Parkiet do pojedynków zniknął dokładnie w momencie, w którym twoja różdżka uderzyła o ziemię. Według zasad, które go stworzyły, pojedynek został wygrany przez twojego przeciwnika, ale czy to na pewno była wygrana? Na pewno nie w obliczu tego, co przygotowałeś w zanadrzu.
Dostrzegłeś w jego oczach czyste przerażenie – z pewnością nie spodziewał się takiego obrotu spraw – ani że przyjdzie mu zmierzyć się z wampirem o tak destrukcyjnych umiejętnościach, ani że pozbawienie cię różdżki nie przyniesie oczekiwanego efektu. Szybko zrozumiał, że popełnił błąd i być może przyjdzie mu ponieść za to najwyższą cenę.
- Finite – krzyknął, machając różdżką jeszcze raz, próbując przerwać działanie twoich zaklęć i Nocnej mary, o której nie wiedział zbyt wiele i nie wiedział, jak jej przeciwdziałać.
Przyjaciel jegomościa, walczący dotychczas z Lorettą, również wydawał się być zaskoczony rozwojem sytuacji i odwrócił głowę w twoim kierunku. Oddziaływałeś na nich oboje, a Lestrange szybko wykorzystała sytuację. Wyglądała iście żałośnie, kiedy rzuciła się w stronę różdżki pomimo bycia związaną i wylądowała na ziemi, ale mężczyzna nie zdążył zareagować, a ona ledwo ją chwytając, zdołała rozciąć te więzy wiązką magii, a później przeturlać się na bok. Jeżeli spodziewałeś się tego, że będzie próbowała walczyć dalej, to musiałeś obejść się ze smakiem. Usłyszałeś jedynie świst powietrza, kiedy chwyciła za przygotowaną szyszkę i wzniosła się w powietrze. Przynajmniej nie pozostawiła po sobie żadnych śladów.
Longbottom nie zdołał się obronić. Twoja moc nie była na tyle opanowana, abyś mógł rozerwać kogoś na strzępy tak po prostu, ale widziałeś przynajmniej częściowe tego efekty – jego twarz zalała się krwią, kiedy pierwsza wiązka magii rozcięła mu policzek, a późnej pojawiły się kolejne i kolejne. Cofnął się na kilka kroków, ale błyski wciąż krążyły wokół niego, raniąc jego ciało. Jego przyjaciel spoglądał na to pełen obaw, aż wreszcie poddał się i spróbował odepchnąć cię w stronę drzew, nie chcąc, abyś go wykończył.
- Depulso – powiedział, celując w ciebie, z lekko trzęsącą się dłonią.
Dostrzegłeś w jego oczach czyste przerażenie – z pewnością nie spodziewał się takiego obrotu spraw – ani że przyjdzie mu zmierzyć się z wampirem o tak destrukcyjnych umiejętnościach, ani że pozbawienie cię różdżki nie przyniesie oczekiwanego efektu. Szybko zrozumiał, że popełnił błąd i być może przyjdzie mu ponieść za to najwyższą cenę.
- Finite – krzyknął, machając różdżką jeszcze raz, próbując przerwać działanie twoich zaklęć i Nocnej mary, o której nie wiedział zbyt wiele i nie wiedział, jak jej przeciwdziałać.
Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Przyjaciel jegomościa, walczący dotychczas z Lorettą, również wydawał się być zaskoczony rozwojem sytuacji i odwrócił głowę w twoim kierunku. Oddziaływałeś na nich oboje, a Lestrange szybko wykorzystała sytuację. Wyglądała iście żałośnie, kiedy rzuciła się w stronę różdżki pomimo bycia związaną i wylądowała na ziemi, ale mężczyzna nie zdążył zareagować, a ona ledwo ją chwytając, zdołała rozciąć te więzy wiązką magii, a później przeturlać się na bok. Jeżeli spodziewałeś się tego, że będzie próbowała walczyć dalej, to musiałeś obejść się ze smakiem. Usłyszałeś jedynie świst powietrza, kiedy chwyciła za przygotowaną szyszkę i wzniosła się w powietrze. Przynajmniej nie pozostawiła po sobie żadnych śladów.
Longbottom nie zdołał się obronić. Twoja moc nie była na tyle opanowana, abyś mógł rozerwać kogoś na strzępy tak po prostu, ale widziałeś przynajmniej częściowe tego efekty – jego twarz zalała się krwią, kiedy pierwsza wiązka magii rozcięła mu policzek, a późnej pojawiły się kolejne i kolejne. Cofnął się na kilka kroków, ale błyski wciąż krążyły wokół niego, raniąc jego ciało. Jego przyjaciel spoglądał na to pełen obaw, aż wreszcie poddał się i spróbował odepchnąć cię w stronę drzew, nie chcąc, abyś go wykończył.
- Depulso – powiedział, celując w ciebie, z lekko trzęsącą się dłonią.
Rzut PO 1d100 - 40
Slaby sukces...
Slaby sukces...
29.04