29.04.2023, 10:01 ✶
Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Cathal przebywał gdzieś w świecie własnego umysłu: od dobrych dziesięciu minut „zawieszony”, w bezruchu przypatrywał się jednemu ze zdjęć z wykopalisk. Dźwięk sprawił, że Shafiq wzdrygnął się, a potem odpowiednie elementy znów zaskoczyły w jego głowie. Spotkanie, Timothy Fletcher, być może będzie zainteresowany współpracą. (Na ile, tego już Cal nie potrafił zawyrokować: przebywał poza granicami kraju tak długo, i tak niedawno wrócił, że nie miał pojęcia, czy Timothy nie ma doskonale płatnej i stabilnej pracy na przykład w Teatrze Selwynów i nie przyszedł dziś tylko z ciekawości, aby zerknąć na materiały.)
Ruszył do drzwi. Sam nie miał na sobie garnituru – nie znosił ich z pasją, i jeżeli absolutnie nie musiał, wyglądał dokładnie tak, jak teraz, ubrany w koszulę i spodnie, podobne do tych, jakie zwykle zakładał na wykopaliska. Jeżeli jednak strój Timothy’ego go zdziwił, to nie dał tego po sobie poznać. Co bardzo prawdopodobne, nie zwrócił na to specjalnej uwagi, zaprzątnięty myślami o czymś zupełnie innym.
- Cześć, Fletcher – przywitał się, gestem dając mu znać, aby wszedł do środka.
Salon był dość sporym pomieszczeniem, z kanapą, stołem, fotelami i biurkiem ustawionym pod oknem. Pod ścianami ciągnęły się rzędy regałów. Na większości z nich stały książki, lwia ich część o tematyce historycznej albo dotycząca starożytnych run. Jeden z nich, zabezpieczony magią, zastawiono przedmiotami przywiezionymi z podróży – niektóre były eksponatami faktycznie z wykopalisk, sporo jednak po prostu rzeczami zakupionymi na bazarach czy gdzieś zebranymi – jak kamienna, pustynna róża. O ile drugi pokój, służący Cathalowi za sypialnię i za pracownię, był nieco zagracony, o tyle tutaj panował względny porządek, a meble, choć nie nowe, wyglądały na starannie do siebie dobrane.
„Względny” – ponieważ blat i część podłogi w tej chwili zasłały mapy, zdjęcia i notatki.
- Wioska, przypuszczalnie zniszczona w XIII albo XIV wieku – stwierdził, pewnie nie do końca świadom, że mógł to być dość dziwny wstęp. Poprowadził Timothy’ego ku stołowi i machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, sygnalizując, że jeżeli miał chęć, to mógł zająć fotel czy kanapę, sam jednak znów pochylił się nad stołem. – Coś a la Hogsmeade. Sądziłem, że nie będzie to specjalnie ciekawe, ale wychodzi na to, że pierwotnie była otoczona murem, roi się tam od pułapek, całość otaczały nieaktywne już filary, a symbole z nich powtarzają się i w samej wiosce… - rzucił, podsuwając Fletcherowi zdjęcie drewnianego, podniszczonego amuletu, znalezionego jeszcze przez mugoli, którzy usiłowali tam wejść. Co wywołało najpierw dużo kłopotów, wymagało sporo pracy od Ministerstwa, a potem sprawiło, że zwrócono się do Shafiqów, oni zaś – do Cathala.
- Zainteresowany? – spytał. Chociaż skoro tu przyszedł, był zapewne zainteresowany, pytaniem pozostawało tylko, jak bardzo. – Kompletuję i konsultantów, i członków stałej ekipy.
Ruszył do drzwi. Sam nie miał na sobie garnituru – nie znosił ich z pasją, i jeżeli absolutnie nie musiał, wyglądał dokładnie tak, jak teraz, ubrany w koszulę i spodnie, podobne do tych, jakie zwykle zakładał na wykopaliska. Jeżeli jednak strój Timothy’ego go zdziwił, to nie dał tego po sobie poznać. Co bardzo prawdopodobne, nie zwrócił na to specjalnej uwagi, zaprzątnięty myślami o czymś zupełnie innym.
- Cześć, Fletcher – przywitał się, gestem dając mu znać, aby wszedł do środka.
Salon był dość sporym pomieszczeniem, z kanapą, stołem, fotelami i biurkiem ustawionym pod oknem. Pod ścianami ciągnęły się rzędy regałów. Na większości z nich stały książki, lwia ich część o tematyce historycznej albo dotycząca starożytnych run. Jeden z nich, zabezpieczony magią, zastawiono przedmiotami przywiezionymi z podróży – niektóre były eksponatami faktycznie z wykopalisk, sporo jednak po prostu rzeczami zakupionymi na bazarach czy gdzieś zebranymi – jak kamienna, pustynna róża. O ile drugi pokój, służący Cathalowi za sypialnię i za pracownię, był nieco zagracony, o tyle tutaj panował względny porządek, a meble, choć nie nowe, wyglądały na starannie do siebie dobrane.
„Względny” – ponieważ blat i część podłogi w tej chwili zasłały mapy, zdjęcia i notatki.
- Wioska, przypuszczalnie zniszczona w XIII albo XIV wieku – stwierdził, pewnie nie do końca świadom, że mógł to być dość dziwny wstęp. Poprowadził Timothy’ego ku stołowi i machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, sygnalizując, że jeżeli miał chęć, to mógł zająć fotel czy kanapę, sam jednak znów pochylił się nad stołem. – Coś a la Hogsmeade. Sądziłem, że nie będzie to specjalnie ciekawe, ale wychodzi na to, że pierwotnie była otoczona murem, roi się tam od pułapek, całość otaczały nieaktywne już filary, a symbole z nich powtarzają się i w samej wiosce… - rzucił, podsuwając Fletcherowi zdjęcie drewnianego, podniszczonego amuletu, znalezionego jeszcze przez mugoli, którzy usiłowali tam wejść. Co wywołało najpierw dużo kłopotów, wymagało sporo pracy od Ministerstwa, a potem sprawiło, że zwrócono się do Shafiqów, oni zaś – do Cathala.
- Zainteresowany? – spytał. Chociaż skoro tu przyszedł, był zapewne zainteresowany, pytaniem pozostawało tylko, jak bardzo. – Kompletuję i konsultantów, i członków stałej ekipy.