28.04.2023, 00:44 ✶
I kto tu był uparty, jak osioł i jeszcze jej nie wierzył, na słowo?
Na brata pasował, jego zachowanie na to wskazywało i potwierdzenie poprzez kiwnięcie głową, uświadomiło Pandorze, skąd wzięła się w nim taka opiekuńczość i cierpliwość. Gdyby wspomniał o siostrach, to pewnie chciałaby je poznać — miała wrażenie, że były znacznie mniej odpowiedzialne i poważne, jak on. I może dlatego tak dobrze sobie z Pandorą radził? Ona była jedynaczką, miała dużą rodzinę, ale większość tej bliskiej była dużo starsza od niej i zostawiali ją zwykle samą ze sobą. Zawsze chciała mieć rodzeństwo, ale z trudem rodzice mieli ją. I Merlin im świadkiem, jak się z niej cieszyli, tak na nią narzekali. Matka wróżyła jej staropanieństwo, ojciec przestał wierzyć w możliwość oddania ją do dobrego rodu, który pomógłby interesom kasyna.
Pomimo irytowania go, uśmiech nie schodził jej z twarzy i naprawdę dobrze się z nim bawiła, doceniając naprawdę fakt, że ją znosił z całym arsenałem dziwactw. Starała się gryźć w język, ale nie zawsze jej wychodziło i czasem coś palnęła na temat, którego nie lubił i nie rozumiał, było to w Pandorowym pakiecie chaosu. Już zawsze będzie przynoszącym szczęście niedźwiadkiem, niezależnie, czy miał rację odnośnie do znaczenia tego imienia, bo ona też nie sprawdzała. Zaufała mu na słowo. Pandora teoretycznie oznaczała "Wielki Dar", ale miała też tę puszkę i potem i tak kojarzono ją tylko z nieszczęściem i chaosem, więc też się tego trzymała.
Właściwie to było oznajmienie i ostrzeżenie jednocześnie, bo alkohol pozbawiał ją resztek granic i rozsądku, który gdzieś tam miała. Jego mina sugerowała, że się nad tym zastanawiał, a ona wcale nie zamierzała ułatwiać mu życia i pozbawiać efektu niespodzianki. Najlepiej przecież, jeśli sam by zdecydował, czy była znośna, czy może zupełnie nieznośna. - Przekonasz się niebawem i sam zdecydujesz, czy wytrzymasz. - rzuciła tylko tajemniczo, bo sama nie wiedziała też do końca, jak mocno popłyną i właściwie, kiedy przekroczy moment, którego wcześniej nigdy nie przekroczyła. I co się stanie, gdy otworzy się ta puszka?
- Przynajmniej osiołki są urocze.. - zauważyła optymistycznie, a przed oczyma stanął jej siwy egzemplarz z oklapniętym uchem i nieporadnym wyrazem pyska, pewnie taki też miała w lesie, gdy ją znalazł w lutym. Miał rację, była niczym osioł, nie mogła z tym dyskutować, bo jak czegoś chciała i się uparła, bardzo trudno było zmienić jej zdanie. I jeszcze robiła na przekór, żeby wyszło na to, jak chciała.
Musiał się w końcu nauczyć brać na poważnie to, o czym Pandora mówiła!
Zawsze miała coś w plecaku, ale taka butelka starczała jej na kilka tygodni, zwykle nalewała odrobinę — na stres, na uczczenie sukcesu w rozbrojeniu trudnego mechanizmu lub po prostu na rozgrzanie. Nie przeszkadzało jej picie, ale gdy większość czasu spędzała z gadającym Pegazem, ciągłe sięganie po wysokoprocentowe napoje mogło zwiastować zbliżającą się chorobę psychiczną lub alkoholizm. Zawsze zastanawiała się, czy była w stanie się od czegoś uzależnić, ale nie chciała sprawdzać tego na alkoholu. Bo co wtedy byłoby z pracą? Trening z Islandczykiem z pewnością wzmocni jej głowę, a na pewno tolerancję na procenty, skoro chciała spróbować wszystkiego. Najgorzej, jak coś jej bardzo zasmakuje.
Był wysoki i dobrze zbudowany, stojąc na palcach i trzymając jego policzki w dłoniach, pomyślała, że ma je dość małe. Podobnie jak lica, usta też miał ciepłe i dość miękkie, a gdy uniosła powieki i dostrzegła zaskoczenie na jego twarzy, które chyba spotęgował jej komentarz, nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem i powstrzymać spoglądania w intensywnie niebieskie tęczówki z tak bliska.
Przez chwilę się nawet zastanawiała, czy nie był zły i postanowiła na chwilę odpuścić mu przyglądanie się, a przeniosła wzrok na koleżków, których miny wywołały tylko rozbawienie na tyle duże, że nie mogła powstrzymać śmiechu. Dorośli i wielcy mężczyźni, a załatwiła ich — zgodnie z ich życzeniem i sugestiami zresztą, jeśli pomyśleć o układaniu ust w dzióbek — przypadkowa i obca dziewczyna. Lubiła takie zwycięstwa, przez dobrą i zaskakującą strategię. I to jeszcze przyjemną w wykonaniu. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich resztek piwnego posmaku i grzecznie wróciła wzrokiem oraz uwagą do Hjalmara, kontynuując rozmowę. Był naprawdę uroczy, zwłaszcza ta odrobina różu na polikach, sam ją przecież prowokował do takich figlarnych zagrywek.
- Co tylko chcę? Jesteś pewien? - zapytała z uniesioną brwią, gdy palec zastygł w bezruchu. Nie powinien proponować jej takich rzeczy, bo miała zwariowane pomysły i mogła właściwie zażyczyć sobie wszystkiego — od gwiazdki z nieba, poprzez szczeniaka wilka, aż do kąpieli o północy w gorącym źródle. Islandia dawała wiele możliwości, on oraz jego umiejętności dawały dużo możliwości, jarmark jeszcze więcej. Odważny z niego człowiek.
Na miód zareagowała entuzjazmem i ciekawością. Lubiła próbować nowych rzeczy, o czym chyba się już przekonał — no chyba, że była mowa o mięsie, chociaż ryby zdarzało się jej czasem zjeść. Rozpatrywała je w trochę innej kategorii niż owieczki czy świnki.
Nie musiał jej dwa razy mówić, że lepiej czułby się bez kolegów za plecami, chociaż sama nie miała nic przeciwko nim. Wierzyła jednak, że się nie obrażą i znajdą sobie towarzystwo, a ona bez większych wyrzutów sumienia i z wyjątkową łatwością, dziecinną wręcz — co ją trochę zaskoczyło, porwała go gdzieś w tłum. - Jestem pierwszą, która Cię tak porywa? Tak mi sugerują wasze twarze. - zapytała z uśmiechem, spoglądając na niego przez ramię, gdy ciągnęła go między ludźmi, gdzieś w stronę ścisłego centrum osady — w stronę ognisk, straganów i wszystkich tych wspaniałości, gdzie później mogłaby umrzeć z zachwytu. - To w sumie dobrze, wiesz?
I stało się to szybciej, niż sądziła. Bo co było piękniejszego niż rzemiosło i kunszt, talent w ludzkich dłoniach? Kupiłaby najchętniej wszystkie te figurki. Byłby z nich piękne szachy. A może miał zestaw do szachów? Gdyby nie fakt, że nawet nie patrząc na stojącego obok Nordgersima, widziała jego minę oczami wyobraźni, to z pewnością by zapytała.
Była przewidywalna? Pewnie tak. Nie umiała sama zrobić takiego breloczka, mogłaby co najwyżej zrobić mu pozytywkę, ale nie miała jak mieć jej na teraz. A chciała coś mu dać, tak po prostu i w podziękowaniu za wszystko, co dla niej zrobił. I pewnie jeszcze zrobił, bo wieczór był młody, a ona, cóż, ona była Pandorą.
- I widzisz, jak to z Tobą jest? - zaczęła, gdy przysunęła się i wsunęła rzemyki w palce, wysuwając dłonie w stronę jego szyi, żeby zawiązać mu tam rzemyk z Niedźwiedziem. - Niby doprowadzam Cię do szału, a i tak mi na tyle pozwalasz. I mnie znosisz. Wiesz, że jeśli przesadzam, to możesz mi powiedzieć? - przekręciła głowę na bok, przesuwając drewniany wisiorek w dłoniach, który ułożyła mu na torsie z zadowoleniem. - Pasuje Ci, Hjalmar. I do skóry wilka też będzie pasował.
Nie dodała, że teraz będzie miał dwa swoje totemy zwierzęce przy sobie. Nie miała zupełnie świadomości, ile mogła przysporzyć mu problemów swoim zachowaniem, które przecież nie było celowe — taka po prostu była. Jej zupełnie plotki czy komentarze nie wadziły, każdy powinien żyć własnym życiem. - Nie chciałabym, żebyś uschnął..
Zgodziła się, grzecznie opuszczając okolice stoiska z twórczością rzemieślnika, któremu posłała jeszcze jedno spojrzenie i wdzięczny uśmiech, pełen podziwu. Nie kłóciła się, szła tam, gdzie ją nakierowywał, przesuwając się pomiędzy ludźmi, czasem przepraszając, gdy kogoś zbyt mocno trąciła ramieniem. Było coraz więcej osób, to wszystko naprawdę zaczynało tętnić życiem po zmroku! Nie oznaczało to jednak, że głowa nie chodziła jej na wszystkie strony i nie wzdychała z zachwytu, gdy widziała stoisko z plackiem z jabłkami, jakieś maskotki, kwiaty czy nawet były wyroby z owczej wełny. I pamiątki z polowań! Czasem zdarzyło się jej na ułamek sekundy przystać, jednak zaraz zaciskała palce i szła dalej, do stoiska z miodem. Nie mógł przecież uschnąć.
Zacisnęła palce na dłoniach. - Nie szkodzi, to tylko sukienka. Jestem jednak pewna, że z rogu będzie lepiej smakował.
Zupełnie nie przejmowała się ubraniem, obracając przedmiotem w dłoniach i przyglądając się mu z zainteresowaniem, zanim został wypełniony miodem. - Nigdy nie piłam miodu, nie piłam też z rogu. Widzisz, ile pierwszych razy my ze sobą mamy?- zapytała tylko pogodnie, przysuwając trunek do ust. Będzie mdlący? Bardzo lepki, czy przebije się goryczka. Była trochę niecierpliwa, a do tego dał jej cały róg, musiała upić. Zrobiła dużego łyka, oblizując zaraz wargi i pokiwała z uznaniem głową, wlepiając w niego zaskoczone spojrzenie. - Miałeś rację, jest naprawdę pyszny! - zgodziła się, robiąc jeszcze jednego łyka. Bo chociaż było czuć alkohol, nie był on dominujący i natrętny. Na Morganę, jak bardzo zgubne to było?
Spojrzała na niego całkiem poważnie. - Pocałowałam Cię, porwałam, ubrałam Ci misia i jeszcze pozwalasz mi decydować? Zdajesz sobie sprawę, że wtedy będziesz musiał obejść wszystkie te stoiska i opowiedzieć mi na milion pytań? Nie wspominając o tym, że tam tańczą. - wskazała ruchem głowy na kilka osób przy ogniskach, gdzie grali na instrumentach przyjemną, żywą melodię. Pokręciła głową, robiąc kolejny łyk miodu. - Nie może być tak, że tylko ja się dobrze bawię i Cię męczę, a Ty mnie dzielnie znosisz. Pokaż mi swoje ulubione sposoby na tutejsze obchody Lithy.
Przerwała na chwilę, bo gdy szli, dostrzegła stoisko jakieś starszej pani — niewielkie, ale wypełnione kwiatami. Przekręciła głowę, łapiąc go za skrawek koszuli, który delikatnie pociągnęła. - Tylko chciałabym kupić od niej coś do włosów. I potem naprawdę, Ty decydujesz. Obiecuję.
Już nawet nie chodziło o to, że większość miała coś we włosach-czy to pojedynczy kwiatek, czy cały wianek i o to, że pasowałby jej do sukienki, a o fakt, że niewiele osób przy stoisku tej Pani się kręciło. Nie umiała tego tak zostawić, bo miała naprawdę piękne kwiaty, tylko ludzie wybierali pewnie te, które były przy samych ogniskach. Zrobiła kolejny łyk miodu. - To jest zgubne, prawda? - mruknęła pod nosem, gdy kolejny raz ta myśl przeszła jej przez głowę i wbiła ciemne oczy w trzymany przez siebie róg ze złotym napojem.
Na brata pasował, jego zachowanie na to wskazywało i potwierdzenie poprzez kiwnięcie głową, uświadomiło Pandorze, skąd wzięła się w nim taka opiekuńczość i cierpliwość. Gdyby wspomniał o siostrach, to pewnie chciałaby je poznać — miała wrażenie, że były znacznie mniej odpowiedzialne i poważne, jak on. I może dlatego tak dobrze sobie z Pandorą radził? Ona była jedynaczką, miała dużą rodzinę, ale większość tej bliskiej była dużo starsza od niej i zostawiali ją zwykle samą ze sobą. Zawsze chciała mieć rodzeństwo, ale z trudem rodzice mieli ją. I Merlin im świadkiem, jak się z niej cieszyli, tak na nią narzekali. Matka wróżyła jej staropanieństwo, ojciec przestał wierzyć w możliwość oddania ją do dobrego rodu, który pomógłby interesom kasyna.
Pomimo irytowania go, uśmiech nie schodził jej z twarzy i naprawdę dobrze się z nim bawiła, doceniając naprawdę fakt, że ją znosił z całym arsenałem dziwactw. Starała się gryźć w język, ale nie zawsze jej wychodziło i czasem coś palnęła na temat, którego nie lubił i nie rozumiał, było to w Pandorowym pakiecie chaosu. Już zawsze będzie przynoszącym szczęście niedźwiadkiem, niezależnie, czy miał rację odnośnie do znaczenia tego imienia, bo ona też nie sprawdzała. Zaufała mu na słowo. Pandora teoretycznie oznaczała "Wielki Dar", ale miała też tę puszkę i potem i tak kojarzono ją tylko z nieszczęściem i chaosem, więc też się tego trzymała.
Właściwie to było oznajmienie i ostrzeżenie jednocześnie, bo alkohol pozbawiał ją resztek granic i rozsądku, który gdzieś tam miała. Jego mina sugerowała, że się nad tym zastanawiał, a ona wcale nie zamierzała ułatwiać mu życia i pozbawiać efektu niespodzianki. Najlepiej przecież, jeśli sam by zdecydował, czy była znośna, czy może zupełnie nieznośna. - Przekonasz się niebawem i sam zdecydujesz, czy wytrzymasz. - rzuciła tylko tajemniczo, bo sama nie wiedziała też do końca, jak mocno popłyną i właściwie, kiedy przekroczy moment, którego wcześniej nigdy nie przekroczyła. I co się stanie, gdy otworzy się ta puszka?
- Przynajmniej osiołki są urocze.. - zauważyła optymistycznie, a przed oczyma stanął jej siwy egzemplarz z oklapniętym uchem i nieporadnym wyrazem pyska, pewnie taki też miała w lesie, gdy ją znalazł w lutym. Miał rację, była niczym osioł, nie mogła z tym dyskutować, bo jak czegoś chciała i się uparła, bardzo trudno było zmienić jej zdanie. I jeszcze robiła na przekór, żeby wyszło na to, jak chciała.
Musiał się w końcu nauczyć brać na poważnie to, o czym Pandora mówiła!
Zawsze miała coś w plecaku, ale taka butelka starczała jej na kilka tygodni, zwykle nalewała odrobinę — na stres, na uczczenie sukcesu w rozbrojeniu trudnego mechanizmu lub po prostu na rozgrzanie. Nie przeszkadzało jej picie, ale gdy większość czasu spędzała z gadającym Pegazem, ciągłe sięganie po wysokoprocentowe napoje mogło zwiastować zbliżającą się chorobę psychiczną lub alkoholizm. Zawsze zastanawiała się, czy była w stanie się od czegoś uzależnić, ale nie chciała sprawdzać tego na alkoholu. Bo co wtedy byłoby z pracą? Trening z Islandczykiem z pewnością wzmocni jej głowę, a na pewno tolerancję na procenty, skoro chciała spróbować wszystkiego. Najgorzej, jak coś jej bardzo zasmakuje.
Był wysoki i dobrze zbudowany, stojąc na palcach i trzymając jego policzki w dłoniach, pomyślała, że ma je dość małe. Podobnie jak lica, usta też miał ciepłe i dość miękkie, a gdy uniosła powieki i dostrzegła zaskoczenie na jego twarzy, które chyba spotęgował jej komentarz, nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem i powstrzymać spoglądania w intensywnie niebieskie tęczówki z tak bliska.
Przez chwilę się nawet zastanawiała, czy nie był zły i postanowiła na chwilę odpuścić mu przyglądanie się, a przeniosła wzrok na koleżków, których miny wywołały tylko rozbawienie na tyle duże, że nie mogła powstrzymać śmiechu. Dorośli i wielcy mężczyźni, a załatwiła ich — zgodnie z ich życzeniem i sugestiami zresztą, jeśli pomyśleć o układaniu ust w dzióbek — przypadkowa i obca dziewczyna. Lubiła takie zwycięstwa, przez dobrą i zaskakującą strategię. I to jeszcze przyjemną w wykonaniu. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich resztek piwnego posmaku i grzecznie wróciła wzrokiem oraz uwagą do Hjalmara, kontynuując rozmowę. Był naprawdę uroczy, zwłaszcza ta odrobina różu na polikach, sam ją przecież prowokował do takich figlarnych zagrywek.
- Co tylko chcę? Jesteś pewien? - zapytała z uniesioną brwią, gdy palec zastygł w bezruchu. Nie powinien proponować jej takich rzeczy, bo miała zwariowane pomysły i mogła właściwie zażyczyć sobie wszystkiego — od gwiazdki z nieba, poprzez szczeniaka wilka, aż do kąpieli o północy w gorącym źródle. Islandia dawała wiele możliwości, on oraz jego umiejętności dawały dużo możliwości, jarmark jeszcze więcej. Odważny z niego człowiek.
Na miód zareagowała entuzjazmem i ciekawością. Lubiła próbować nowych rzeczy, o czym chyba się już przekonał — no chyba, że była mowa o mięsie, chociaż ryby zdarzało się jej czasem zjeść. Rozpatrywała je w trochę innej kategorii niż owieczki czy świnki.
Nie musiał jej dwa razy mówić, że lepiej czułby się bez kolegów za plecami, chociaż sama nie miała nic przeciwko nim. Wierzyła jednak, że się nie obrażą i znajdą sobie towarzystwo, a ona bez większych wyrzutów sumienia i z wyjątkową łatwością, dziecinną wręcz — co ją trochę zaskoczyło, porwała go gdzieś w tłum. - Jestem pierwszą, która Cię tak porywa? Tak mi sugerują wasze twarze. - zapytała z uśmiechem, spoglądając na niego przez ramię, gdy ciągnęła go między ludźmi, gdzieś w stronę ścisłego centrum osady — w stronę ognisk, straganów i wszystkich tych wspaniałości, gdzie później mogłaby umrzeć z zachwytu. - To w sumie dobrze, wiesz?
I stało się to szybciej, niż sądziła. Bo co było piękniejszego niż rzemiosło i kunszt, talent w ludzkich dłoniach? Kupiłaby najchętniej wszystkie te figurki. Byłby z nich piękne szachy. A może miał zestaw do szachów? Gdyby nie fakt, że nawet nie patrząc na stojącego obok Nordgersima, widziała jego minę oczami wyobraźni, to z pewnością by zapytała.
Była przewidywalna? Pewnie tak. Nie umiała sama zrobić takiego breloczka, mogłaby co najwyżej zrobić mu pozytywkę, ale nie miała jak mieć jej na teraz. A chciała coś mu dać, tak po prostu i w podziękowaniu za wszystko, co dla niej zrobił. I pewnie jeszcze zrobił, bo wieczór był młody, a ona, cóż, ona była Pandorą.
- I widzisz, jak to z Tobą jest? - zaczęła, gdy przysunęła się i wsunęła rzemyki w palce, wysuwając dłonie w stronę jego szyi, żeby zawiązać mu tam rzemyk z Niedźwiedziem. - Niby doprowadzam Cię do szału, a i tak mi na tyle pozwalasz. I mnie znosisz. Wiesz, że jeśli przesadzam, to możesz mi powiedzieć? - przekręciła głowę na bok, przesuwając drewniany wisiorek w dłoniach, który ułożyła mu na torsie z zadowoleniem. - Pasuje Ci, Hjalmar. I do skóry wilka też będzie pasował.
Nie dodała, że teraz będzie miał dwa swoje totemy zwierzęce przy sobie. Nie miała zupełnie świadomości, ile mogła przysporzyć mu problemów swoim zachowaniem, które przecież nie było celowe — taka po prostu była. Jej zupełnie plotki czy komentarze nie wadziły, każdy powinien żyć własnym życiem. - Nie chciałabym, żebyś uschnął..
Zgodziła się, grzecznie opuszczając okolice stoiska z twórczością rzemieślnika, któremu posłała jeszcze jedno spojrzenie i wdzięczny uśmiech, pełen podziwu. Nie kłóciła się, szła tam, gdzie ją nakierowywał, przesuwając się pomiędzy ludźmi, czasem przepraszając, gdy kogoś zbyt mocno trąciła ramieniem. Było coraz więcej osób, to wszystko naprawdę zaczynało tętnić życiem po zmroku! Nie oznaczało to jednak, że głowa nie chodziła jej na wszystkie strony i nie wzdychała z zachwytu, gdy widziała stoisko z plackiem z jabłkami, jakieś maskotki, kwiaty czy nawet były wyroby z owczej wełny. I pamiątki z polowań! Czasem zdarzyło się jej na ułamek sekundy przystać, jednak zaraz zaciskała palce i szła dalej, do stoiska z miodem. Nie mógł przecież uschnąć.
Zacisnęła palce na dłoniach. - Nie szkodzi, to tylko sukienka. Jestem jednak pewna, że z rogu będzie lepiej smakował.
Zupełnie nie przejmowała się ubraniem, obracając przedmiotem w dłoniach i przyglądając się mu z zainteresowaniem, zanim został wypełniony miodem. - Nigdy nie piłam miodu, nie piłam też z rogu. Widzisz, ile pierwszych razy my ze sobą mamy?- zapytała tylko pogodnie, przysuwając trunek do ust. Będzie mdlący? Bardzo lepki, czy przebije się goryczka. Była trochę niecierpliwa, a do tego dał jej cały róg, musiała upić. Zrobiła dużego łyka, oblizując zaraz wargi i pokiwała z uznaniem głową, wlepiając w niego zaskoczone spojrzenie. - Miałeś rację, jest naprawdę pyszny! - zgodziła się, robiąc jeszcze jednego łyka. Bo chociaż było czuć alkohol, nie był on dominujący i natrętny. Na Morganę, jak bardzo zgubne to było?
Spojrzała na niego całkiem poważnie. - Pocałowałam Cię, porwałam, ubrałam Ci misia i jeszcze pozwalasz mi decydować? Zdajesz sobie sprawę, że wtedy będziesz musiał obejść wszystkie te stoiska i opowiedzieć mi na milion pytań? Nie wspominając o tym, że tam tańczą. - wskazała ruchem głowy na kilka osób przy ogniskach, gdzie grali na instrumentach przyjemną, żywą melodię. Pokręciła głową, robiąc kolejny łyk miodu. - Nie może być tak, że tylko ja się dobrze bawię i Cię męczę, a Ty mnie dzielnie znosisz. Pokaż mi swoje ulubione sposoby na tutejsze obchody Lithy.
Przerwała na chwilę, bo gdy szli, dostrzegła stoisko jakieś starszej pani — niewielkie, ale wypełnione kwiatami. Przekręciła głowę, łapiąc go za skrawek koszuli, który delikatnie pociągnęła. - Tylko chciałabym kupić od niej coś do włosów. I potem naprawdę, Ty decydujesz. Obiecuję.
Już nawet nie chodziło o to, że większość miała coś we włosach-czy to pojedynczy kwiatek, czy cały wianek i o to, że pasowałby jej do sukienki, a o fakt, że niewiele osób przy stoisku tej Pani się kręciło. Nie umiała tego tak zostawić, bo miała naprawdę piękne kwiaty, tylko ludzie wybierali pewnie te, które były przy samych ogniskach. Zrobiła kolejny łyk miodu. - To jest zgubne, prawda? - mruknęła pod nosem, gdy kolejny raz ta myśl przeszła jej przez głowę i wbiła ciemne oczy w trzymany przez siebie róg ze złotym napojem.