Yaxley lubiła się chwalić swoimi umiejętnościami. Nawet jeśli był to tylko przyjacielski pojedynek. Była naprawdę dumna, że wypracowała sobie taką skuteczną technikę. Ciało było jej świątynią, siła fizyczna jej najważniejszym atrybutem, lubiła udowadniać innym, że nie bierze się to z niczego. Dla większości osób była tylko dzikusem, który biegał po lesie za zwierzętami, zależało jej na tym, aby wszyscy dostrzegli, że nie do końca tak jest. Aktywność fizyczna na tak wysokim poziomie nie brała się znikąd. Zresztą to jej ufała bardziej niż magii, to głównie w tej dziedzinie się szkoliła. Było to dla niej najważniejsze. Wiedziała, że ważne jest, aby była zwinna, potrafiła szybko reagować. Podczas takich pojedynków było to widać. Geraldine podejmowała szybkie decyzje. Bardzo płynnie przechodziła od obrony do ataku, nie widać było w niej ani chwili zawahania.
Dobrze było zmierzyć się z osobą, której nie mogła podejrzewać o złe zamiary. Wiedziała, że Longbottom jej nie oszuka, nie będzie korzystał ze szcztuczek, że tutaj faktycznie wygra lepszy. Mogła faktycznie ocenić poziom swoich zdolności - co nie zdarzało się często. Mało komu ufała faktycznie tak jak jemu. Znali się już wiele lat, pojedynkowali, czy z użyciem magii, czy siły fizycznej praktycznie od początku znajomości. Zaletą tych starć było również to, że Erik był godnym konkurentem. Był od niej większy, do tego praktycznie tak samo sprawny fizycznie jak ona, a to nie zdarzało się często. Wiarygodne informacje o swoich umiejętnościach mogła wynieść z tych wszystkich pojedynków. Uważała, że jest to przydatne. Mogła się dowiedzieć nad czym powinna popracować, a co działa. Układ idealny.
Na całe szczęście Longbottom powrócił do gry. Jeszcze się nie poddał, było to naprawdę budujące. Ceniła w nim tę zawziętość, nie poddawał się tak łatwo, tylko walczył do samego końca. Godne podziwu.
- Czy jest to komplement? - Zapytała jeszcze zaczepnie. Wiedziała, że tak, ale chciała usłyszeć to z jego ust. Liczyła na to, że połechta jej ego jeszcze bardziej, chociaż właściwie tego nie potrzebowała, powoli rosło do ogromnych rozmiarów.
Nie udało jej się go trafić tym razem, Erik jednak postanowił się z nią sparować. Yaxley zaparła się mocno, aby nie pozwolić sobie wybić broni z ręki. Sama również napierała dosyć silnie na jego szpadę i chyba to przyniosło oczekiwany efekt, bo zdecydowanie to ona pewniej wykonywała tę czynność, jeszcze moment, a wytrąci mu broń z ręki.
Sukces!