29.10.2022, 03:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 20:07 przez Eden Lestrange.)
Londyn 10.03.1972
Sachy,
twój list zastał mnie w zdrowiu całkiem dobrym, lecz doskonale wiesz, że spokoju ducha zaznamy dopiero po śmierci.
Wybacz, że nie odzywałam się wcześniej, ale nie miałam nic do powiedzenia. W moim życiu nie zmieniło się nic od czasu naszej ostatniej rozmowy, a więc nadal nie mogę spełnić twojego życzenia i nie ucałuję Williama.
Jeśli chodzi o twojego męża - powtarzałam ci wielokrotnie, że na ciebie nie zasługuje. Mężczyźni nie rozumieją, ile wyrzeczeń kosztują kobietę dzieci, dlatego sama ich nie będę posiadać, bo tak dalekosiężny brak gratyfikacji mnie wykończy. Należy ci się chwała za wytrwałość więc, lecz obawiam się, że jemu oczy się w tej kwestii otworzą dopiero wtedy, gdy tobie się zamkną.
Niestety nie szukam asystentki; obawiam się, że gdybym oddelegowała ci część moich zajęć, obydwie skończyłybyśmy na skraju szaleństwa. Ja z nudów, bo przecież nie mam innego zajęcia, a ty prawdopodobnie od nadmiaru liczenia przychodów, dochodów i podatków. Jeśli dobrze pamiętam, rachunki nigdy nie były twoją fortą.
Natomiast mój brat wspominał, że szuka kogoś do pomocy w swojej kancelarii. Jeśli interesuje cię bycie panienką na posyłki Elliotta, mogę mu podrzucić twoją kandydaturę.
Uściski,
Eden
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~