29.10.2022, 13:45 ✶
Noc rozciągnęła całun nad wydarzeniami, które rozgrywały się między dwójką młodych małżonków. I choć skrywała je – podobnie jak cztery ściany ich apartamentu – to z całą pewnością miały się na długo zapisać w pamięci obojga. Odkrywali siebie wzajemnie, przy czym na dobrą sprawę Perseus mógł – skoro odsłaniał przed nią tajemnice alkowy – zacząć kształtować Eunice niczym glinę, formując kształt, który pragnął; świadomie bądź też nie.
Lecz noc kiedyś się kończyła, w świetle dnia wszystko stawało się inne; to, co wyglądało wspaniale wśród mroku, niekoniecznie takim mogło być, gdy spoglądało się na to z perspektywy ranka.
Czy żałowała? Niekoniecznie, a przynajmniej nie miała czasu jeszcze się nad tym zastanowić. Oto bowiem odkryła, że jej głowa nie spoczywa na miękkiej poduszce, że nie utworzyła kokona z kołdry, owijając się nią szczelnie. Że od pościeli nie dzieliła ją warstwa zbudowana z koszuli nocnej że przylegała skórą do skóry.
Nie ruszała się przez dłuższą chwilę, starając się utrzymać spokojny oddech, pozostać – jeśli nie w śnie, to przynajmniej na granicy dwóch światów – nie do końca świadomą obecnej rzeczywistości, odwlekając moment, w którym będzie musiała unieść powieki, spojrzeć prosto w oczy męża i stawić czoło kolejnemu dniu. Z mężczyzną u boku.
Im dłużej tak tkwiła w bezruchu, tym więcej odkrywała. Rytmiczność uderzeń serca, oddechu. Ciepło skóry. Dziwna wrażliwość jej własnej – czy to już tak zawsze będzie? Czy to tylko na początku?
Pytanie to miało pozostać bez odpowiedzi, przynajmniej sformułowanej werbalnie – sama z czasem miała się przekonać, jak ukształtuje się rzeczywistość.
Tymczasem nie była pewna, jak się teraz zachować. I potrzebowała przestrzeni, nienawykła do jakiejkolwiek bliskości. Toteż – nadal udając, że śpi, a jakżeby inaczej – odwróciła się na drugi bok, niejako uwalniając Perseusa od siebie.
Dlaczego, och, dlaczego noc musiała się skończyć? W jej objęciach wszystko było łatwiejsze.
Lecz noc kiedyś się kończyła, w świetle dnia wszystko stawało się inne; to, co wyglądało wspaniale wśród mroku, niekoniecznie takim mogło być, gdy spoglądało się na to z perspektywy ranka.
Czy żałowała? Niekoniecznie, a przynajmniej nie miała czasu jeszcze się nad tym zastanowić. Oto bowiem odkryła, że jej głowa nie spoczywa na miękkiej poduszce, że nie utworzyła kokona z kołdry, owijając się nią szczelnie. Że od pościeli nie dzieliła ją warstwa zbudowana z koszuli nocnej że przylegała skórą do skóry.
Nie ruszała się przez dłuższą chwilę, starając się utrzymać spokojny oddech, pozostać – jeśli nie w śnie, to przynajmniej na granicy dwóch światów – nie do końca świadomą obecnej rzeczywistości, odwlekając moment, w którym będzie musiała unieść powieki, spojrzeć prosto w oczy męża i stawić czoło kolejnemu dniu. Z mężczyzną u boku.
Im dłużej tak tkwiła w bezruchu, tym więcej odkrywała. Rytmiczność uderzeń serca, oddechu. Ciepło skóry. Dziwna wrażliwość jej własnej – czy to już tak zawsze będzie? Czy to tylko na początku?
Pytanie to miało pozostać bez odpowiedzi, przynajmniej sformułowanej werbalnie – sama z czasem miała się przekonać, jak ukształtuje się rzeczywistość.
Tymczasem nie była pewna, jak się teraz zachować. I potrzebowała przestrzeni, nienawykła do jakiejkolwiek bliskości. Toteż – nadal udając, że śpi, a jakżeby inaczej – odwróciła się na drugi bok, niejako uwalniając Perseusa od siebie.
Dlaczego, och, dlaczego noc musiała się skończyć? W jej objęciach wszystko było łatwiejsze.