Giovanniemu włos zjeżył się na głowie, gdy staruszka przewidziała pojawienie się Mrocznego Znaku na niebie. Właściwie nie powinno go to zaskoczyć, wiedział, że Beltane tak może się skończyć, ale wciąż miał nadzieję, że podejrzenia Zakonu były błędne.
— Amando, musimy jak najszybciej stąd uciekać. Czy potrzebujesz w czymś pomocy?
Co zrobić, co zrobić!? Nie mieli mioteł, nie mieli kominków, nie mieli... Świstoklik. Kiedyś zrobił jeden. Na ogół korzystał ze zrobionych przez profesjonalistów... ale to tylko miało ich transportować do Dolin Grodyka, tylko kawałeczek dalej.
— Czy ktoś z państwa potrafi tworzyć świstokliki albo się deportować? — krzyknął do ludzi wokół siebie. Jeśli nie było chętnych na świstoklik, wyjął kajdanki zza paska i postanowił je zaczarować. Skupił się uważnie na wejściu do lecznicy. Znał to miejsce, w końcu wychował się w Dolinie. Czas do teleportacji — pięć minut powinno wystarczyć. Machnął różdżką na kajdanki, by zmienić je w świstoklik. Sam nie miał zamiaru skorzystać. Wolał zostać i upewnić się, że wszyscy wokół niego opuścili miejsce zdarzenia.
— Proszę, złapcie się wszyscy tych kajdanek lub kogoś, to je trzyma. Amando, proszę, ty również. I złap mocno tę kobietę.
Gio starał się upewnić, że wszyscy chwycili kajdanki.
[Rzut na Translokację — zamianę kajdanek w świstoklik, cel: lecznica w Dolinie Godryka, przed budynkiem, czas: za 5 minut]
Akcja nieudana