Odetchnąłem, gdy mężczyzna przyjął moje przeprosiny i powiedział, że to nic takiego. Moja niezdarność kiedyś wprowadzi mnie w większe kłopoty niż zrzucone ciastko.
— Oh, tak! Jestem Dellian Ollivander. I zapraszam – odpowiedziałem szybko i wskazałem stolik, przy którym wcześniej siedziałem. Nadal był wolny, więc to mnie cieszyło. Imię mężczyzny światło mi w głowie i musiałem dłużej myśleć, aby skojarzyć to nazwisko, ale niestety nie interesowałem się meczami, gdyż nie mogłem ich oglądać. Czasem coś usłyszałem o jakichś wynikach i cieszyłem się jak nasza drużyna wygrywała, ale nie siedziałem zbyt głęboko w tym temacie.
— Grasz… w Quidditcha, czy źle kojarzę? – zapytałem dosyć niepewnie, ponieważ nie byłem do końca pewny.
Ja nie miałem kryteriów odnośnie osób do wspólnego korzystania z życia. Byłem dla każdej osoby, która tego potrzebowała. Lubiłem przede wszystkim miły tembr głosu, zapach, sposób mówienia, lubiłem dobrą wymowę słów, a na błędy językowe reagowałem skrzywieniem. Lubiłem ludzi dobrze wysławiających się, ponieważ wtedy czułem przyjemność z obcowania z drugim człowiekiem. Lubiłem intrygujące charaktery i osobowości. Wygląd był dla mnie ostatnią rzeczą na jaką zwracałem uwagę. Czasami przeszkadzał mi zarost u mężczyzn, więc wybierałem tych, którzy mieli przyjemną skórę, którą mogłem dotykać palcami.
— Chciałem ciastko z dużą ilością owoców i kremu – odpowiedziałem z uśmiechem. Poczekałem aż mężczyzna upora się z brudem pod postacią ciastka, a potem ruszyłem do stolika, gdzie odstawiłem kawę Philipa i odwróciłem się ku niemu. – To może zamów te ciasta dla nas, a ja potem po prostu zapłacę, nie chcę, aby ktoś mnie znowu oszukał. – westchnąłem ciężko i jeśli zgodził się na taką kolej rzeczy usiadłem do stolika.