29.10.2022, 15:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 00:59 przez Morgana le Fay.)
Kolejne ukłucie irytacji, które nie znalazło odbicia w twarzy – prędzej w aurze, tylko czy to dostrzegł? To już inna sprawa. W zasadzie chwilami miała poczucie, że jej mąż jest dużym dzieckiem, któremu musi matkować, i które najwyraźniej nie zawsze rozumiało, co się do niego mówiło.
Nie chciała tego słuchać.
Ani o liczbie kobiet, jakie widział nago – co w sumie średnio ją obchodziło, bo koniec końców miał swoje lata i nie była tak głupią, żeby oczekiwać, że będzie pierwszą i jedyną kobietą swego męża – ani o jakiejś cholernej konferencji.
Chcieli ją poznać, tak? A niech pocałują w cztery litery, bowiem ona nie chciała poznawać nikogo. Nie teraz. Teraz…
… teraz potrzebowała być sama, zniknąć, zostać zapomnianą przez wszystkich. Potrzebowała cichy, spokoju – a przynajmniej tak myślała. Bo może i taki gaduła jak ten tutaj też był potrzebny, żeby wyrwać z otchłani oszołomienia, przegnać najgorsze myśli. Nie całkowicie, rzecz jasna, wciąż się czaiły gdzieś na obrzeżach umysłu, jednakże nie były już takie nachalne, odwlekały podjęcie drastycznych kroków.
- Perseus – odezwała się ponownie, ostrzejszym tonem – Możesz przestać? To jest teraz najmniej istotne. – wyrzuciła z siebie i odwróciła spojrzenie gdzieś w bok, byleby tylko nie patrzeć na niego.
W końcu tego nie chcieli, nie teraz. Może kiedyś, za parę lat, to był tak zły moment, że… gorszego na razie sobie nie wyobrażała. Bo te o wiele gorsze wersje utraciły już swój właściwy moment.
Głęboki wdech. Nie tak to sobie wyobrażała, nie tak to chciała mu przekazać… chociaż nie, wróć, nie miała pojęcia, jak to zrobić. Ale na pewno nie planowała podzielenia się radosną nowiną, gdy siedziała w wannie.
- Jestem w ciąży. – tylko tyle i aż tyle.
Nie chciała tego słuchać.
Ani o liczbie kobiet, jakie widział nago – co w sumie średnio ją obchodziło, bo koniec końców miał swoje lata i nie była tak głupią, żeby oczekiwać, że będzie pierwszą i jedyną kobietą swego męża – ani o jakiejś cholernej konferencji.
Chcieli ją poznać, tak? A niech pocałują w cztery litery, bowiem ona nie chciała poznawać nikogo. Nie teraz. Teraz…
… teraz potrzebowała być sama, zniknąć, zostać zapomnianą przez wszystkich. Potrzebowała cichy, spokoju – a przynajmniej tak myślała. Bo może i taki gaduła jak ten tutaj też był potrzebny, żeby wyrwać z otchłani oszołomienia, przegnać najgorsze myśli. Nie całkowicie, rzecz jasna, wciąż się czaiły gdzieś na obrzeżach umysłu, jednakże nie były już takie nachalne, odwlekały podjęcie drastycznych kroków.
- Perseus – odezwała się ponownie, ostrzejszym tonem – Możesz przestać? To jest teraz najmniej istotne. – wyrzuciła z siebie i odwróciła spojrzenie gdzieś w bok, byleby tylko nie patrzeć na niego.
W końcu tego nie chcieli, nie teraz. Może kiedyś, za parę lat, to był tak zły moment, że… gorszego na razie sobie nie wyobrażała. Bo te o wiele gorsze wersje utraciły już swój właściwy moment.
Głęboki wdech. Nie tak to sobie wyobrażała, nie tak to chciała mu przekazać… chociaż nie, wróć, nie miała pojęcia, jak to zrobić. Ale na pewno nie planowała podzielenia się radosną nowiną, gdy siedziała w wannie.
- Jestem w ciąży. – tylko tyle i aż tyle.
272/578