Cameron w przeciwieństwie do liderki ich duetu niekoniecznie ufał duchowi. A może inaczej. Wierzył, że jej intencje były szczere i faktycznie zależało jej na tym, aby wianek dotarł do jej dawnego wybranka, jednak nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że wszystko pasowało do siebie aż nazbyt idealnie. Na Beltane doszło do jakiegoś incydentu, wywiało ich w sam środek lasu w okolicy Doliny Godryka i akurat wtedy spotkali ducha, który potrzebował pomocy? To był spory zbieg okoliczności i nawet komuś tak roztrzepanemu, jak Lupin udało się dostrzec. A może był to efekt nadmiernej podejrzliwości nabytej po sprawie z Charliem? Zasznurował usta, gdy przechodzili przez ogród, aby dostać się pod drzwi chaty. To też było prawdopodobne.
Pokładał w Norze Figg spore nadzieje. Raz, była starsza od niego, co z miejsca stawiało ją w jego oczach jako kogoś bardziej odpowiedzialnego od niego, a dwa kojarzyła jego rodzeństwo. Wiele go różniło ze starszą siostrą i bratem, jednak nie mógł odmówić im tego, że byli ogarnięci. Ich znajomi musieli być tacy sami! Dlatego, dla przykładu, Brenna Longbottom ogarniała pracę w Ministerstwie Magii! Była brygadzistką i tak dalej! Tak samo, jak Heather, pomyślał przelotnie i aż zabolało go serce, że nie wiedział, co się teraz dzieje z dziewczyną. Czy wszystko było z nią w porządku? Czy Rookwood był razem z nią? Szukali go? A może byli zbyt zajęci tym, co się działo na polanie przygotowanej na obchody Beltane?
Gdy weszli do chatki wiedźmy, zamrugał zdziwiony na widok dwóch atrakcyjnych dorosłych czarodziejów i jednego, który... prawdopodobnie był facetem, do którego wzdychała za swego nie-życia Madeline. Lupin zmarszczył brwi, gdy Nora w ogromnym skrócie opowiedziała, co właściwie ich spotkało. Skoro jego przygodowe guru wzięło na siebie ułożenie wianka na głowie Grimesa, Cameron zwrócił się ku Perseuszowi i Williamowi:
— No ta... Coś nas porwało z Beltane, straciliśmy przytomność i obudziliśmy się w lesie. Według ducha Madeline dalej jesteśmy w okolicy Doliny Godryka — wyjaśnił, biorąc się pod boki. — Was też tu... przywiało? — Oblał się rumieńcem, bo ten żart słowny kompletnie nie pasował do ich sytuacji.
— I o co chodzi z drzwiami?Cameron podskoczył, gdy drzwi ponownie się uchyliły, a do środka wkroczyła jasnowłosa Mackenzie. Też była bardzo ładna, chociaż określiłby ją raczej mianem urokliwej, niźli po prostu pięknej. Chrząknął znacząco, uśmiechając się niemrawo do nowoprzybyłej.
— Robi się nas tutaj tyle, ile mrówek w mrowisku — mruknął, uderzając czubkiem buta o podłogę i wbijając wzrok w swoje obuwie.