26.04.2023, 22:21 ✶
Im dłużej mu się przyglądała, gdy rozmyślał nad odpowiedziami znacznie bardziej, niż w lutym, tym bardziej podejrzewała go o odrobinę nieśmiałości. Brakowało tylko rozkosznych rumieńców na jasnych licach, ale mając za plecami kolegów, byłoby to zbyt ryzykowne. Zawsze tak było — już od czasów Hogwartu, że chłopcy w grupach bardzo uważali na swoje słowa i zachowania, nie chcąc dać pozostałym powodów do plotek i komentarzy, jakiejkolwiek formy śmiechu. Tym bardziej tutaj, na mroźnej Islandii, która aktualnie tkwiła skąpana w promieniach zachodzącego słońca, zdawała się wymagać od mężczyzn zachowania typowego dla wojowników i myśliwych. Była zadziorna i zaczepna, strasznie korciło ją ułożenie odpowiedzi w takich sposób, aby wyszła dwuznacznie, a mówiąc, zapewne obdarzyłaby jego kolegów pociągłym spojrzeniem tylko po to, żeby im utrzeć nosa. Nie była jednak pewna, jak poradziłby sobie z jej figlarnością Niedźwiadek. - Jakbyś udawał, że mnie nie znasz, to chyba bym się załamała. - przyznała szczerze, przekręcając głowę na bok i przesuwając wzrokiem po jego twarzy, odnalazła błękitne tęczówki. Pozwoliła sobie puścić mu oczko, zanim dodała tylko. - Bo ja się nawet trochę stęskniłam. Nie zdążyliśmy się wtedy napić. No i skorzystać ze źródła.
Nie mogła się jednak powstrzymać, więc zaraz niewinnie przeczesała dłonią włosy, pozwalając by szeroki materiał rękawa od sukienki, zakołysał się i odsłonił jej ramię pod wpływem ruchu. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, bo jej ulubiony Islandczyk wydawał się cały czas niesamowicie spięci, a jego koledzy, faktycznie, im częściej zerkała w ich stronę, tym bliżej byli i coraz mocniej się uśmiechali. Zupełnie jak nastolatki! Nie miała jednak do nich pretensji, niezależnie od tego, co mogli sobie o niej myśleć, bo nijak ją to obchodziło.
- Już nie bądź dla nich taki surowy, niewiele tu osób spoza Islandii, a ja ze swoją karnacją włożyłam jeszcze białą sukienkę, rzucam się w oczy. Też byłabym ciekawa. - powiedziała pogodnym i spokojnym głosem, starając się jego kolegów trochę wytłumaczyć. Niewielu chyba ludzi decydowało się na Islandii zamieszkać, więc nowe twarze były dla mieszkańców pewnie też trochę źródłem ciekawych nowinek ze świata i możliwości zapoznania się z różnymi tradycjami. To działało trochę w dwie strony. I druga sprawa, byli dość uroczy z tymi swoimi łobuzerskimi uśmiechami, które w jakiś sposób, wciąż miały odrobinę chłopięcego uroku. Gdy jej odmachali, posłała im uśmiech, a na ich słowa uniosła brew. - Wiecie, że was słyszę? Wydawało mi się, że mężczyzna z Islandii sam przedstawia się kobiecie, a nie czeka, aż kolega to zrobi za niego.
Puściła im nawet oczko ze śmiechem, zaraz się jednak prostując i odchylając niego głowę do tyłu, aby spojrzeć na swojego — jak się okazuje — towarzysza wieczoru. Nie powinien się tak przejmować, każdy się chciał bawić i był już trochę nietrzeźwy, obchodzili w końcu dobre i pozytywne święto! A jednak był zirytowany. Jej spojrzenie nieco złagodniało.
- Nie przeszkadza mi to. No, chyba że masz żonę i ma taki topór, jak Twój, to może ewentualnie wolałabym nie, bo jednak cenie sobie głowę na karku. - wzruszyła ramionami, dzieląc się z nim swoją największą obawą związaną z ewentualnymi plotkami, które w każdym innym wypadku, zupełnie Pandorze nie wadziły.- Oj już się tak nie przejmuj, chodź, napijemy się. Polecisz mi coś dobrego? Możemy iść z nimi, możemy iść sami, zrób tak, żebyś się lepiej czuł.
Nie drgnął jednak z miejsca, a ona zacisnęła usta, żeby się nie roześmiać. Twarz, którą jej pokazywał — ta letnia i odrobinę nieśmiała, była cholernie urocza. Nie mogłaby jednak powiedzieć mu tego na głos, bo przecież był myśliwym, który miał topór i radził sobie w metrowym śniegu. - To będzie nasz sekret. - szepnęła konspiracyjnie, jeśli chodziło o używanie Niedźwiadka. Mogła oczywiście mówić po imieniu, ale lubiła być na swój sposób unikalna, a po reakcji wcześniejszej kolegów wiedziała, że tylko ona tak na niego mówi. Tym bardziej uczepi się tego, jak rzep ogona. Westchnęła miękko na dzieci i owce, która tkwiła teraz z kwiatkiem za uchem.
- Kiedyś porozmawiamy po islandzku swobodnie. Skoro wpadłam na Ciebie drugi raz, wpadnę i trzeci. - odpowiedziała po kilku chwilach z odrobiną trudu, wracając do niego spojrzeniem i zostawiając murek, zagrodę i podobne do aniołków istoty w spokoju. Mógł jednak dostrzec subtelny róż na śniadych policzkach, bardzo delikatny, bo zwykle rumieńców nie było u niej widać. Nie była łasa na typowe komplementy, które dotyczyły sukienek czy innych pierdół, ale co innego, gdy chodziło o jej umiejętności, czy rozum. Zawsze wierzyła w szczere intencje swojego rozmówcy, nigdy więc nie zaprzeczała i nie kłóciła się z takimi komplementami. - Zwycięstwo nie smakuje, gdy jest łatwe. Tak samo z kozicą, prawda? Jestem uparta, jak osioł i zwykle udaje mi się złapać to, czego chcę. Szwedzki nie jest taki.. Nie wiem, magiczny.
Pomimo użytych słów, wcale nie brzmiała na próżną czy zbyt pewną siebie, po prostu lubiła się czemuś poświęcać. Łatwo zdobyte umiejętności zwykle były stratą czasu, nie dawały satysfakcji i uśmiechu, gdy się udawały.
Roześmiała się miękko, kręcąc głową, wciąż trzymając za sobą splecione dłonie.
- Raki! Ta wódka. - wyjaśniła, a potem zamilkła, aby mógł mówić dalej. Każde kolejne słowo sprawiało, że jej brwi unosiły się w zaskoczeniu, a usta subtelnie rozchylały — Momencik, wypiłeś całą butelkę i zdołałeś wrócić do domu? Na Merlina, jaką Ty masz odporność na alkohol!
Była autentycznie pod wrażeniem, bo ona po połowie butelki z pewnością skończyłaby w zaspie śnieżnej i znaleźliby ją po tym, jak stopnieją śniegi, pod jedną z choinek. Nie była w stanie pojąć, jakim cudem mógł chodzić i trafił we właściwe miejsce, ale to pewnie kwestia tego, że zawsze umiał odnaleźć na Islandii drogę, a przynajmniej w to wierzyła. Dobrze, że nie zamarzł, bo by sobie nie wybaczyła, gdyby przez nią coś mu się stało i kiedyś by się o tym dowiedziała.
- Jeśli dam Ci całusa, to się zamkną z zaskoczenia? - zapytała cicho, zerkając w ich stronę kątem oka i rozluźniła dłonie, pozwalając im swobodnie tkwić przy ciele. Nie ma to, jak wsparcie odpowiednich skrzydłowych. Z doświadczenia widziała, że najprostszą metodą na obronę w takich sytuacjach, był atak, do którego próbowali doprowadzić z przeświadczeniem, że się nie uda. - Wszystkiego po trochu! Nie mogę być na obchodach Lithy na Islandii i nie spróbować wszystkiego, zwłaszcza z takiego roku. Napijmy się tego, co miałeś teraz chęć wypić, zaufam Ci. A do tego piwo, róg pachnie piwem. Mocnym?
Nie mogła się jednak powstrzymać, więc zaraz niewinnie przeczesała dłonią włosy, pozwalając by szeroki materiał rękawa od sukienki, zakołysał się i odsłonił jej ramię pod wpływem ruchu. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, bo jej ulubiony Islandczyk wydawał się cały czas niesamowicie spięci, a jego koledzy, faktycznie, im częściej zerkała w ich stronę, tym bliżej byli i coraz mocniej się uśmiechali. Zupełnie jak nastolatki! Nie miała jednak do nich pretensji, niezależnie od tego, co mogli sobie o niej myśleć, bo nijak ją to obchodziło.
- Już nie bądź dla nich taki surowy, niewiele tu osób spoza Islandii, a ja ze swoją karnacją włożyłam jeszcze białą sukienkę, rzucam się w oczy. Też byłabym ciekawa. - powiedziała pogodnym i spokojnym głosem, starając się jego kolegów trochę wytłumaczyć. Niewielu chyba ludzi decydowało się na Islandii zamieszkać, więc nowe twarze były dla mieszkańców pewnie też trochę źródłem ciekawych nowinek ze świata i możliwości zapoznania się z różnymi tradycjami. To działało trochę w dwie strony. I druga sprawa, byli dość uroczy z tymi swoimi łobuzerskimi uśmiechami, które w jakiś sposób, wciąż miały odrobinę chłopięcego uroku. Gdy jej odmachali, posłała im uśmiech, a na ich słowa uniosła brew. - Wiecie, że was słyszę? Wydawało mi się, że mężczyzna z Islandii sam przedstawia się kobiecie, a nie czeka, aż kolega to zrobi za niego.
Puściła im nawet oczko ze śmiechem, zaraz się jednak prostując i odchylając niego głowę do tyłu, aby spojrzeć na swojego — jak się okazuje — towarzysza wieczoru. Nie powinien się tak przejmować, każdy się chciał bawić i był już trochę nietrzeźwy, obchodzili w końcu dobre i pozytywne święto! A jednak był zirytowany. Jej spojrzenie nieco złagodniało.
- Nie przeszkadza mi to. No, chyba że masz żonę i ma taki topór, jak Twój, to może ewentualnie wolałabym nie, bo jednak cenie sobie głowę na karku. - wzruszyła ramionami, dzieląc się z nim swoją największą obawą związaną z ewentualnymi plotkami, które w każdym innym wypadku, zupełnie Pandorze nie wadziły.- Oj już się tak nie przejmuj, chodź, napijemy się. Polecisz mi coś dobrego? Możemy iść z nimi, możemy iść sami, zrób tak, żebyś się lepiej czuł.
Nie drgnął jednak z miejsca, a ona zacisnęła usta, żeby się nie roześmiać. Twarz, którą jej pokazywał — ta letnia i odrobinę nieśmiała, była cholernie urocza. Nie mogłaby jednak powiedzieć mu tego na głos, bo przecież był myśliwym, który miał topór i radził sobie w metrowym śniegu. - To będzie nasz sekret. - szepnęła konspiracyjnie, jeśli chodziło o używanie Niedźwiadka. Mogła oczywiście mówić po imieniu, ale lubiła być na swój sposób unikalna, a po reakcji wcześniejszej kolegów wiedziała, że tylko ona tak na niego mówi. Tym bardziej uczepi się tego, jak rzep ogona. Westchnęła miękko na dzieci i owce, która tkwiła teraz z kwiatkiem za uchem.
- Kiedyś porozmawiamy po islandzku swobodnie. Skoro wpadłam na Ciebie drugi raz, wpadnę i trzeci. - odpowiedziała po kilku chwilach z odrobiną trudu, wracając do niego spojrzeniem i zostawiając murek, zagrodę i podobne do aniołków istoty w spokoju. Mógł jednak dostrzec subtelny róż na śniadych policzkach, bardzo delikatny, bo zwykle rumieńców nie było u niej widać. Nie była łasa na typowe komplementy, które dotyczyły sukienek czy innych pierdół, ale co innego, gdy chodziło o jej umiejętności, czy rozum. Zawsze wierzyła w szczere intencje swojego rozmówcy, nigdy więc nie zaprzeczała i nie kłóciła się z takimi komplementami. - Zwycięstwo nie smakuje, gdy jest łatwe. Tak samo z kozicą, prawda? Jestem uparta, jak osioł i zwykle udaje mi się złapać to, czego chcę. Szwedzki nie jest taki.. Nie wiem, magiczny.
Pomimo użytych słów, wcale nie brzmiała na próżną czy zbyt pewną siebie, po prostu lubiła się czemuś poświęcać. Łatwo zdobyte umiejętności zwykle były stratą czasu, nie dawały satysfakcji i uśmiechu, gdy się udawały.
Roześmiała się miękko, kręcąc głową, wciąż trzymając za sobą splecione dłonie.
- Raki! Ta wódka. - wyjaśniła, a potem zamilkła, aby mógł mówić dalej. Każde kolejne słowo sprawiało, że jej brwi unosiły się w zaskoczeniu, a usta subtelnie rozchylały — Momencik, wypiłeś całą butelkę i zdołałeś wrócić do domu? Na Merlina, jaką Ty masz odporność na alkohol!
Była autentycznie pod wrażeniem, bo ona po połowie butelki z pewnością skończyłaby w zaspie śnieżnej i znaleźliby ją po tym, jak stopnieją śniegi, pod jedną z choinek. Nie była w stanie pojąć, jakim cudem mógł chodzić i trafił we właściwe miejsce, ale to pewnie kwestia tego, że zawsze umiał odnaleźć na Islandii drogę, a przynajmniej w to wierzyła. Dobrze, że nie zamarzł, bo by sobie nie wybaczyła, gdyby przez nią coś mu się stało i kiedyś by się o tym dowiedziała.
- Jeśli dam Ci całusa, to się zamkną z zaskoczenia? - zapytała cicho, zerkając w ich stronę kątem oka i rozluźniła dłonie, pozwalając im swobodnie tkwić przy ciele. Nie ma to, jak wsparcie odpowiednich skrzydłowych. Z doświadczenia widziała, że najprostszą metodą na obronę w takich sytuacjach, był atak, do którego próbowali doprowadzić z przeświadczeniem, że się nie uda. - Wszystkiego po trochu! Nie mogę być na obchodach Lithy na Islandii i nie spróbować wszystkiego, zwłaszcza z takiego roku. Napijmy się tego, co miałeś teraz chęć wypić, zaufam Ci. A do tego piwo, róg pachnie piwem. Mocnym?