Gdyby to było takie proste to tak by zrobili. Jednak nie było. W końcu owce nie siedziały całymi dniami w swoich zagrodach - czasami trzeba było je wyprowadzać na pastwiska na których były dla wilka na wyciągnięcie ręki. I to było w tym najgorsze. O ile małe grupki były bardzo proste do pilnowania, tak z olbrzymim stadem było ciężko. Nawet bardzo ciężko. A i psy pasterskie w tym nie pomagały. Nie raz czy nawet nie dwa zdarzało się, że o utracie swojej zwierzyny, pasterz, dowiadywał się dopiero po kilku godzinach czy nawet dniach.
- Niby tak ale nie. Na pastwisko też wezmą jakiś mechanizm odstraszający? - zapytał jej - Zresztą po co wilk ma ryzykować atakiem na kozicę czy innego jelenia, jeżeli ma na wyciągnięciu ręki soczystą owieczkę? - nie dziwił się wcale tym paskudnym futrzakom. Na ich miejscu też wolałby złapać sobie zagubione zwierzę - w końcu to pozwalało uniknąć skaleczenia.
- Dlatego musisz odskoczyć w razie czego, a potem jednym, szybkim cięciem go powalić - stwierdził jakby to była oczywistość. W zasadzie była - dla niego. Dla niej to zapewne było coś nowego. Coś niespodziewanego - Zresztą tak jest ze wszystkim. Jeżeli jesteś za wolna to Ty stajesz się ofiarą. Zapamiętaj to sobie - dał jej mistrzowską poradę. Powinna była zawsze być 3 kroki przed swoim przeciwnikiem. Czytać z niego jak z książki. Przewidywać jego kroki, zaskakiwać go. Ale przede wszystkim nie dać zrobić sobie tego samego, ponieważ byłaby zgubiona.
- Może trochę. Chociaż od tego już się odeszło - odparł na jej pytanie o wejściu w dorosłość - Jest to przydatna umiejętność jeżeli żyje się nieopodal lasu. Ludzie żyjący w miastach za pewnie zatracili w sobie tę umiejętność - przejechał językiem po zębach, a na jego twarzy zagościł lekki grymas. Nie trwał krótko. Była to swego rodzaju dezaprobata na to, że inni przestawali czerpać radość z eksploracji lasów na rzecz bardziej przyziemnych zainteresowań
Zdziwił się. Nigdy nie spodziewałby się, że wilki są w zoo. Spodziewał się raczej jakichś egzotycznych zwierząt - jakiś lwów czy innych słoni. Ale wilki? Zwykłe futrzaki, które żyły na terenie całej Europy? Nie rozumiał skąd w niej taka ekscytacja co do tego czterołapa. Ale nie jemu było to oceniać.
Jeżeli przed chwilą był zdziwiony, tak teraz był w szoku. Zachowywała się jakby obiecał jej co najmniej jakąś gwiazdkę z nieba. A on nic takiego przecież nie zrobił - jedynie powiedział, że pójdą zobaczyć tego wilka. Nic szczególnego. Nie spodziewał się też tego, że podbiegnie go złapać za ręce. Ona była prawdziwą wariatką - Nie ucieknie jeżeli nagle nie zaczniesz piszczeć na niego ze szczęścia - parsknął śmiechem, dając jej swego rodzaju ostrzeżenie. Taka okazja - z wilkiem na wyciągnięcie ręki - mogła się za szybko nie powtórzyć.
- Islandzki nie jest prosty. To ciężki język - ostrzegł ją. Chociaż sam nie był pewien czy aby na pewno chciałby ją uczyć. Hjalmar wolał chyba nie ryzykować tego. Co jeżeli by się zdenerwował i chciał ją zamordować za złą odmianę albo akcent? To była gra nie warta świeczki. On był po prostu zbyt porywczy - a przynajmniej tak to sobie tłumaczył - Hver ertu... - powtórzył wypuszczając ciężko powietrze. Przed nimi była daleka droga aby dziewczyna zrozumiała chociaż podstawy jego języka.
Pokiwał głową kiedy się przedstawiła. Pandora... Ciekawe imię Nie znał żadnej innej kobiety o takim imieniu. Pewnie dlatego, że nie należało do jego grupy kulturowej. Z jednym jednak musiał się zgodzić. Była chaosem w całej swojej krasie.
Nie spróbował nawet powtórzyć tego w jej języku. Było to dla niego za trudne albo Hjalmar był po prostu za leniwy. Dla niego barbarzyńskim językiem był angielski czy szwedzki, które znał, a co dopiero jakiś daleki język o pojęciu którego nie miał nawet pojęcia - Hjalmar Nordgersim - przedstawił się, wystawiając dłoń w jej kierunku - Jeżeli chciałabyś być dokładna to... Hjalmar Björn Nordgersim Dagursson - uniósł tylko brwi oraz pokręcił lekko głową kiedy znowu nazwała go "niedźwiadkiem". Czuł jej wzrok na swojej twarzy. Sam odwdzięczył się jej tym samym, wbijając swoje błękitny oczy z wysokości.
- Nie - odparł krótko - Ten to prezent od mojego ojca za ukończenie Durmstrangu. Był bardzo dumny ze mnie mimo, że nie byłem zbytnim prymusem, a i stwarzałem pełno problemów - wytłumaczył jej. był bardzo przywiązany do tego futra - uznawał je za jeden z najlepszych podarunków od Dagura. Był mu bardzo wdzięczny za tak piękny gest na koniec szkoły.
- Zrobimy tak... - zaczął mówić, nie przestając wpatrywać się w jej twarz - Podejdziemy po cichu, tak bardzo jak to możliwe. Przykucniemy przy jednej z choinek i poobserwujemy je z całkiem bliska. Mniej więcej kilku metrów - mówił powoli, starając się zrobić jak najczystszy akcent aby zrozumiała o co mu chodzi - Tylko pamiętaj aby się nie wydrzeć z tego wszystkiego i nie narobić za dużo hałasu bo wilk może uciec... Albo co gorsza rzucić się w naszym kierunku - przetarł śnieg ze swojej twarzy - Wszystko jasne? - zapytał, oczekując potwierdzenia. Pandora musiała być gotowa, aby mogli ruszyć dalej. Musiała zastosować się do jego poleceń jeżeli chciała zobaczyć tego futrzaka z bliska.