25.04.2023, 11:57 ✶
Półmrok, jaki panował w lesie, nie wpływał na samopoczucie Victorii, zresztą tak samo jak powaga sytuacji. Dla niej była to po prostu praca – do każdej podchodziła poważnie, ale nie brała wszystkiego tak do siebie, by ponura atmosfera miała wpłynąć na to, że miałaby zacząć się bać, czy żeby popsuł jej się nastrój. Po prostu robiła swoje. Zawsze robiła swoje. Prawie nigdy nie narzekała, nawet wtedy, gdy jej praca polegała na ciągłym kontakcie z mugolami. Teraz zaś była skupiona – jak zawsze poświęcała całą swoją uwagę na zadaniu, od zawsze taka była, nawet jeśli teraz delikatny uśmieszek błąkał jej się po twarzy że względu na tę wymianę zdań z Brenną. Nawet jeśli było to o nawiedzonych cmentarzach. Heather zdawała się nie przejmować ich rozmową, ale rudowłosa wyglądała Victorii na bardzo żywotną i rezolutną, to było całkiem pozytywne wrażenie. No i aż rwała się do pracy – to dobrze. Nie skojarzyła z kim dokładnie ma do czynienia, bo jej zainteresowania nie kręciły się wokół quidditcha.
- To może trzeba je sobie odświeżyć – odpowiedziała Brennie i cichutko się zaśmiała na jej dalsze słowa. - Czemu nie. Może trzeba się znowu spotkać w większym gronie, hm? – dodała po chwili.
Nie zauważyła niczego specjalnego, za to im głębiej wchodziły, tym ciemniej się robiło. Victoria trzymała ręce w przepastnych kieszeniach, a prawą zaciskała na rączce swojej różdżki.
Kiwnęła głową, kiedy Wood podleciał do nich przekazać co wypatrzyła z góry. Polana, czwórka ludzi… akurat teraz? Brzmiało podejrzanie. Biorąc pod uwagę renomę tego lasu, raczej rzadko kiedy ktoś tu się wybierał na przechadzki, albo żeby posiedzieć sobie na polanie. Postanowiła więc znacznie wolniej i uważniej zbliżać się do polany, starając się robić jak najmniej hałasu i nie rzucać w oczy. Nie chciała wpadać na polanę, tylko zatrzymać się na jej linii, gdzieś za drzewem, by móc ocenić sytuację.
- To może trzeba je sobie odświeżyć – odpowiedziała Brennie i cichutko się zaśmiała na jej dalsze słowa. - Czemu nie. Może trzeba się znowu spotkać w większym gronie, hm? – dodała po chwili.
Nie zauważyła niczego specjalnego, za to im głębiej wchodziły, tym ciemniej się robiło. Victoria trzymała ręce w przepastnych kieszeniach, a prawą zaciskała na rączce swojej różdżki.
Kiwnęła głową, kiedy Wood podleciał do nich przekazać co wypatrzyła z góry. Polana, czwórka ludzi… akurat teraz? Brzmiało podejrzanie. Biorąc pod uwagę renomę tego lasu, raczej rzadko kiedy ktoś tu się wybierał na przechadzki, albo żeby posiedzieć sobie na polanie. Postanowiła więc znacznie wolniej i uważniej zbliżać się do polany, starając się robić jak najmniej hałasu i nie rzucać w oczy. Nie chciała wpadać na polanę, tylko zatrzymać się na jej linii, gdzieś za drzewem, by móc ocenić sytuację.