Koperta, która wypadła Zoji w trakcie ucieczki, nie okazała się być bezpośrednim powodem, dla którego kobieta zamieniła się w kamień. Kiedy Dellian otworzył kopertę, Danielle zerknęła mu przez ramię, starając się tym samym wyczytać, co było wewnątrz. Niestety, list nie okazał się zbyt pomocny, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Znaczy, pewnie byłby bardziej pomocny, gdyby któreś z nich władało biegle językiem, w którym pisało się cyrylicą. A o ile pamięć jej nie myliła, ani Brenna ani Dellian nie znali takiego języka.
- 15 maja 1922 roku - odpowiedziała mu, a jej głos wskazywał na to, że nie jest zbyt usatysfakcjonowana znaleziskiem. - Cała reszta to cyrylica, a moja wiedza na jej temat ogranicza się do tego, ze wygląda jak jakieś szlaczki, albo hieroglify - dodała, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ignorancko mogła w tej chwili zabrzmieć. To znaczy, zdała sobie sprawę, ale nieszczególnie się tym przejęła, w tym towarzystwie nie musiała zgrywać dystyngowanej i ogarniętej. - Tak więc, nie mamy pojęcia co Zoja chciała przekazać...- urwała, spoglądając w stronę adresata. - Edmundowi Bowmanowi. Ale! Widzę, że pan Edmund mieszka w okolicy Dziurawego Kotła, może warto będzie złożyć mu wizytę? - wyrzuciła z siebie wszystko to, co udało jej się wyciągnąć z listu.
Kiedy dobiegły ją siarczyste kurwy Brenny, spięła się i ścisnęła mocniej różdżkę, gotowa do natychmiastowego wyciągania kuzynki z opresji. Szczęście w nieszczęściu, okazało się, że to tylko Zoja ponownie postanowiła skamienieć, a nie, że bezpieczeństwo starszej Longbottom jest zagrożone. Słysząc, że klątwa zaatakowała młodą kobietę ponownie, westchnęła głęboko. Miała nadzieję, że być może jej rozproszenie czaru zadziała, niestety - okazało się, że się myliła. No ale przecież nie mogli jej tak zostawić!
- Nie, jeżeli władasz biegle cyrylicą - odpowiedziała jej gładko. Zmierzyła wzrokiem Brennę, nie dostrzegła jednak śladów starcia z Zoją. Poza pozdzieranymi kłykciami. - Ale być może adresat powie nam coś więcej. Pan Edmund Bowman. Nawet wiemy, gdzie go szukać - lekkim ruchem podbródka wskazała na rozpisany na kopercie. To mógł być jakiś trop, większy lub mniejszy - na pewno warto było go sprawdzić.
- Jest możliwość, żebyś jako Brygadzistka zabezpieczyła ten teren? Lepiej byłoby ograniczyć Zoji przygód w postaci kolejnych chętnych do sprawdzenia, czy posąg faktycznie krwawi przy nakłuciu. Dość już się nacierpiała... - zagadnęła kuzynkę, w międzyczasie podchodząc do niej bliżej. Jedną dłonią ujęła jej ręce, w drugiej z kolei trzymała różdżkę, którą skierowała w stronę niewielkich, acz krwawiących otarć. Chyba nie zakładała, że mając "w drużynie" uzdrowiciela, będzie w takim stanie?
- Możemy spróbować się rozdzielić. Wy pójdziecie pod wskazany adres, a ja zorganizuję nam tłumacza - zaproponowała, w międzyczasie uleczając Brennę.
Kształtowanie: Na zregenerowanie otarć kłykci Brennki
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Akcja nieudana
beauty and terror
just keep going
no feeling is final