Stres, który odczuwała wcześniej powoli z niej ulatywał. Nie krzyczał, nie wyglądał na złego. Był cyniczny jak zawsze. Obserwowała jego twarz, jego zachowanie, gdy wskazał miejsce naprzeciwko ostrożnie usiadła przy stoliku i cicho westchnęła. Wyraz jej twarzy był nieodgadniony jak zawsze. Z Aveliny było ciężko czytać, ponieważ zawsze była na uboczu, skryta i obojętna. Na ludzi patrzyła z ciekawością i próbą odgadnięcia tego o czym oni myślą. Zdziwiła się, że nie był zaskoczony. Wręcz spodziewała się, że jej na tym miejscu nikt by się nie spodziewał. Nie była typem osoby mieszającej się w cudze sprawy, ale nie skomentowała tego. Nadal dziwnie się czuła mając możliwość odezwania się do niego. Nigdy nie musiała prowadzić z nim rozmowy i na moment zapomniała, że może się odzywać. Było to dla niej mocno nienamacalne. Potrzebowała się czegoś napić, ale na to nadejdzie czas później.
— Umartwianie. – powtórzyła cicho z westchnięciem. – Nie wiem nawet, co ci powiedzieć. To było tak dawno temu. – nie potrafiła mówić, nie potrafiła myśleć. Jej głos wydawał się być dla niej obcy i odległy. Avelina nie brała do siebie tego, że był nie miły. Dziewczyna sama często posługiwała się sarkazmem, aby bronić się przed ludźmi i ich od siebie odpędzać, więc rozumiała jego cynizm, jego sarkazm, jego atak. – Może w ramach przeprosin zamówię dla nas coś do picia? – zapytała.
Co robili dorośli ludzie kiedy znajdowali się w takiej sytuacji? Zacznijmy od tego, że dorosła, myśląca osoba nigdy nie będzie podsłuchiwać Rookwooda pod postacią kota i się do tego jeszcze przyzna. Dlaczego sumienie tak bardzo wchodziło jej na głowę, że się do tego przed nim przyznała? Dlaczego nie stchórzyła i nie uciekła? Teraz była w dosyć niekomfortowej sytuacji i musiała temu jakoś zaradzić.
— Czemu zdecydowałeś się do mnie napisać? – zapytała jeszcze nim ten zdążył jej odpowiedzieć na jej poprzednie pytanie.