Z lekką niechęcią przyznał Jamilowi rację. Osobiście szczerze wierzył, że uda im się z tym wszystkim w miarę prędko uporać, aby każde z nich mogło zaliczyć kilkugodzinną drzemkę przed wschodem słońca, jednak... Warto było wziąć pod uwagę czynniki, które na pozór zdawały się w tej chwili mało ważne. Jeśli rytuał się przedłuży lub któryś z duchów okaże się wyjątkowo kapryśny, to będą musieli wziąć poprawkę na to, że ktoś może im przeszkodzić. Nawet w godzinach porannych w Ministerstwie Magii kręciło się sporo ludzi; pracoholicy, stażyści, asystenci i sekretarki, którzy musieli przygotować się na nowy dzień pracy w biurze. Niektóre departamenty miały pewnie też wyznaczone zadania na nocną zmianę.
— Duchy tak nie działają. To brzmi jak klątwa — poinformował kobietę.
Kiedy skończył z malowaniem po podłodze i ścianie, a następnie przedstawił reszcie swój plan, wysłuchał ich pytań. Cieszyło go to, że nie zalali go masą pytań o to, co znaczy dany symbol i czego właściwie mogą się spodziewać, co będą czuć i tym podobne. Teoretycznie mógłby im to wytłumaczyć i przeprowadzić przez całą procedurę, jednak czy zmieniłoby to tak wiele? I tak opisałby im idealne warunki, wzbogacone o potencjalne wyjątki. Tego, jak będzie wyglądał ten konkretny rytuał, nie sposób było przewidzieć.
— Jeśli nie napotkamy absolutnie żadnych problemów to do godziny — odparł po krótkim zamyśleniu. — W przypadku jakichkolwiek niedogodności dłużej.
Wolałbym jednak nie siedzieć tu do rana, dodał w myślach, jednak nie podzielił się tą jakże cenną refleksją zresztą swych towarzyszy. Wolał pozostać oszczędny w słowach i nie gdybać, nie obiecywać niestworzonych rzeczy. Na niektóre rzeczy nie miało się wpływu, bez względu na to, jak wiele czasu i potu włożyło się w przygotowania i jak bardzo nie wierzyłoby się w powodzenie swoich działań. Duchy mogły po prostu odmówić współpracy lub być wyjątkowo oporne. Zapewnianie Stewarda i Longbottom, że za dwadzieścia minut skończą i będą mogli jeszcze skoczyć do ministerialnej łazienki, żeby się odświeżyć, mijało się z celem.
Następnie skierował się ku Jamilowi.
— Nie wypuszczałem jeszcze duchów z takiego naczynia. — Wzruszył ramionami, zakładając ręce na piersi w obronnym geście. Przyznanie się do braków wiedzy nie było wyjątkowo proste. Zwłaszcza na praktycznie finałowym etapie zlecenia. — Wolałbym najpierw wypuścić jednego na próbę, żebyśmy wiedzieli, czy nie ma jakichś odstępstw od normy. Potem parami, trójkami lub ewentualnie większą grupą.
W standardowych warunkach w trakcie sabatów przeprowadzanie dusz z jednego świata do drugiego było raczej formalnością, ale teraz w dzień powszedni, który nijak wiązał się ze stabilizacją korytarzy łączących wymiar żywych z wymiarem umarłych? Brama mogła okazać się niestabilna, a duchy skonfundowane i pełne wściekłości. Chciał podejść do tego problemu z wyczuciem.
Jeśli doszli do zgody względem procesu przeprowadzenia dusz do Limbo, Sebastian wziął na siebie rozpoczęcie egzorcyzmu. Wyciągnął z kieszeni małą książeczkę, otwierając ją na zaznaczonej wcześniej stronie, po czym zbliżył się do czaszki. Zanim rozpoczął pierwszą modlitwą, upewnił się, że Jamil znajduje się na swoim stanowisku.
Skinął w jego kierunku głową, po czym zaczął odprawiać modły po łacinie, modląc się nie tylko o to, aby pierwszy duch opuścił swoje kryształowe więzienie, ale też o to, aby przy okazji nie przyciągnął żadnego zagrożenia z drugiej strony. Pod koniec modlitwy, czaszka rozbłysła blado-srebrnym światłem, które uformowało się w słup mgły. Ten zaczął się powoli rozmywać, odsłaniając bladą sylwetkę przygarbionej kobiety.