01.05.2023, 22:29 ✶
- Sama nie wiem… Może coś wkurzyło te istoty? Bo… cholera, Ch… Jules wspominał coś o kobiecie, a ja mogłabym się założyć, że to był męski głos? Ale może ja albo jego znajomy zobaczyliśmy coś, czego nie było? – wymruczała Brenna, wpatrując się w wodę. Skoro to coś zmusiło i ją, i kolegę Charliego do skoczenia do wody, mogło prawdopodobnie zmanipulować też ich postrzeganie. Ale… nie mogła być pewna, czy było tak, czy też były d w a potwory. – Oczywiście, że nie przyprowadzę tutaj psów – oburzyła się, przenosząc spojrzenie na Erika. One nie potrafiły się bronić! Brenna miała zamiar zresztą ostrzec wszystkim domowników przed tym miejscem.
Brenna, na szczęście Longbottoma, nie planowała wymykać się nocą nad jezioro.
Najpierw w końcu musiała zrobić research. A potem wepchnąć tę wyprawę w dość napięty, kwietniowy grafik. Istniała szansa, że w międzyczasie Rowle jednak zadziała. Jeżeli nie… spróbuje wziąć sprawy w swoje ręce. (I wtedy, oczywiście, czujność Erika trochę zapewne przycichnie…)
- Hej, jakie dążenie do narażania się! – parsknęła, podnosząc się. – Nie planowałam wskakiwać do tej wody. A jeżeli przyjdę tutaj znowu, to zapewniam… w uszy założę korki – obiecała solennie. Nie, nie miała zamiaru pozwolić zauroczyć się w ten sposób znowu. Zwłaszcza, że ta pieśń, choć przebrzmiała, wciąż brzmiała jej w uszach.
I przygnębiała bardziej niż Brenna miałaby ochotę przyznać. Nie zamierzała jednak niczego dać po sobie poznać.
- Oficjalna wersja wygląda tak, że wchodzisz do domu pierwszy i przyciągasz uwagę osób w salonie, a ja przebiegam na piętro tak, żeby niczego nie zauważyli i doprowadzam się do porządku – oświadczyła Brenna. Nie lubiła kłamać, nawet teraz, gdy z prawdomównego dziecka i nazbyt szczerej nastolatki wyrosła kobieta, która musiała łgać regularnie. A nie mówienie niczego to nie kłamstwo. – Nikt się nawet nie zdziwi, bo rzadko poruszam się wolno.
Wyciągnęła rękę do Erika, sygnalizując, żeby się podniósł. A potem ujęła go pod rękę, ciągnąć z powrotem w stronę plaży. Nie mogli w końcu aportować się z samego pomostu, za duże ryzyko, że ktoś zauważyłby jednak nawet ze sporej odległości ich nagłe zniknięcie.
- Ale jeżeli chodzi o te gofry… - zaczęła, dość radosnym tonem. – To zanim wejdziemy do lasu, będziemy przechodzić obok budki, więc masz absolutnie świetny pomysł, braciszku. Należy mi się mała rekompensata za to niemalże utonięcie. Chcę taki z owocami. I bitą śmietaną – zdecydowała.
I tak, chociaż pragnęła szybko wrócić do domu, pod koc, do dzbanka herbaty oraz wszystkich książek o magicznych stworzeniach, jakie znajdzie w rodzinnej bibliotece… naprawdę zamierzała przystanąć po gofra.
Brenna, na szczęście Longbottoma, nie planowała wymykać się nocą nad jezioro.
Najpierw w końcu musiała zrobić research. A potem wepchnąć tę wyprawę w dość napięty, kwietniowy grafik. Istniała szansa, że w międzyczasie Rowle jednak zadziała. Jeżeli nie… spróbuje wziąć sprawy w swoje ręce. (I wtedy, oczywiście, czujność Erika trochę zapewne przycichnie…)
- Hej, jakie dążenie do narażania się! – parsknęła, podnosząc się. – Nie planowałam wskakiwać do tej wody. A jeżeli przyjdę tutaj znowu, to zapewniam… w uszy założę korki – obiecała solennie. Nie, nie miała zamiaru pozwolić zauroczyć się w ten sposób znowu. Zwłaszcza, że ta pieśń, choć przebrzmiała, wciąż brzmiała jej w uszach.
I przygnębiała bardziej niż Brenna miałaby ochotę przyznać. Nie zamierzała jednak niczego dać po sobie poznać.
- Oficjalna wersja wygląda tak, że wchodzisz do domu pierwszy i przyciągasz uwagę osób w salonie, a ja przebiegam na piętro tak, żeby niczego nie zauważyli i doprowadzam się do porządku – oświadczyła Brenna. Nie lubiła kłamać, nawet teraz, gdy z prawdomównego dziecka i nazbyt szczerej nastolatki wyrosła kobieta, która musiała łgać regularnie. A nie mówienie niczego to nie kłamstwo. – Nikt się nawet nie zdziwi, bo rzadko poruszam się wolno.
Wyciągnęła rękę do Erika, sygnalizując, żeby się podniósł. A potem ujęła go pod rękę, ciągnąć z powrotem w stronę plaży. Nie mogli w końcu aportować się z samego pomostu, za duże ryzyko, że ktoś zauważyłby jednak nawet ze sporej odległości ich nagłe zniknięcie.
- Ale jeżeli chodzi o te gofry… - zaczęła, dość radosnym tonem. – To zanim wejdziemy do lasu, będziemy przechodzić obok budki, więc masz absolutnie świetny pomysł, braciszku. Należy mi się mała rekompensata za to niemalże utonięcie. Chcę taki z owocami. I bitą śmietaną – zdecydowała.
I tak, chociaż pragnęła szybko wrócić do domu, pod koc, do dzbanka herbaty oraz wszystkich książek o magicznych stworzeniach, jakie znajdzie w rodzinnej bibliotece… naprawdę zamierzała przystanąć po gofra.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.