Efekt czaru zdecydowanie należał do tych z rodzaju spektakularnych. Niestety młoda Longbottomówna nie pozwoliła się bratu napawać sukcesem. Z kim ja się wychowałem, zastanawiał się, okraszając się tę niezwykle światłą myśl kilkoma niewybrednymi, żeby nie powiedzieć wulgarnymi słowami. Nie zdążył nawet zareagować, gdy jego siostra zdecydowała się ponownie zanurkować w głębinach jeziora. Kompletny brak instynktu samozachowawczego. Erik zrobił jeszcze kilka kroków w przód, wychylając się niebezpiecznie blisko nad krawędź nieodgrodzonego w żaden sposób molo.
Cokolwiek się tam czaiło, ewidentnie rzuciło jego siostrze wyzwanie, a on ani trochę nie był zadowolony z tego, że je przyjęła. Rozważał rzucenie w wodę za tę skrajnię nieodpowiedzialną czarownicą, jednak... postanowił tego nie robić. Przynajmniej nie teraz. Co, jeśli z rozpędu pomyliłaby go z tym straszydłem? Wzrok mężczyzny krążył od jednej strony jeziorka na drugą, szukając bąbelków powietrza, czy jakiegoś innego sygnału, który powiedziałby mu, co się stało z siostrą.
— NIE RÓB TAK WIĘCEJ! — krzyknął na wstępie, gdy znajoma czupryna wynurzyła się spod tafli wody. — Wracasz tam? — Oczywiście, że tam wracała. Głupie pytanie. Gdyby próbował ją powstrzymać, pewnie nawet nie dałaby mu szansy tego zrobić. — Spróbuję zaczarować wodę, żeby była bardziej przejrzysta. To ci jakoś pomoże? — Miał nadzieję, że tak. — A potem... A potem Bąblogłowego. Na Ciebie.
Jak pomyślał, tak też zrobił. Na początku rzucił zaklęcie z dziedziny Transmutacji mające na celu zwiększyć przejrzystość wody w jeziorze na tyle, aby mogli więcej dostrzec; kto wie może nawet okolice dna zbiornika. Widząc, że zaklęcie się udało, spełniając swoją funkcję, Erik następnie wycelował różdżkę w Brennę. Skrzywił się nieco, bo jednak był to dosyć niestandardowy ruch z jego strony. Przełamał się jednak i potraktował siostrę zaklęciem Bąblogłowy z dziedziny Kształtowania, które stworzyło sporych rozmiarów bąbel wypełniony powietrzem wokół jej głowy. Lepsza taka pomoc niż żadna, czyż nie?
— Zaklęcie powinno wytrzymać dłuższy czas, ale jeśli... Jeśli coś poczuję, to cię stamtąd wystrzelę! — rzucił. Uznał, że wskakiwania za nią do wody mijało się z celem. Skoro czaiło się tam coś, co mogło pociągnąć człowieka na dno, to ktoś musiał dbać o bezpieczeństwo, skoro Brenna wyraźnie zamierzała gonić zagrożenie i nie dać mu zbiec.
I nawet nie myśl o tym, że wtedy wrócisz do pod wodę, dodał w myślach. Matka by go chyba zabiła, gdyby dał jej umrzeć w takich okolicznościach. Przecież to nawet nie ona powinna się zajmować takimi straszydłami! Oni prowadzili śledztwa i walczyli z czarnoksiężnikami, a nie łapali magiczne stworzenia!
Sukces!
Sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞