23.04.2023, 02:47 ✶
Znaleźli się w Hogwarcie. Wspomnienie nie mogło być zbyt stare, bo stojąca przy ścianie Daisy wyglądała niemal dokładnie tak samo, jak ta która biegła ku zaułkowi, by dowiedzieć się czegoś o duchu małej dziewczynki. Uśmiechała się osobliwie, dokładnie tym samym zawziętym uśmiechem, który pojawiał się na jej twarzy ilekroć zrobiła coś nie do końca uczciwego. Z otwartej klasy do eliksirów dochodził głośny głos Slughorna.
- Panno Studwick – mówił protekcjonalnie. – Czy ty właśnie próbujesz mi wmówić, że najpierw ktoś trzy razy w ciągu dwóch miesięcy podmienił twój eliksir a teraz ten sam ktoś zalał twój egzamin niezmywalnym tuszem, którego w żadnym wypadku nie powinnaś mieć przy sobie?
Stojąca przy ścianie Daisy uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a potem przewróciła ostentacyjnie oczami.
- Darcy to też nie do końca tak – burknęła pod nosem rzeczywista Daisy.
Tak jak i wcześniej, podczas wizyty w poprzednim wspomnieniu, mieli na sobie zimowe stroje a on nawet ściskał ją za ramię. Przewróciła oczami, obserwując samą siebie. Poczerwieniały jej mocno policzki. Raczej nie od mrozu, który w tę grudniową noc panował na dworze.
- Denerwowała mnie od lat. Wcale nie chciałam, żeby Slughorn wstawił jej Nędzny z tego egzaminu. Nie pomyślałam, że to jej może potem stanąć na przeszkodzie w karierze uzdrowicielki. Po prostu… - urwała, nie do końca potrafiąc znaleźć właściwe słowa, które przedstawiłyby ją w odrobinę lepszym świetle. Po prostu wtedy nie pomyślała aż tak daleko do przodu. Chciała jej dopiec, coś udowodnić (może nawet bardziej sobie niż tamtej) a wyszło jak wyszło. Trochę głupio. Nie miała pojęcia, że nauczyciel od eliksirów aż tak się wścieknie. – Kretyńsko to się skończyło, ale to trochę była wina Studwick. Gdyby się przede mną nie wywyższała… - zaczęła usprawiedliwiająco wobec samej siebie.
A potem odwróciła głowę, nie za bardzo chcąc patrzeć na własną rozpromienioną z radości twarz.
Znowu znaleźli się w zaułku. Daisy przewróciła oczami. O, teraz już wiedziała, że nie powinna patrzeć na ducha małej dziewczynki. I w żadnym razie na tę przeklętą zapałkę.
Ale z jakiegoś powodu znowu tam spojrzała.
- Panno Studwick – mówił protekcjonalnie. – Czy ty właśnie próbujesz mi wmówić, że najpierw ktoś trzy razy w ciągu dwóch miesięcy podmienił twój eliksir a teraz ten sam ktoś zalał twój egzamin niezmywalnym tuszem, którego w żadnym wypadku nie powinnaś mieć przy sobie?
Stojąca przy ścianie Daisy uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a potem przewróciła ostentacyjnie oczami.
- Darcy to też nie do końca tak – burknęła pod nosem rzeczywista Daisy.
Tak jak i wcześniej, podczas wizyty w poprzednim wspomnieniu, mieli na sobie zimowe stroje a on nawet ściskał ją za ramię. Przewróciła oczami, obserwując samą siebie. Poczerwieniały jej mocno policzki. Raczej nie od mrozu, który w tę grudniową noc panował na dworze.
- Denerwowała mnie od lat. Wcale nie chciałam, żeby Slughorn wstawił jej Nędzny z tego egzaminu. Nie pomyślałam, że to jej może potem stanąć na przeszkodzie w karierze uzdrowicielki. Po prostu… - urwała, nie do końca potrafiąc znaleźć właściwe słowa, które przedstawiłyby ją w odrobinę lepszym świetle. Po prostu wtedy nie pomyślała aż tak daleko do przodu. Chciała jej dopiec, coś udowodnić (może nawet bardziej sobie niż tamtej) a wyszło jak wyszło. Trochę głupio. Nie miała pojęcia, że nauczyciel od eliksirów aż tak się wścieknie. – Kretyńsko to się skończyło, ale to trochę była wina Studwick. Gdyby się przede mną nie wywyższała… - zaczęła usprawiedliwiająco wobec samej siebie.
A potem odwróciła głowę, nie za bardzo chcąc patrzeć na własną rozpromienioną z radości twarz.
Znowu znaleźli się w zaułku. Daisy przewróciła oczami. O, teraz już wiedziała, że nie powinna patrzeć na ducha małej dziewczynki. I w żadnym razie na tę przeklętą zapałkę.
Ale z jakiegoś powodu znowu tam spojrzała.