Miała świadomość, że jej wiedza jest raczej znikoma. Dotychczas podczas swojej pracy jako brygadzistka miała więcej szczęścia niż rozumu. Trzeba było to zmienić. Dlatego też wraz ze swoją mentorką znalazła się dzisiaj w bibliotece. Nie żeby sprawiało jej to przyjemność. Nie znosiła siedzieć w takich miejscach, nie potrafiła skupić się w ciszy, ale wiedziała, że musi się poświęcić. Nie, żeby było jej to na rękę; ale skoro musiała, to tak też zrobiła.
Czasem nauczenie się nowych rzeczy wymagało poświęcenia, dzisiaj nadszedł ten dzień. - Na początek? - Spojrzała na Longbottom błagalnym wzrokiem. Tyle ksiąg i pergaminów... a to początek? Ona tutaj zwariuje, jak nic. Nie należała do osób, które potrafiły się uczyć, najlepiej jej wychodziło robienie tego przez praktykę, zdawała sobie sprawę, że teoria też jest ważna. Czy jednak było im jej potrzebne aż tyle? Jeszcze chwila i się rozpłacze...
- Taaa, na pewno, Ty wiesz tak mało... - Pokręciła głową słysząc słowa Longbottomówny. - Jak szef chce, to nie widzę innego wyjścia, trzeba się poświęcić. - Co pan szef zarządzi Wood wykona. Zamierzała zagrzać miejsce w brygadzie trochę dłużej, zaczęło jej się tutaj nawet podobać.
Nie miała pojęcia, jak wyglądała praca BUM wcześniej. Zauważyła jednak u siebie pewne braki, wiedziała, że musi się podszkolić, skoro już przyszło jej łapać czarnoksiężników. Dosyć zabawne, bo wszyscy straszyli ją, że będzie jedynie wypisywać mandaty za źle zaparkowane miotły, a dosyć szybko została rzucona na głęboką wodę. Brakowało im rąk do pracy, wszystko przez to, że Voldemort zaczął się panoszyć. Na całe szczęście trafiła na idealną partnerkę. Brenna była doświadczona, do tego chętnie przekazywała jej wiedzę, Heather czuła, że złapała Merlina za nogi trafiając właśnie na nią. Jak widać jednak i Brenna czasem musiała sięgnąć do ksiąg. Nikt nie wiedział wszystkiego, czasem wypadało się podszkolić z różnych dziedzin.
Wood zaczęła przeglądać pierwszą z ksiąg z tego wspaniałego stosu. Wzdychała przy tym z niezadowolenia. Przestała ukrywać, że ją to nie bawi. Miała problem z usiedzeniem w miejscu, ze skupieniem się, była raczej człowiekiem czynów. Próbowała czytać, naorawdę się starała. Tyle, że ledwie przeczytała pół strony jej myśli wędrowały zupełnie gdzie indziej i musiała wracać do początku. Przez to wszystko jedną stronę czytała w bardzo długim czasie.
Uniosła wzrok znad książki, którą miała w rękach. - Póki co nie. To jest strasznie nudne Brenna, uważam, że łatwiej byłoby nam się nauczyć działać, gdybyśmy spotkały jakichś czarnoksiężników. - Musiała się z nią podzielić tą myślą, chociaż była całkiem głupia.
- To brzmi bardziej jak historia magii, nienawidziłam historii magii... - Skomentowała książkę o Grindewaldzie. - Ucieczka jako obrona jest to jakieś rozwiązanie, tylko chyba nie do końca o to nam chodzi. - W sumie nie mogła się zgodzić z tym, że dla niektórych podsunięcie takiego pomysłu nie było najgorsze.
- Ja nie należałam do częstych gości w bibliotece, większość czasu spędzałam na boisku, a jeśli chodzi o resztę, to zdecydowanie uczyłam się poprzez praktykowanie. Z tymi nudniejszymi przedmiotami pomagali mi kujoni i jakoś to było.- Na samą myśl o czasach szkolnych zrobiło jej się przyjemnie, jakże wtedy było beztrosko. Kto by się spodziewał, jak bardzo może się wszystko zmienić w kilka lat.
- Brenna, zobacz, ten pergamin. - Zwróciła uwagę na grubą czcionkę - tytuł - " Jak nie dać się pokonać czarnoksiężnikowi? Spis zaklęć różnorakich. " Brzmi raczej prosto. - Sięgnęła po pergamin, żeby przyjrzeć mu się bliżej, przesunęła się z nim do Longbottom i pokazała jej, co tam było napisane.