24.04.2023, 01:56 ✶
Nie był pewien czy smutek na jej bladej, w połowie przenikającej przez meble pokoju dziecięcego, twarzy bardziej go irytował czy wywoływał wyrzuty sumienia. Przed tymi drugimi bronił się jak umorusany błotem pies przed kąpielą - zażarcie blokował jakąkolwiek możliwość pojawienia się żalu czy obwiniania samego siebie. Ostatnio, gdy takowe do siebie dopuścił skończył pijany, zmoczony deszczem na kanapie swojej bliźniaczki, wolałby tego nie powtarzać.
Popełnił decyzję, musiał teraz radzić sobie z jej konsekwencjami.
Zrobiło mu się niedobrze, gdy usłyszał słowo 'miłość' wychodzące z ust martwej żony. Wcześniej naprawdę obdarzał ją pozytywnymi uczuciami, ale gdy tylko pierwsze obelgi na temat 'jego natury', tego jak kochał, wyszły z jej ust, miłość bardzo szybko zmieniła się w nienawiść podszytą strachem, nieprzyjemną, niezaleczoną traumą z dzieciństwa.
- To przede wszystkim mój syn - dziedzic, którego obecność odciąża moje barki od czynności, których nie chce wykonywać z kobietami, przeszło mu przez myśl, ale przecież to nie był jedyny powód, dla którego kochał to dziecko. Chciał dla niego lepszego życia, niż sam prowadził, niż wiodły jego siostry. Bez rodzicielskiej tyranii, bez strachu przed bliskimi i presji wykonywania każdej czynności idealnie.
Zamiast skupić się na duchu żony, spoglądał na śpiącego chłopca, co sprawiło, że wyraz jego twarzy złagodniał, nałożony nań chłód zgubił się, roztopił, sprawiając, że alabastrowa miękkość wnętrza Malfoya, które mimo wszystko nie było jeszcze do końca zepsute i stracone, wypływało na zewnątrz.
- Nie chce dla niego niczego innego jak bezpiecznego i dostatniego życia, w którym będzie mógł być sobą, rozwijać się i być szczęśliwy - odparł, trochę ciszej - I nie pozwolę nikomu zepsuć tej perspektywy - ostatnie słowa wypowiedział z taką samą determinacją, jaką włożył w kwestię 'pozbycia się problemu', gdy mówił o zamknięciu Simone w Lecznicy, a potem jej śmierci.
Popełnił decyzję, musiał teraz radzić sobie z jej konsekwencjami.
Zrobiło mu się niedobrze, gdy usłyszał słowo 'miłość' wychodzące z ust martwej żony. Wcześniej naprawdę obdarzał ją pozytywnymi uczuciami, ale gdy tylko pierwsze obelgi na temat 'jego natury', tego jak kochał, wyszły z jej ust, miłość bardzo szybko zmieniła się w nienawiść podszytą strachem, nieprzyjemną, niezaleczoną traumą z dzieciństwa.
- To przede wszystkim mój syn - dziedzic, którego obecność odciąża moje barki od czynności, których nie chce wykonywać z kobietami, przeszło mu przez myśl, ale przecież to nie był jedyny powód, dla którego kochał to dziecko. Chciał dla niego lepszego życia, niż sam prowadził, niż wiodły jego siostry. Bez rodzicielskiej tyranii, bez strachu przed bliskimi i presji wykonywania każdej czynności idealnie.
Zamiast skupić się na duchu żony, spoglądał na śpiącego chłopca, co sprawiło, że wyraz jego twarzy złagodniał, nałożony nań chłód zgubił się, roztopił, sprawiając, że alabastrowa miękkość wnętrza Malfoya, które mimo wszystko nie było jeszcze do końca zepsute i stracone, wypływało na zewnątrz.
- Nie chce dla niego niczego innego jak bezpiecznego i dostatniego życia, w którym będzie mógł być sobą, rozwijać się i być szczęśliwy - odparł, trochę ciszej - I nie pozwolę nikomu zepsuć tej perspektywy - ostatnie słowa wypowiedział z taką samą determinacją, jaką włożył w kwestię 'pozbycia się problemu', gdy mówił o zamknięciu Simone w Lecznicy, a potem jej śmierci.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦