28.04.2023, 01:46 ✶
- T-tak – odpowiedziała ci, zaciskając trzęsące się dłonie na przepięknym szalu, którym była owinięta – one pojawiają się tam, gdzie czarna magia, chłopcze, a tutaj jest jej pełno. – Uniosła twarz w górę i spojrzała na niebo. Spojrzała – dziwnie to brzmiało – nie mogła przecież nic zobaczyć, ale miałeś wrażenie, że coś jednak widziała. Coś, czego nie dostrzegałeś ty. – Mniej niż pół godziny i mroczny znak rozbłyśnie na niebie. Nie powinno was już wtedy tutaj być, jeżeli chcesz, żeby ci ludzie – bezbłędnie wskazała kierunek, w którym znajdowali się Fergus, Amanda i inni napotkani czarodzieje – przeżyli ten dzień.
Dała się złapać pod ramię, ale kiedy podniosła się z krzesła, zrobiła to z trudem. Nie była kimś, kto mógł poruszać się szybko, ale jej słowa wyraźnie naciskały na to, że nie mogli tutaj zostać. Nie wiedziałeś czemu – nie mogłeś odszukać w swojej głowie niczego na temat tych istot, więc być może w całym horrorze tej sytuacji, to spotkanie było darem losu – trzymał się właśnie twojego ramienia ktoś, kto mógł otworzyć ci ścieżkę do wiedzy, która wykraczała poza twoje horyzonty.
Działania Amandy powiodły się ponownie, ale kobieta wciąż pozostawała nieprzytomna i potrzebowała fachowej pomocy. Wszyscy wiedzieliście, że w Dolinie Godryka znajdowała się pełna uzdrowicieli lecznica, która nawet pomimo bycia jednostką skupioną na chorobach umysłu, wciąż musiała posiadać wykwalifikowaną kadrę i pokaźne zaplecze medykamentów. Pomoc na pewno nie przyda się już jednak ciałom przeniesionym przez Fergusa – idea wyprawienia im ewentualnego pogrzebu była szczytna, ale poza tym czułaś, że nie mogłaś im już pomóc. Nie reagowali na twoje zaklęcia ani próby reanimacji.
Mugol jedzący ciasto, na widok swojej siostry, omal się nim nie zadławił. Mężczyzna ze skręconą kostką nonszalancko poklepał go po plecach, chociaż widać po nim było, że ten widok ruszył go niemal tak samo mocno. Mieliście wrażenie, że zaraz zwymiotuje za stół, o który się do tej pory opierał.
- Ch-chociaż zakryjmy ich t-twarze – zasugerował, ściągając ze stołu obok ceratę, nie puszczając ręki mugola, który drżał, wpatrując się w kompletną nicość.
Znajdując się bliżej krateru po wybuchu, Ollivander słyszał uważniej dźwięki toczonych na polanie walk. Świsty zaklęć, efekty świetlne przy rzucanych atakach. Wielu mundurowych walczyło tam zawzięcie z siłami Lorda Voldemorta – zamaskowani czarodzieje ciskali w nich mrożącymi krew w żyłach zaklęciami, a ci nie pozostawali im dłużni. Być może przyszło ci otrzeć oczy, ale chyba widziałeś kobietę, która dosyć daleko od was, przy linii drzew, próbowała bić się z nimi na pięści. Znajdowała się daleko, poza zasięgiem ewentualnych zaklęć.
Dała się złapać pod ramię, ale kiedy podniosła się z krzesła, zrobiła to z trudem. Nie była kimś, kto mógł poruszać się szybko, ale jej słowa wyraźnie naciskały na to, że nie mogli tutaj zostać. Nie wiedziałeś czemu – nie mogłeś odszukać w swojej głowie niczego na temat tych istot, więc być może w całym horrorze tej sytuacji, to spotkanie było darem losu – trzymał się właśnie twojego ramienia ktoś, kto mógł otworzyć ci ścieżkę do wiedzy, która wykraczała poza twoje horyzonty.
Działania Amandy powiodły się ponownie, ale kobieta wciąż pozostawała nieprzytomna i potrzebowała fachowej pomocy. Wszyscy wiedzieliście, że w Dolinie Godryka znajdowała się pełna uzdrowicieli lecznica, która nawet pomimo bycia jednostką skupioną na chorobach umysłu, wciąż musiała posiadać wykwalifikowaną kadrę i pokaźne zaplecze medykamentów. Pomoc na pewno nie przyda się już jednak ciałom przeniesionym przez Fergusa – idea wyprawienia im ewentualnego pogrzebu była szczytna, ale poza tym czułaś, że nie mogłaś im już pomóc. Nie reagowali na twoje zaklęcia ani próby reanimacji.
Mugol jedzący ciasto, na widok swojej siostry, omal się nim nie zadławił. Mężczyzna ze skręconą kostką nonszalancko poklepał go po plecach, chociaż widać po nim było, że ten widok ruszył go niemal tak samo mocno. Mieliście wrażenie, że zaraz zwymiotuje za stół, o który się do tej pory opierał.
- Ch-chociaż zakryjmy ich t-twarze – zasugerował, ściągając ze stołu obok ceratę, nie puszczając ręki mugola, który drżał, wpatrując się w kompletną nicość.
Znajdując się bliżej krateru po wybuchu, Ollivander słyszał uważniej dźwięki toczonych na polanie walk. Świsty zaklęć, efekty świetlne przy rzucanych atakach. Wielu mundurowych walczyło tam zawzięcie z siłami Lorda Voldemorta – zamaskowani czarodzieje ciskali w nich mrożącymi krew w żyłach zaklęciami, a ci nie pozostawali im dłużni. Być może przyszło ci otrzeć oczy, ale chyba widziałeś kobietę, która dosyć daleko od was, przy linii drzew, próbowała bić się z nimi na pięści. Znajdowała się daleko, poza zasięgiem ewentualnych zaklęć.
29.04