01.05.2023, 09:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2023, 09:07 przez Brenna Longbottom.)
- A, wiesz, uznałam, że przyda mi się trochę ruchu, poza tym było tak duszno, chciałam się trochę ochłodzić… - stwierdziła Brenna, ściągając buty. Gdy Erik zaczął suszyć jej ubranie, ona (zasłaniając różdżkę ramieniem wolnej ręki, gdyby ktoś patrzył), zabrała się za suszenie butów. Obawiała się jednak, że chyba przyszła pora, aby kupić nowe trampki na miejsce tych wysłużonych. – Erik, to coś mnie zauroczyło – przyznała, i teraz jej głos zabrzmiał już poważniej. – Ogarnęłam się dopiero już w wodzie i potraktowałam je czarem, ale było za ciemno, żebym się przyjrzała, jak naprawdę wygląda. Nie mam pojęcia, co to było. Ze śpiewu słyną selkie, ale to na pewno nie była foka. Trytony… nigdy nie słyszałam, żeby były agresywne. To znaczy, pełno ich żyje w jeziorze przy Hogwarcie i nie próbowały nas utopić nawet, kiedy puszczaliśmy kaczki nad wodą. Nie podoba mi się to. Cholernie mi się to nie podoba – wymamrotała. Przez „to” rozumiała ogół sytuacji. Coś polowało na plażowiczów tuż przed sezonem. Próbowało utopić wcześniej kolegę Charliego, a teraz ją. I ona nie mogła niczego z tym zrobić, co bardzo, bardzo ją irytowało. – Zgłosiłam to do Rowle’a. Najwyraźniej nic nie zrobili. Może nie dali rady tego znaleźć, a może uznali, że to takie miłe magiczne stworzenie, wiesz, jak gajowy w Hogwarcie – dodała ponurym tonem.
Czy zastanawiała się, w jaki sposób można było to cholerstwo dorwać?
Owszem.
Tak, planowała spędzić ten wieczór obłożona książkami, ale raczej szukając informacji o tym, z czym do licha mieli do czynienia – i czy należało próbować to zabić, czy aresztować. Ewentualnie z jak dużą częstotliwością powinna posyłać skargi do departamentu kontroli magicznych stworzeń.
– Dobrze, że padło na mnie, nie jakiegoś mugola – dodała bezwiednie. Miała jak się bronić, a Erik wyciągnął ją z wody. Mugol mógłby co najwyżej dać się zjeść.
Zwróciła spojrzenie na Erika i dźgnęła go palcem.
– Już wiem. Zjadłeś go – oświadczyła z powagą, jakby nie brała pod uwagę innej opcji i pilnowanie lodów wtedy, kiedy ktoś się topi, było najnormalniejszą rzeczą na świecie. Nie to, że sama w takiej sytuacji pewnie też cisnęłaby w krzaki wszystko, co trzymałaby w rękach. – Bo przecież do czarowania wystarczy jedna ręka, tak samo jak do trzymania rożka, prawda? Twoja siostra walczy o życie, a ty pozbawiasz ją deseru, nieładnie, Erik… – westchnęła i założyła z powrotem buty, wciąż wilgotne. Nie ociekała już wodą, ale dalej nie była całkowicie sucha, a pogoda, mimo wszystko, nie sprzyjała kąpielom.
Czy zastanawiała się, w jaki sposób można było to cholerstwo dorwać?
Owszem.
Tak, planowała spędzić ten wieczór obłożona książkami, ale raczej szukając informacji o tym, z czym do licha mieli do czynienia – i czy należało próbować to zabić, czy aresztować. Ewentualnie z jak dużą częstotliwością powinna posyłać skargi do departamentu kontroli magicznych stworzeń.
– Dobrze, że padło na mnie, nie jakiegoś mugola – dodała bezwiednie. Miała jak się bronić, a Erik wyciągnął ją z wody. Mugol mógłby co najwyżej dać się zjeść.
Zwróciła spojrzenie na Erika i dźgnęła go palcem.
– Już wiem. Zjadłeś go – oświadczyła z powagą, jakby nie brała pod uwagę innej opcji i pilnowanie lodów wtedy, kiedy ktoś się topi, było najnormalniejszą rzeczą na świecie. Nie to, że sama w takiej sytuacji pewnie też cisnęłaby w krzaki wszystko, co trzymałaby w rękach. – Bo przecież do czarowania wystarczy jedna ręka, tak samo jak do trzymania rożka, prawda? Twoja siostra walczy o życie, a ty pozbawiasz ją deseru, nieładnie, Erik… – westchnęła i założyła z powrotem buty, wciąż wilgotne. Nie ociekała już wodą, ale dalej nie była całkowicie sucha, a pogoda, mimo wszystko, nie sprzyjała kąpielom.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.