Uniósł brwi, słysząc dalszą porcję wyjaśnień siostry. Stworzenie, które potrafiło imitować głosy przeciwnej płci? To było nieco niestandardowe. Idealny mechanizm mający na celu zwabienie osób, które faktycznie chciały komuś pomóc. Podszyty magią zauroczenia fałszywy sygnał ratunkowy. To zdecydowanie podpadało pod jakiś paragraf i złamanie zasad dotyczący niesprowokowanej agresji.
— Przydałby nam się teraz jakiś ekspert od magicznych stworzeń w rodzinach. Jeden z niewielu minusów posiadania rodziny o określonym profilu zawodowym; praktycznie wszyscy tkwimy w tym samym miejscu pracy. — Pokręcił zmartwiony głową. Dobrze, że przynajmniej mieli Danielle, która zdecydowała się zostać medykiem. To musiało być bardziej bezpieczne od pchania się w objęcia niebezpieczeństwa od rana do wieczora w ramach wezwań obywateli.
Uśmiechnął się pod nosem.
— To jestem w stanie zrobić — stwierdził bez większego wahania. Zajęcie domowników rozmową na kilka minut nie powinno stanowić wielkiego problemu, prawda? Najwyżej trochę nazmyśla lub zgrabnie ominie ten najbardziej niepokojący fragment ich wypadu. W ostateczności, jeśli zauważą, że Brenna wygląda, jakby wróciła z basenu, powie, że strzelił w nią Aguamenti. Takie hehe porachunki rodzeństwa. — To prawda. Do pełnego zestawu brakuje ci już tylko umiejętności przenikania przez ściany. Wtedy byłabyś już niepokonana.
Podniósł się zgrabnie na obie nogi, po czym poprowadził siostrę w kierunku nieco dzikiej, jak na jego wyrafinowany gust, plaży. Dalej starał się uporządkować w głowie wszystkie fakty. Dwie osoby wiedziały już o zagrożeniu, wpłynęło jako-takie oficjalne zawiadomienie, a dalej nie podjęto żadnych działań? Czyżby departament był aż tak zapracowany, że nie mógł nawet posłać jednego przedstawiciela, aby zbadał sprawę? A może faktycznie w dziale wodnych stworzeń siedział jakiś oszołom, który wierzył, że istot nie powinno się przemieszczać z ich aktualnego środowiska? Erik aż się podirytował na samą myśl o takim scenariuszu.
— Mogę pójść na to ustępstwo — powiedział powoli, ważąc każde słowo i uważnie obserwując reakcję Brenny. — W sumie, może powinniśmy wziąć jeszcze kilka porcji? Wiesz... Dla odwrócenia uwagi. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Jak wyłożę na stół kilka tacek z goframi, to na pewno na chwilę zapomną, żeby spytać, jak ci się spacerowało. Potem jeszcze obowiązkowa herbata do słodkości i wszystko pójdzie jak z płatka.
Na całe szczęście pieniędzy im nie brakowało, toteż mogli sobie pozwolić na taki zakup. A ceny z takich budek musiały być nieco horrendalne. Sezon się jeszcze nie zaczął, więc właściciele stoisk mogli żerować na odwiedzających to miejsce ludziach jeszcze bardziej niż w środku gorącego lata. W każdym razie, po pozbyciu się kilku banknotów z portfela, rodzeństwo Longbottom udało się z zakupami w ustronne miejsce, aby koniec końców zniknąć z cichym pyknięciem i przenieść się w tak dobrze znane im tereny Doliny Godryka.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞