Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywało na to, że obecny miesiąc miał być dla Erika o niebo lepszy niż poprzedni. Bądź co bądź, marzec był dla niego dosyć stresujący. Przyjęcie charytatywne w posiadłości. Ostara. Wykrycie w jego ciele zepsutej klątwy. Pogrzeb Simone Malfoy. Mnóstwo zdarzeń i każde z nich odcisnęło na nim swego rodzaju piętno. Kwiecień na razie wydawał się dużo bardziej znośny. Być może dlatego Longbottom był w takim dobrym humorze na spacerze, na który wyciągnęła go siostra. Nawet zbytnio nie narzekał!
Teoretycznie miał na co, bo jednak zaledwie przed paroma dniami wpadło mu nieco... nieoficjalne śledztwo związane ze sprawą przedstawioną mu przez Perseusza Blacka, jednak nie chciał na tym etapie nikogo więcej angażować. Dopiero planował sobie poszczególne zadania w głowie. Nawet nie skalał sobie rąk pracą. Była to sprawa delikatna i musiał się zastanowić, pod jakim kątem do niej podejść. W sumie jedyną rzeczą, jaka go faktycznie martwiła była zbliżająca się wizyta w szpitalu św. Munga. Ostatnie naświetlenia, pomyślał, krzywiąc się lekko na samą myśl. Cóż, musiał myśleć pozytywnie. Jeszcze tylko jeden dzień i będzie miał to wszystko z głowy.
— Jesteś pewna? Może lepiej wezwać pogotowie? — Uniósł pytająco brwi, na co Brenna zareagowała swoim „dramatycznym" dialogiem. — Wybitna gra aktorska, Bren — pochwalił siostrę, klaskając cicho. Pokręcił z niedowierzaniem głową. — Niedługo się okaże, że oboje zmienimy nasze ścieżki kariery. Ja wyląduje w polityce, a ty w teatrze. Kto wie, może Selwynowie mają akurat jakiś wakat przy najnowszej sztuce? Powinienem do nich napisać w twoim imieniu?
Koniec końców przystał jednak na propozycję siostry i bez większych narzekań ruszył w kierunku stoiska z lodami, które rozłożyło się w okolicy rzeki. Zdaniem Erika było na to nieco za wcześnie, ale najwidoczniej lokalna społeczność była spragniona tego typu rarytasów. Dzisiaj kręciło się tu całkiem sporo osób, to co dopiero będzie w środku lata? Może właściciel budki miał jednak głowę do interesów, a niezwiązany z tego typu działalność detektyw podążał mylnym tropem? Kierując się zaleceniem Brenny, wziął jej aż cztery gałki w jej ulubionych smakach i poprosił jeszcze o bitą śmietanę, posypkę i sos truskawkowy. Aż dziwne, że ta konstrukcja się nie rozpadła chwilę po odejściu od stoiska.
— Udało się! — oznajmił okrzykiem Erik, widząc, że siostra weszła na molo. Zapewne po to, aby zająć im dobre miejsce na popołudniowy wypoczynek. — Wziąłem ci...
Mina mu momentalnie zrzedła, gdy zobaczył, że jego własna, rodzona siostra stanęła na skraju drewnianej kładki i po prostu wskoczyła do wody. Erik zatrzymał się w miejscu, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczył. Wtedy jednak kontrolę nad jego ciałem przejął instynkt. Lody wylądowały w zaroślach, a Erik rzucił się biegiem ku wodzie.
— BRENNA!
Wyszarpnął różdżkę z kieszeni i wycelował w toń zbiornika, chcąc użyć zaklęcia zbliżonego swym efektem do Ascendio; chciał przy pomocy magii dosłownie wystrzelić siostrę na powierzchnię.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞