Hjalmar nie miał pojęcia czy w szkole Pandory nie uczyli o naukach przyrodniczych czy co, ale miał wrażenie, że albo nie podchodzi do tematu poważnie albo nie uważała na tamtych zajęciach. Owce wyglądające jak chmurki? Co to miało znaczyć? Owca wygląda jak owca - ma wełnę i mięsko. Czego człowiek mógł chcieć więcej?
Po chwili zdał sobie sprawę, że ona po prostu chodzi z głową w chmurach bo ciągle mówiła coś o jakimś księżycu czy innych gwiazdach. Wszystko wskazywało na to, że musiała się interesować wróżbiarstwo czy innym zodiakarstwem. Już mniejsza o to, że chodziło mu o astronomię - Hjal to po prostu ignorował. Nie uważał żadnej z tych nauk w jakimkolwiek stopniu za coś ciekawego czy wartego uwagi.
- Za mało. Zresztą sam pasterz by chyba oszalał jakby mu nagle setka owiec zaczęła dzwonić tymi dzwonkami - wyjaśnił fundamentalną kwestię w wyprowadzaniu zwierzyny na pastwiska. Z taką grupą byłby problem, a co dopiero jakby tych owiec było 1000? Lub nawet więcej? Nikt by tego nie wytrzymał - No jeżeli wełnę nazywasz chmurami to tak. Takie ciepłe i miłe w dotyku - odparł na jej pytanie. Nie rozwodził się zbytnio w tym temacie. Musiała wiedzieć jak wygląda owca. Pewnie po prostu się zgrywała albo dawała grać mu bohatera.
Uniósł tylko lekko brwi kiedy odpowiedziała, że przegrałaby z kozicą. Zwłaszcza, że była zwinna i to zapewne bardziej niż on sam. To nie wróżyły zbyt dobrze dla jej kariery zawodowego trapera skoro sądziła, że nie pokona najprostszego przeciwnika. Może jednak sztuka przetrwania w lesie nie była jej pisana? Zwłaszcza, że zabicie zwierzyny to było jedno, a dochodziła jeszcze kwestia oprawienia jej, przygotowania strawy i opału oraz budowanie prowizorycznego schronienia.
- Taką wybrali drogę. Nic na to nie poradzisz. Mój lud to też czeka prędzej czy później - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie. To była nieunikniona kolej rzeczy. Świat parł na przód i ludzie musieli się rozwijać, aby nie zostać w tyle. A kto zostawał w tyle ten był skazany na przegrana i tym samym na śmierć.
- Jak go widzisz pierwszy raz to pewnie tak. Za drugim może też to jest satysfakcjonujące... A później? To chleb powszedni. Nic szczególnego. Idzie się przyzwyczaić do tego widoku - wzruszył ramionami. Hjalmar widział to całkowicie inaczej. Dla niego to był po prostu obiad czy szkodnik - nic więcej. A na pewno nic nad czym by się bardziej rozwodził. Według niego nie było po prostu sensu. Znał dużo więcej, bardziej majestatycznych zwierząt od których aż biło ich potęga i pięknem.
Tym razem nie poszło jej, aż tak źle z tym prostym zdaniem po Islandzku. Nie oznaczało to jednak, że miała je już opanowane do perfekcji. O nie. Do tego droga była jeszcze daleka i kręta. A Nordgersimowi wydawało się nawet, że na tym szlaku są różne wyboje i skarpy, które będzie musiała pokonać aby nauczyć się tego języka. Ale skoro tak jej się podobał, to nie pozostało nic innego jak życzyć jej po prostu powodzenia. Niech jej połamany język lekkim będzie.
- Mhmm... - wydał z siebie tylko pomruk połączony z przytaknięciem, który sugerował, że jej ekspertyza w dziedzinie jego reakcji była poprawna. Sam wolał się nie rozwodzić nad tym, niepoprawnym zresztą, skrótowcu - Nie wiem. Nie interesuje się tym całym zodiakarstwem - przyznał z pogardą w głosie dla tej pseudonauki - Kiedyś mi koleżanka mówiła, że podobno szczęście. Ale ile w tym prawdy? Nie mam pojęcia - przyznał dzieląc się swoją wiedzą. Sam nie kwapił się nigdy aby to sprawdzić. Ale jeżeli Pandora miałaby taka ochotę - proszę bardzo. Droga wolna.
Swoją drogą to coś mogło być na rzeczy ze znaczeniem jego imienia. W końcu pojawił się znikąd w tej puszczy i przybył jej z odsieczą. Czy można to nazwać inaczej, niż po prostu 'szczęście'?
- To zwracaj się do mnie po drugim imieniu skoro HJALMAR jest dla Ciebie za trudne - uniósł kącik ust zaraz po tym jak z islandzkim akcentem podkreślił swoje imię, pokazując jej, że przecież wcale nie tak trudne jest je wymówić. Oczywiście nie było to trudne dla niego. I to tylko dlatego, że to był jego ojczysty język, którym posługiwał się od dobrych 27 lat. Gdyby Pandora miała bardziej wschodnie imię to miałby zapewne podobny problem. Ale że nie miała - to Hjal miał prawo zgrywać bohatera.
- A Ty jak gorzałka - odparł po chwili bez większego zastanowienia. Nie przejmował się tym. Mówił prosto z serca. Taki brązowy kolor to miał tylko dobry samogon po którym nie miało się kaca następnego dnia. A niech mnie kule biją, że dzisiaj go ze sobą nie wziąłem... Na samą myśl o tym trunku poczuł jakby mu sam Merlin, gołą stópką po gardełku chodził - piękne uczucie. Zapewne gdyby znaleźli się w innej sytuacji mógłby się lekko rozmarzyć na ten temat... No ale niestety nie mieli teraz na to czasu.
- Umm. Dzięki? - odparł nie do końca będąc pewnym jak powinien zareagować. Co prawda to prawda - to był ładny prezent ale przede wszystkim praktyczny. Idealnie pasujący w realia jakie panowały na Islandii.
- Jeżeli zostawisz tu plecak to odbierzesz go dopiero na wiosnę - stwierdził zgodnie z faktem. Jakby go tu zostawili to zostałby zasypany hałdą śniegu w ułamku sekundy. A nie było szansy aby Pandora zapamiętała dokładne miejsce gdzie go położyła. Tym bardziej, że wszystko wyglądało tak samo. Hjalmar raczej też by nie dał rady go za szybko odnaleźć - Daj go - rzucił od niechcenia, a następnie wziął od niej jej własność. Nie przyjmował żadnej odmowy. A ona sama zaczynała się już raczej z nim męczyć.
- Trzymam Cię za słowo. Jeżeli będziesz głośno to obiecuje, że przekonam tego wilka aby najpierw pożarł Ciebie - ostrzegł ją za wczasu. Starał się brzmieć jak najbardziej poważnie w tej sytuacji. Z jednej strony z nim mogła czuć się bezpiecznie, bo takie wilki to on od kołyski ganiał. Z drugiej zaś chciał wprowadzić jej lekką dyscyplinę, co by jej przypadkiem nie odbiło.
Z ustalonym planem działania w końcu mogli ruszyć dalej. Na całe szczęście, ślady w śniegu były nadal widoczne, dzięki czemu Hjalmar był w stanie podjąć trop. Krok za krokiem, sus za susem, zbliżali się w kierunku ich dzisiejszej nagrody. Pewnie gdyby nie ten biały puch, który padał na nich z góry, to już dawno by dotarli do tego przekltego wilka. A tak to musieli co chwilę otrzepywać twarz ze śniegu.
Po kolejnym długim i całkiem forsownym marszu, który trwał około 20 minut dotarli na skraj polany - dokładnie tak jak zapowiadał. Młody Nordgersim zakradł się powoli do kilku choinek, które znajdowały się na zewnętrznym pierścieniu tej polany, a następnie zatrzymał się. Przykucnął i odchylił kilka gałązek aby odsłonić sobie widoczność. Rozejrzał się wokół w poszukiwaniu ich zguby.
To zadanie wcale nie było trudne, ponieważ wilk właśnie stał po środku polany i patrzył się w tym samym kierunku co oni. Czyżby na kogoś tu oczekiwał albo usłyszał jakiś dźwięk, który spowodował u niego takie, a nie inne zachowanie? Tego Hjalmar nie wiedział. Byli tu za krótko. Ale nie pozostało im nic innego jak poczekać i się o tym przekonać na własnej skórze.