01.05.2023, 23:07 ✶
- Ulysses – przywitał się Cathal, podnosząc na Rookwooda wzrok, kiedy ten się pojawił. – Zaczekajmy chwilę na Letę. Spotkało ją dokładnie to samo, co nas. W dzień po tobie, dzień przede mną – wyjaśnił. Wcześniej nie ujawniał im, kto był tą „drugą osobą”, bo nie wiedział, na ile zechcą się w to zaangażować, teraz jednak nie było powodów do tajemnic.
Sam Shafiq miał nieco mniej oporów – i to zapewne mimo tego, że brał udział w czymś nielegalnym znacznie rzadziej niż Rookwood i na liście jego zbrodni znalazłby się zaledwie jedna kradzież i dwa zgony, przy czym ten drugi dokonany został poza granicami kraju, gdy Cathal miał naprawdę mało opcji poza daniem cię zamordować. „Mniej” nie oznaczało jednak „wcale”. Ulysses był przecież od niego młodszy, do bólu uporządkowany i Cathal wolałby go w to wszystko nie wciągać.
Z drugiej strony, sprawa go dotyczyła. Mógł wiedzieć lub zauważyć coś kluczowego. Wykluczenie go z poszukiwań nie zdawało się zresztą Shafiqowi… fair. W końcu Rookwood nie był już małym chłopcem.
Na szczęście nie musieli czekać długo – ledwo minutę później rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, a potem kroki Crouchówny, którą Shafiq powitał skinieniem głowy.
- I tak, i nie – odpowiedział na pytanie, wskazując na stos gazet oraz książek leżących na stole. – Znalazłem dwa przypadki śmierci, które mogły, ale nie musiały… być czymś podobnym. Czarodziej zmarł z niewiadomych przyczyn we śnie, czarownicę z kolei znaleziono we własnym łóżku, uduszoną… pytanie, czy to przypadkowe zgony, czy nasz morderca dopadł kogoś jeszcze – mruknął Shafiq. Zaczął od przeglądania nekrologów oraz informacji na temat działań Ministerstwa Magii i te dwie sytuacje zwróciły jego uwagę. Czarodziej mógł jednak chorować, a czarownicę udusił na przykład jakiś krewny albo niezadowolony sąsiad.
- Druga sprawa, analizowałem, dlaczego zostałem wciągnięty w wasze sny, a potem Ulysses trafił do mojego. Jak wynika z tego, co znalazłem dotąd… mogą być najmniej dwa rozwiązania. Od początku próbował pochwycić właśnie nas albo chodzi o coś określanego jako „nici powiązań” – wyjaśnił, odruchowo kładąc dłoń na książce, w której znalazł tę informację. Oczywiście, były zapewne i inne opcje, ale choć Cathal pamiętał każdą książkę, jaką przeczytał, nigdy nie miał ambicji zapoznania się z całą biblioteką Parkinsonów.
- Wiele więcej nie zdążyłem zrobić. Myślę, że możemy zacząć od przeanalizowania, gdzie dokładnie każde z nas było tamtego dnia, co robiło, z kim się spotykało. Może natkniemy się na punkty wspólne. Poza tym… z kim mamy na pieńku – stwierdził. Nie przygotował żadnych list w tym zakresie, bo i nie musiał się martwić, że o czymś zapomniał. - Chyba że któreś z was ma jakiś lepszy pomysł na początek?
Shafiq był pewny siebie, ale też po to zwykle pracował w ekipie, aby mieć różne punkty widzenia i wiedział, że czasem inni miewają dużo lepsze idee niż on. To zebranie nie różniło się w jego oczach od takiego, jakie odbyliby na wykopaliskach.
Sam Shafiq miał nieco mniej oporów – i to zapewne mimo tego, że brał udział w czymś nielegalnym znacznie rzadziej niż Rookwood i na liście jego zbrodni znalazłby się zaledwie jedna kradzież i dwa zgony, przy czym ten drugi dokonany został poza granicami kraju, gdy Cathal miał naprawdę mało opcji poza daniem cię zamordować. „Mniej” nie oznaczało jednak „wcale”. Ulysses był przecież od niego młodszy, do bólu uporządkowany i Cathal wolałby go w to wszystko nie wciągać.
Z drugiej strony, sprawa go dotyczyła. Mógł wiedzieć lub zauważyć coś kluczowego. Wykluczenie go z poszukiwań nie zdawało się zresztą Shafiqowi… fair. W końcu Rookwood nie był już małym chłopcem.
Na szczęście nie musieli czekać długo – ledwo minutę później rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, a potem kroki Crouchówny, którą Shafiq powitał skinieniem głowy.
- I tak, i nie – odpowiedział na pytanie, wskazując na stos gazet oraz książek leżących na stole. – Znalazłem dwa przypadki śmierci, które mogły, ale nie musiały… być czymś podobnym. Czarodziej zmarł z niewiadomych przyczyn we śnie, czarownicę z kolei znaleziono we własnym łóżku, uduszoną… pytanie, czy to przypadkowe zgony, czy nasz morderca dopadł kogoś jeszcze – mruknął Shafiq. Zaczął od przeglądania nekrologów oraz informacji na temat działań Ministerstwa Magii i te dwie sytuacje zwróciły jego uwagę. Czarodziej mógł jednak chorować, a czarownicę udusił na przykład jakiś krewny albo niezadowolony sąsiad.
- Druga sprawa, analizowałem, dlaczego zostałem wciągnięty w wasze sny, a potem Ulysses trafił do mojego. Jak wynika z tego, co znalazłem dotąd… mogą być najmniej dwa rozwiązania. Od początku próbował pochwycić właśnie nas albo chodzi o coś określanego jako „nici powiązań” – wyjaśnił, odruchowo kładąc dłoń na książce, w której znalazł tę informację. Oczywiście, były zapewne i inne opcje, ale choć Cathal pamiętał każdą książkę, jaką przeczytał, nigdy nie miał ambicji zapoznania się z całą biblioteką Parkinsonów.
- Wiele więcej nie zdążyłem zrobić. Myślę, że możemy zacząć od przeanalizowania, gdzie dokładnie każde z nas było tamtego dnia, co robiło, z kim się spotykało. Może natkniemy się na punkty wspólne. Poza tym… z kim mamy na pieńku – stwierdził. Nie przygotował żadnych list w tym zakresie, bo i nie musiał się martwić, że o czymś zapomniał. - Chyba że któreś z was ma jakiś lepszy pomysł na początek?
Shafiq był pewny siebie, ale też po to zwykle pracował w ekipie, aby mieć różne punkty widzenia i wiedział, że czasem inni miewają dużo lepsze idee niż on. To zebranie nie różniło się w jego oczach od takiego, jakie odbyliby na wykopaliskach.