Z pewnej perspektywy zachowanie Erika, wbrew pozorom, było całkiem sensowne! Miał świadomość tego, że w euforii obecnych zdarzeń raczej nie odciągnie łatwo siostry od kolejnego poronionego pomysłu, ale nie zmieniało to tego, że mógł już w tym momencie zabronić jej podjęcia kolejnej próby, do której mogłoby dojść w bliżej nieokreślonym czasie. Ten incydent na pewno na długo zostanie w jej pamięci, więc może i ostrzeżenie brata również to czeka. Następnym razem, gdy znowu rzuci się w toń w pogoni za jakimś straszydłem, z tyłu głowy na pewno usłyszy głos Erika.
— Wiesz, co to mogło być? Skoro wciągnęło się pod wodę, to ewidentnie jest agresywne. Raczej nie chciało się pobawić, a cię zrobić ci filetowanie! — Wyrzucił ręce w powietrze. — I w ogóle co ci strzeliło do głowy, żeby za nią tam wskoczyć? Zajmujesz ludźmi w pracy, a nie magicznymi stworzeniami, babo. Mamy od tego odpowiedni departament, kochana siostro.
Wydał z siebie ciężkie westchnienie i przystąpił do suszenia ciuchów Bren przy pomocy zaklęcia. To pewnie tyle, jeśli chodzi o spokojny spacer. Jeśli nie chciała uniknąć choroby, to wypadałoby się stąd w miarę szybko ewakuować. Pokiwał głową, przyjmując jej podziękowania. Na końcu języka miał wprawdzie komentarz o tym, że nie powinna się już narażać ponad miarę. Czy nie mieli wystarczająco dużo ryzyka w swoim życiu? Praca, konflikt ze zwolennikami Czarnego Pana, współuczestniczenia w dramatach życia codziennego swoich bliskich... Badanie nowego potwora z Loch Ness naprawdę mogliby sobie darować.
— Tak. Co ty byś beze mnie zrobiła, co? — mruknął, siadając obok niej, klepiąc ją po ramieniu.
Po chwili sarknął, gdy usłyszał jej pytanie. Naprawdę? Nie miała innych zmartwień? Prawie umarła! Z drugiej strony, miłość do słodyczy była nierozerwalnie związana z jednymi z niewielu przyjemności, jakimi mogła sobie umilić życie. Skoro była pewna, że nie była teraz martwa, to nic dziwnego, że jej priorytetem stały się słodkości. A tuż za nimi pewnie czaiły się książki. Ani trochę by się nie zdziwił, gdyby po powrocie do posiadłości Brenna spędziła resztę dnia zakopana w kocach, susząc włosy i czytając Tolkiena albo innego Lewisa.
— Brenna — powtórzył, automatycznie dostrajając styl mówienia do tonu siostry. — Jesteś detektywem. Wydedukuj, gdzie mogły się znaleźć twoje cenne lody w momencie, gdy trzymałem je w rękach, ty byłaś w niebezpieczeństwie, a ja nie opanowałem magii bezróżdżkowej. — Uśmiechnął się krzywo, mrużąc przy tym oczy. — No dalej, jesteś sprytna, na pewno szybko się domyślisz. One wylądowały w... — Wbił w dziewczynę natarczywy wzrok. Musiała znać odpowiedź na dręczące ją w tej chwili pytanie!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞