Spiął się na dźwięk słowa zauroczenie. Mieli już kilka razy do czynienia z tego typu zagrywkami, chociaż zazwyczaj ze strony ludzi. W końcu Faye potrafiła wykorzystywać swoje specjalne zdolności, aby poruszyć serca swoich słuchaczy. Podobnie było z tą wiolonczelistką od Averych, która występowała na pogrzebie Simone. Erik momentalnie zmarkotniał na wspomnienie tej uroczystości. Pokręcił szybko głową, nie chcąc wracać w tej chwili do tych wspomnień.
— Może coś uciekło z prywatnej hodowli w okolicy? — rzucił niby od niechcenia, podrzucając pierwsze wytłumaczenie, jakie przyszło mu do głowy. — Lub ktoś je wypuścił? Gdyby to była istota, która żyje tu od pokoleń, to ktoś by to wyłapał. — Hibernacja? To też była jakaś odpowiedź, aczkolwiek wiedza mężczyzny kończyła się na zajmowaniu się sowami i domowymi zwierzątkami, więc ciężko byłoby mu nakreślić jakąś teorię na poziomie magizoologa. — Trytony nas nie utopiły, właśnie dlatego, że żyły w jeziorze przy szkole. Wyobrażasz sobie konsekwencje? — Pokręcił głową. — Taa... Bardzo milusie. Nie zabierajmy tu psów na spacery, dobrze? Dla ich bezpieczeństwa.
Cóż, po dzisiejszych wydarzeniach Erik z całą pewnością planował nie spuszczać oka z Brenny, przynajmniej do czasu, aż upewni się, że ta nie planuje wymknąć się pod osłoną nocy, aby ponownie zanurkować w jeziorze. W głowie miał już nawet rozrysowany cały plan! Kiedy wrócą do domu, poprosi skrzatkę Malwę o przygotowania bardzo dużego dzbanka z herbatą i jakiegoś ciasta, potem napali w kominku, przyniesie do salonu całą stertę książek, a potem usiądzie w kącie na fotelu i będzie czuwał. Jak przystało na odpowiedzialnego starszego brata.
— Ohohoho, niesprawiedliwa odpowiedź — skomentował, kręcąc z niezadowoleniem głową. — Jak przyznam Ci rację, to wyjdzie na to, że popieram twoje dążenie do ciągłego narażania się. Jeśli jednak zaprzeczę, to wyjdę na nieczułego w stosunku do mugoli i tego, że nie mają jak się bronić. — Przewrócił wymownie oczami. — Rozumiem, że to był przypadek, ale myślę też, że są osoby lepiej wykwalifikowane do radzenia sobie z tego typu zagrożeniami. Jak to stworzenie wypełznie na powierzchnię i wraz ze swoim stadem ogłosi podbój Wielkiej Brytanii – wtedy możemy wkroczyć do akcji.
Czy znali kogoś, kto aktywnie pracował w biurze zajmującym się kontrolą wodnych magicznych istot? Zmrużył oczy, jakby miało mu to pomóc w przejrzeniu listy kontaktów zebranej w głowie. Skoro straszydło buszujące na dnie stawało się tak dużym problemem, to osobiste zwrócenie uwagi któremuś ze specjalistów mogło nawet pomóc. Może nie wyeliminują zagrożenia z dnia na dzień, ale coś się przynajmniej może ruszy. Mogłaby zacząć ścigać ludzi, którzy zalegają z podatkami, pomyślał Longbottom. Wtedy wystarczyłoby przekierować Bren do Elliotta i podległej mu maszynie biurokracji Departamentu Skarbu.
— Nic się przed tobą nie uchowa — odparł z powagą. — Masz szczęście, że nie poprosiłaś jeszcze o gofra z owocami. Wtedy miałbym zajęte obie ręce i mogłoby dojść do prawdziwej katastrofy! — Uniósł ręce na wysokość głowy, wybałuszając przy tym w rozbawieniu oczy. Westchnął cicho. — Rozumiem, że nie chcesz wspominać o tym wypadku przy kolacji? Oficjalna wersja to „kładka nad jeziorem załamała się pod ciężarem ego Erika, a ja zostałam tylko niewinną ofiarą”?
Zagryzł dolną wargą, starając się nie parsknąć cichym śmiechem. Gdyby tylko go o to poprosiła, to zapewne bez wahania przyjąłby na siebie winę. Inna sprawa, że chociaż żartowali sobie z tego, co się przed chwilą stało, to gdyby nie magia i trzeźwe myślenie mogłoby to się skoczyć dla nich tragicznie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞