Fergus zawsze wmawiał mi, że robię bardzo dziwne miny i mam bogatą ekspresję, ale nie byłem tego pewny. Starałem się zawsze panować nad mimiką twarzy i chyba czasami wyglądam jak osoba zbyt chłodna, gdzie w rzeczywistości byłem bardzo ciepłym człowiekiem. Starałem się też dużo uśmiechać, bo słyszałem, że uśmiech pomaga w zdobywaniu przyjaciół, powoduje, że ludzie się tak nie martwią.
— Mam trochę bardziej wyczulony zmysł słuchu, ale nic dziwnego. Bez wzroku cały czas nadstawiam uszu, aby dobrze słyszeć. Dodatkowo – zaciąłem się, ponieważ rzadko opowiadałem o mojej ułomności – jestem wyczulony na magię, chyba mogę to tak nazwać, ale nie wiem do końca jak to działa. Moja różdżka pomaga mi w przemieszczaniu się poprzez wysyłanie wibracji. Wtedy wiem, że na coś lub kogoś mogę wpaść. Intuicyjnie jestem w stanie wiedzieć, gdzie są jakieś przedmioty, stoły, krzesła. Nawet wiem, gdzie leżą ciastka, ale samych ciastek nie jestem w stanie rozróżnić. To po prostu przedmiot w jakimś miejscu – znowu przerwałem mówienie odwracając się ku dziewczynie bardziej – wiem, gdzie siedzisz ty… – sięgnąłem w kierunku jej ramienia i opuszkami palców dotknąłem go, ale nie byłem nachalny. Mogła bez problemu się odsunąć. Wahałem się dłużej niż bym chciał, ale cofnąłem w końcu dłoń, aby przemyśleć, czy chcę ją pytać o to, czy mogę ją dotknąć, czy jednak zaczekać.
— Ty też jesteś interesująca – odpowiedziałem z uśmiechem. – Ale nie będę naciskać z pomocą, jeśli kiedyś będziesz w kłopocie możesz do mnie napisać. – Uśmiechnąłem się lekko i napiłem się znowu herbaty.
W sumie sam też nie byłem człowiekiem zdolnym do ustatkowania się. Leciałem od człowieka do człowieka szukając osoby, która nie istniała. Nie potrafiłem nikogo znaleźć na stałe jakbym obawiał się stabilności. Nie chciałem też być dla kogoś ciężarem, bo co jeśli kiedyś moja moc osłabnie i nie będę w stanie się poruszać po świecie? Co jeśli Bell mnie opuści i zostanę po prostu sam? Ktoś będzie musiał ciągle ze mną chodzić, ciągle mi pomagać. Nie lubiłem rozmów o małżeństwach, ponieważ sam tego nie potrafiłem ułożyć sobie w głowie.
— Nie zmusisz go do tego. Myślę, że w końcu dorosną. Jak przyjdzie na to pora. To nie jest twoje zmartwienie, droga Cynthio. – Podrapałem swoje udo w niepewności. – Chciałem się ciebie zapytać… czy mógłbym… dotknąć twojej twarzy? – zapytałem w końcu. – Chciałbym wiedzieć jak wyglądasz – chrząknąłem delikatnie pierwszy raz chyba czując przy tym pytaniu taką niepewność. Olałem już pytania o ciastka, bo nie chciałem o nich rozmawiać, a też za chwilę będę musiał już iść, ponieważ nadal mam swoje obowiązku, a przerwy nie trwają wiecznie.