Nie pierwszy raz wymyślał tego typu wytłumaczenia i teraz również byłby w stanie uraczyć przedstawicieli mediów podobną historią. Nie zmieniało to faktu, że cała ta sytuacja pozostawała poza jego kontrolą. Czuł się panem sytuacji w miejscach publicznych, w blasku fleszy i w otoczeniu swoich fanów. Niczym ryba w wodzie. Panujące tutaj warunki sprawiały, że czuł się niczym dziecko we mgle. Przynajmniej początkowo. Nie bez powodu za prawdziwe uznaje się stwierdzenie, że w grupie raźniej.
— Na mój widok czarodzieje nie krzyczą "John, łap za różdżkę, to troll!". Po tym wnioskuję, że nie jestem. Ta wiedza byłaby bardzo przydatna — Nie przestając się delikatnie uśmiechać, zdecydował się przedstawić ostateczny argument uwiarygodniający jego ludzkie pochodzenie. Potwierdzał je chociażby odpowiedni wzrost i budowa ciała. W żadnym stopniu nie odpowiadały one posturze trolla, który też nie grzeszył inteligencją. Mu jedynie zdarzało się zachowywać jak palant.
— Niektórzy moi przyjaciele zwracają się do mnie Phil. Musiałabyś się bardzo postarać aby mnie zirytować, Dani — Przyznał. Za każdym razem, gdy przebywał w domu rodzinnym, wszyscy zwracali się do niego pełnym imieniem. Jest jedną z tych osób, które nie irytują się byle czym i którym nie przeszkadza obecność miłych ludzi, jeśli tylko szanują ustanowione przez niego granice prywatności. — Mi Ciebie również. Zdecydowanie mogły być lepsze. Ja również. Dosyć często tam bywam.
Na razie zachował dla siebie to, że posiada dom w Dolinie Godryka. Ci, co mają o tym wiedzieć, to wiedzą. Chciał tak myśleć i spać spokojnie. Fani potrafili być nieobliczalni. Spędzał tam czas, ilekroć potrzebował odetchnąć od zgiełku magicznego Londynu i spędzić czas na łonie natury. Przenosił się do swojego domku letniskowego tuż przed Sabatami.
W jakimś stopniu spodziewał się tego, że na swoje pytanie otrzyma przeczącą odpowiedź. Nie usatysfakcjonowała go ona, jednak to było do przewidzenia w obecnej sytuacji. Za wszelką cenę chciał opuścić to miejsce i wrócić do domu. Jego plany na ten dzień wystarczająco legły w gruzach. Temu nie sposób zaprzeczyć.
— Wolałbym usłyszeć wyłącznie tę dobrą — Zasugerował z cichym westchnięciem, bez cienia pretensji w głosie. Zła wiadomość dokładnie opisywała to, co sam myślał o obecnie zaistniałej sytuacji. — Jest na to szansa. Nie znajdziemy go dopóki będziemy tutaj stali — Zgodził się z tą czarownicą. Od samego stania i rozmawiania droga nie objawi się przed ich oczami. Przez wzgląd na panującą ciemność, spowijającą mgłę i znikomą znajomość tego terenu czekało ich trudne zadanie.
— W takim razie chodźmy i zobaczmy, gdzie nas to zaprowadzi. Oby do wyjścia — Nie zaprotestował, obierając wskazany przez Danielle kierunek. Oby w ten sposób dotarli bezpiecznie do kresu tych mokradeł i do jakiejkolwiek mieściny, z której będą mogli się teleportować do swoich domów.
— Jak każdy czarodziej potrzebuję rutynowej i niekiedy specjalistycznej opieki medycznej. Wspomniałaś o dostępie do mojej historii medycznej... jesteś uzdrowicielką. Możesz mieć takie wrażenie, ponieważ jestem szukającym Zjednoczonych z Puddlemere. Oczywiście, mogłaś mnie zobaczyć gdzieś na korytarzu szpitala — Nie zaprzeczył temu, że bywa w szpitalu. Quidditch to brutalny sport, w którym nietrudno o mniej lub bardziej poważne kontuzje. Dotąd nie zdarzyła mu się na tyle poważna kontuzja aby doprowadziła do zakończenia jego kariery sportowej. W szpitalu dla czarodziejów wykonywał również regularne badania przez wzgląd na stosowaną dietę bezmięsną i wykonywany zawód. Nie przerywał marszu, zwracając uwagę na to aby nie stracić z oczu przypadkowej towarzyszki.