - usiadł na odsuniętym przez rozmówcę krześle kładąc swoją szklankę obok przedłożonego przed chwilą na blat wyrobu tytoniowego.
Blondyn obracał się w towarzystwie mówców, polityków i zawodowych kłamców, więc nie umknęło jego uwadze jak schludną dykcją odznaczają się wypowiedzi Longbottoma, nie skupił się na tym nigdy wcześniej, ale tym razem odnotował tę zaletę w myślach, sam nie wiedząc jeszcze do końca czemu, ale różne rzeczy przydawały się w najmniej spodziewanych momentach.
Powinien był przejąć pałeczkę rzucania żartami lub ciągnięcia rozmowy, czując, że drugi mężczyzna jest lekko zakłopotany, ale uległ chęci oglądania i słuchania dalszych jego prób. Zazwyczaj to on grał pierwsze skrzypce w debacie, więc niewielka odmiana też nie mogła niczemu zaszkodzić, zwłaszcza, ze rozmawiał z kimś dla czystej rozrywki, umilenia czasu, co też nie zdarzało się w jego życiu tak często. Większość rozmów, jakie zdarzało mu się prowadzić była podszyta metaforami i ukrytymi znaczeniami, a w pewnym momencie człowieka po prostu to wszystko męczyło. Zwłaszcza, że tak też odwiecznie wyglądały wymiany zdań przy rodzinnym stole, czy to w ścisłym gronie, czy podczas świąt.
- Stawiam następną kolejkę, jeżeli nie zamierzasz uciec przedwcześnie w popłochu. - dodał po chwili, poniekąd żartobliwie - Jeszcze ktoś by pomyślał, że spoufalasz się z tym okropnym Malfoyem, nie wiem czy twoja reputacja by to wytrzymała, Panie Detektywie. - sam rzucił żartem, hiperbolizując i gestykulując przy tym dość żwawo, acz nie nazbyt energicznie, wszystko co robił było w pewnym stopniu wyważone, aż chorobliwie i wyćwiczenie, spostrzegawcze oko na pewno bardzo szybko mogłoby to podłapać. Zupełnie jakby fakt, że zachowuje się swobodnie był też jedną z wielu nakładanych masek.
Sam po chwili sięgnął po papierosa i, chociaż zazwyczaj nie palił, miał awaryjną paczkę i zapalniczkę, gdy wychodził się napić. Znał nawyki swoich kompanów od kieliszka za dobrze, aby zakładać, że po jednym albo dwóch wróci do domu, a czwarty czy piąty drink to już jest ten moment, gdy chęć wdychania dymu tytoniowego woła o wzięcie w płuca jego stosownej ilości. Użył zapalniczki odpalając końcówkę bibułki, acz poczekał aż towarzysz zapali pierwszy.
- W tej pracy żadne negocjacje nie zostają w murach ministerstwa - wypowiedział słowa nie wyciągając papierosa z ust, co stłumiło odrobinę ich wyrazistość, zaraz się zaciągnął i wzruszył lekko ramionami. Nie mówił niczego, co nie byłoby dobrze rozumiane i znane przez resztę zatrudnionych w tym samym miejscu osób - zresztą, sam powinieneś wiedzieć jak to jest, założę się, że po przydzieleniu sprawy masz raczej mało czasu na wzięcie oddechu pomiędzy raportami a faktycznym działaniem w polu? Moja siostra była Autorem swego czasu, na pewno dała ci się we znaki, hm? - wtrącił, ale zaraz kontynuował - ,więc skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zdawała się znikać na parę dni, gdy zajmowała się naprawdę intensywnymi przypadkami. - rozwinął wypowiedź, aby ich rozmowa się bardziej kleiła, coby Erik miał możliwość zaczepienia w dialogu. Pomimo wcześniejszego, wewnętrznego rozbawienia jego widocznym i słyszalnym zakłopotaniem Elliott nie był aż tak okrutny, no i nie chciał wyjść na kompletnego gbura odpowiadając półsłówkami. Jakby nie patrzeć dyskusja i słowa były jego domeną, to robił w życiu, poza rubryczkami z liczbami, uprawiał politykę, a w niej krasomówstwo miało pierwszeństwo.
Spojrzał mimowolnie na gazetę, której Longbottom używał jako podkładki pod kufel. Nie umknęło jego uwadze, że brukowce znów podłapały temat głośnego odejścia Nobby'ego Leacha, zwłaszcza, że niektóre głosy osądzały młodszego brata jego ojca, Abraxasa, o usunięcie mugolaka ze stanowiska Ministra Magii.
- Czytasz te bzdury? - zapytał niezobowiązująco znowu unosząc odrobinę głowę i łapiąc spojrzenie zielonych oczu rozmówcy. Nie odwrócił już wzroku, podparł jedynie brodę na dłoni wciąż co jakiś czas zaciągając się papierosem.
- Myślę, że to musi wystarczyć - odparł kładąc na stole w połowie pełną paczkę papierosów i dość ciężką, złotą zapalniczkę, jeszcze ciepłą od dotyku dłoni - bo obawiam się, że kolejny drink musiałby poskutkować natychmiastowym wypiciem przez ciebie tego, który stoi praktycznie nieruszony. - usiadł na odsuniętym przez rozmówcę krześle kładąc swoją szklankę obok przedłożonego przed chwilą na blat wyrobu tytoniowego.
Blondyn obracał się w towarzystwie mówców, polityków i zawodowych kłamców, więc nie umknęło jego uwadze jak schludną dykcją odznaczają się wypowiedzi Longbottoma, nie skupił się na tym nigdy wcześniej, ale tym razem odnotował tę zaletę w myślach, sam nie wiedząc jeszcze do końca czemu, ale różne rzeczy przydawały się w najmniej spodziewanych momentach.
Powinien był przejąć pałeczkę rzucania żartami lub ciągnięcia rozmowy, czując, że drugi mężczyzna jest lekko zakłopotany, ale uległ chęci oglądania i słuchania dalszych jego prób. Zazwyczaj to on grał pierwsze skrzypce w debacie, więc niewielka odmiana też nie mogła niczemu zaszkodzić, zwłaszcza, ze rozmawiał z kimś dla czystej rozrywki, umilenia czasu, co też nie zdarzało się w jego życiu tak często. Większość rozmów, jakie zdarzało mu się prowadzić była podszyta metaforami i ukrytymi znaczeniami, a w pewnym momencie człowieka po prostu to wszystko męczyło. Zwłaszcza, że tak też odwiecznie wyglądały wymiany zdań przy rodzinnym stole, czy to w ścisłym gronie, czy podczas świąt.
- Stawiam następną kolejkę, jeżeli nie zamierzasz uciec przedwcześnie w popłochu. - dodał po chwili, poniekąd żartobliwie - Jeszcze ktoś by pomyślał, że spoufalasz się z tym okropnym Malfoyem, nie wiem czy twoja reputacja by to wytrzymała, Panie Detektywie. - sam rzucił żartem, hiperbolizując i gestykulując przy tym dość żwawo, acz nie nazbyt energicznie, wszystko co robił było w pewnym stopniu wyważone, aż chorobliwie i wyćwiczenie, spostrzegawcze oko na pewno bardzo szybko mogłoby to podłapać. Zupełnie jakby fakt, że zachowuje się swobodnie był też jedną z wielu nakładanych masek.
Sam po chwili sięgnął po papierosa i, chociaż zazwyczaj nie palił, miał awaryjną paczkę i zapalniczkę, gdy wychodził się napić. Znał nawyki swoich kompanów od kieliszka za dobrze, aby zakładać, że po jednym albo dwóch wróci do domu, a czwarty czy piąty drink to już jest ten moment, gdy chęć wdychania dymu tytoniowego woła o wzięcie w płuca jego stosownej ilości. Użył zapalniczki odpalając końcówkę bibułki, acz poczekał aż towarzysz zapali pierwszy.
- W tej pracy żadne negocjacje nie zostają w murach ministerstwa - wypowiedział słowa nie wyciągając papierosa z ust, co stłumiło odrobinę ich wyrazistość, zaraz się zaciągnął i wzruszył lekko ramionami. Nie mówił niczego, co nie byłoby dobrze rozumiane i znane przez resztę zatrudnionych w tym samym miejscu osób - zresztą, sam powinieneś wiedzieć jak to jest, założę się, że po przydzieleniu sprawy masz raczej mało czasu na wzięcie oddechu pomiędzy raportami a faktycznym działaniem w polu? Moja siostra była Autorem swego czasu, na pewno dała ci się we znaki, hm? - wtrącił, ale zaraz kontynuował - ,więc skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zdawała się znikać na parę dni, gdy zajmowała się naprawdę intensywnymi przypadkami. - rozwinął wypowiedź, aby ich rozmowa się bardziej kleiła, coby Erik miał możliwość zaczepienia w dialogu. Pomimo wcześniejszego, wewnętrznego rozbawienia jego widocznym i słyszalnym zakłopotaniem Elliott nie był aż tak okrutny, no i nie chciał wyjść na kompletnego gbura odpowiadając półsłówkami. Jakby nie patrzeć dyskusja i słowa były jego domeną, to robił w życiu, poza rubryczkami z liczbami, uprawiał politykę, a w niej krasomówstwo miało pierwszeństwo.
Spojrzał mimowolnie na gazetę, której Longbottom używał jako podkładki pod kufel. Nie umknęło jego uwadze, że brukowce znów podłapały temat głośnego odejścia Nobby'ego Leacha, zwłaszcza, że niektóre głosy osądzały młodszego brata jego ojca, Abraxasa, o usunięcie mugolaka ze stanowiska Ministra Magii.
- Czytasz te bzdury? - zapytał niezobowiązująco znowu unosząc odrobinę głowę i łapiąc spojrzenie zielonych oczu rozmówcy. Nie odwrócił już wzroku, podparł jedynie brodę na dłoni wciąż co jakiś czas zaciągając się papierosem.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦