26.04.2023, 12:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2023, 12:11 przez Brenna Longbottom.)
- To żadna gra. Jeżeli nie dostanę lodów, po prostu uschnę. Z rozpaczy. A poza tym mogę za słabnąć na skutek za dużego stężenia krwi w układzie kofeino i cukronośnym – oświadczyła jeszcze Brenna dramatycznie, gdy wysyłała brata po lody, a on stawiał opór. Mieli przecież już wiosnę! Najwyższa pora na tego typu desery, prawda? – Jasne, słyszałam, że szukają kogoś do roli błazna. Sprawdzę się doskonale – dorzuciła jeszcze, bez mrugnięciem okiem.
Niestety, te parę chwil później nie usłyszała ani, że się udało, ani jakie smaki postanowił wziąć jej Erik. Nie stała się także świadkiem tej dramatycznej sceny, w której wspaniała porcja lodów – cztery gałki, w dodatku z bitą śmietaną, posypką i sosem truskawkowym! – wylądowały w krzakach. Była bowiem już pod wodą.
Otrzeźwiała… późno. Kiedy na jej ramionach zaciskały się dłonie przedziwnej istoty, ani trochę nie przypominającej już człowieka, otaczała ją ciemność, a resztki powietrza uciekały z płuc. Pieśń już nie trzymała w stalowym chwycie jej umysłu, i do Brenny w pełni dotarło, że tryton – chociaż czy to był tryton, do licha, te z hogwarckiego jeziora nigdy nie przejawiały morderczych skłonności, może to coś innego, ale ona słabo widziała pod wodą – właśnie usiłuje ją utopić. Zaczęła szarpać się w uścisku, prawą ręką sięgając po różdżkę, która – dzięki Merlinie – nie została zgubiona. Wycelowała w istotę i zamiast ognia z czubka różdżki wyleciał strumień gorącego powietrza. Krzyk zawibrował w uszach Brenny i została puszczona, problem polegał jednak na tym, że… dusiła się i miała marne szanse wypłynąć na powierzchnię.
I wtedy jakąś siła poderwała ją w górę. Brenna uniosła się, wyleciała na powierzchnię – chwytając zbawienny łyk powietrza – zawisła na moment jakieś dziesięć centymetrów nad wodą, po czym wpadła do niej z powrotem. Ale tym razem jej głowa pozostała wynurzona.
Nie na długo jednak.
Obróciła się w stronę molo. Spodziewała się zobaczyć tam brata, bo kto inny mógłby zareagować, i faktycznie dojrzała Erika. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi. Machała nogami, by utrzymać się na powierzchni, a palce prawej ręki mocno zaciskała na różdżce. Gdzieś w głębinach czaił się potwór – albo nawet potwory, bo Charlie wspominał o kobiecie, chyba że od początku do końca pieśń i wygląd istoty mamiły zmysły… I instynkt wyrywał się w Brennie do ucieczki z jeziora, ale… przecież do sezonu pozostały dwa miesiące. Za dwa miesiące będą się tu kąpać mugole. Bezbronni wobec magii takich istot.
- Nie ma mowy, żebym mu odpuściła! – krzyknęła do brata, po czym zanurkowała znowu. Nie myślała zbyt jasno – na przykład o tym, że powinien zająć się tym Departament, który powiadomiła (i któremu chyba na razie łowy nie wychodziły, skoro usiłowano ją utopić, niech ona dorwie Rowle’a…), i że właściwie ona nie ma co zrobić z tym stworzeniem, nawet jeśli je złapie. Bo gdyby je po prostu zabiła, wpadłaby w problemy. Ani nawet o tym, że pod wodą coś takiego ma nad nią przewagę. Ale może przynajmniej zniechęci tę cholerę do kolejnych polowań...
Gdy dostrzegła ruch, machnęła różdżką, próbując wyczarować sieć.
Raz nie wyszło. Czarowanie pod wodą, kiedy omal chwilę temu nie utonąłeś, nie należało do łatwych. Za drugim razem... sieć poleciała ku istocie i chyba nawet ją pochwyciła, ale Brenna nie miała większych szans zatrzymać stworzenia. To, szamocąc się, próbowało tym razem się oddalić, a ona rozpaczliwie potrzebowała powietrza.
Chwilę później znów wyłoniła się na powierzchnię, łapiąc powietrze. Ach, oddychanie. Dlaczego nigdy nie doceniała, jakie jest cudowne?
Odkryj wiadomość pozafabularną
Niestety, te parę chwil później nie usłyszała ani, że się udało, ani jakie smaki postanowił wziąć jej Erik. Nie stała się także świadkiem tej dramatycznej sceny, w której wspaniała porcja lodów – cztery gałki, w dodatku z bitą śmietaną, posypką i sosem truskawkowym! – wylądowały w krzakach. Była bowiem już pod wodą.
Otrzeźwiała… późno. Kiedy na jej ramionach zaciskały się dłonie przedziwnej istoty, ani trochę nie przypominającej już człowieka, otaczała ją ciemność, a resztki powietrza uciekały z płuc. Pieśń już nie trzymała w stalowym chwycie jej umysłu, i do Brenny w pełni dotarło, że tryton – chociaż czy to był tryton, do licha, te z hogwarckiego jeziora nigdy nie przejawiały morderczych skłonności, może to coś innego, ale ona słabo widziała pod wodą – właśnie usiłuje ją utopić. Zaczęła szarpać się w uścisku, prawą ręką sięgając po różdżkę, która – dzięki Merlinie – nie została zgubiona. Wycelowała w istotę i zamiast ognia z czubka różdżki wyleciał strumień gorącego powietrza. Krzyk zawibrował w uszach Brenny i została puszczona, problem polegał jednak na tym, że… dusiła się i miała marne szanse wypłynąć na powierzchnię.
I wtedy jakąś siła poderwała ją w górę. Brenna uniosła się, wyleciała na powierzchnię – chwytając zbawienny łyk powietrza – zawisła na moment jakieś dziesięć centymetrów nad wodą, po czym wpadła do niej z powrotem. Ale tym razem jej głowa pozostała wynurzona.
Nie na długo jednak.
Obróciła się w stronę molo. Spodziewała się zobaczyć tam brata, bo kto inny mógłby zareagować, i faktycznie dojrzała Erika. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi. Machała nogami, by utrzymać się na powierzchni, a palce prawej ręki mocno zaciskała na różdżce. Gdzieś w głębinach czaił się potwór – albo nawet potwory, bo Charlie wspominał o kobiecie, chyba że od początku do końca pieśń i wygląd istoty mamiły zmysły… I instynkt wyrywał się w Brennie do ucieczki z jeziora, ale… przecież do sezonu pozostały dwa miesiące. Za dwa miesiące będą się tu kąpać mugole. Bezbronni wobec magii takich istot.
- Nie ma mowy, żebym mu odpuściła! – krzyknęła do brata, po czym zanurkowała znowu. Nie myślała zbyt jasno – na przykład o tym, że powinien zająć się tym Departament, który powiadomiła (i któremu chyba na razie łowy nie wychodziły, skoro usiłowano ją utopić, niech ona dorwie Rowle’a…), i że właściwie ona nie ma co zrobić z tym stworzeniem, nawet jeśli je złapie. Bo gdyby je po prostu zabiła, wpadłaby w problemy. Ani nawet o tym, że pod wodą coś takiego ma nad nią przewagę. Ale może przynajmniej zniechęci tę cholerę do kolejnych polowań...
Gdy dostrzegła ruch, machnęła różdżką, próbując wyczarować sieć.
Raz nie wyszło. Czarowanie pod wodą, kiedy omal chwilę temu nie utonąłeś, nie należało do łatwych. Za drugim razem... sieć poleciała ku istocie i chyba nawet ją pochwyciła, ale Brenna nie miała większych szans zatrzymać stworzenia. To, szamocąc się, próbowało tym razem się oddalić, a ona rozpaczliwie potrzebowała powietrza.
Chwilę później znów wyłoniła się na powierzchnię, łapiąc powietrze. Ach, oddychanie. Dlaczego nigdy nie doceniała, jakie jest cudowne?
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.