29.10.2022, 15:53 ✶
Czasem dostrzeżenie cudzej aury wymagało od Perseusa skupienia, na które nie był w stanie się zdobyć w tamtym momencie. Całą energię, którą zazwyczaj przeznaczał na logiczne myślenie, oddelegował teraz do studzenia swojego entuzjazmu, który nakazywał mu piszczeć i przebierać nogami z radości.
A potem poczuł się, jakby dostał obuchem w głowę. Nazwała jego pasję mało istotną! A pomyśleć, że jeszcze przyniósł jej kwiaty... To jednak nie był koniec.
Eunice była w ciąży.
Poczuł, jak cała krew odpływa mu z twarzy, jak jego uśmiech gaśnie. Ściągnął brwi, przyglądając się jej badawczo. Nie cieszyła się? To przecież kolejna dobra wiadomość! Wprawdzie wyszło trochę wcześniej, niż planowali, lecz to nic złego — gdyby wszyscy czarodzieje decydowali się na dzieci w najodpowiedniejszym momencie, czystokrwiste rody zapewne już dawno by wymarły. Zawsze bowiem znajdowała się przeszkoda, by odłożyć na później decyzję o powiększeniu rodziny. Czyżby to lęk przed nieznanym sprawiał, że Eunice nie była w stanie spojrzeć na tę sytuację w inny sposób? A może to nieprzyjemne dolegliwości związane z jej stanem obdzierały ją z radości wyczekiwania?
A może... może...
— Z kim? — wydusił wreszcie, co było dużym postępem, zważywszy na to, że niektórzy mężczyźni zwykli pytać "jak do tego doszło". Perseus jednak był człowiekiem raczej inteligentnym, a na pewno już wykształconym, zatem doskonale wiedział w jaki sposób powstają dzieci.
Nie było zresztą w jego dyktowanym szokiem pytaniu złych zamiarów — jeszcze przed ślubem zasugerował Eunice, że nie będzie jej zatrzymywał, jeżeli zdecyduje się pójść inną drogą. Wprawdzie podczas tej zaprawianej alkoholem rozmowy przebąkiwała coś o miłości i wierności małżeńskiej, ale to było prawie rok temu, więc kto by to teraz pamiętał? Poza tym, zawsze mogło jej się odwidzieć, a spędzający całe dnie w pracy mąż stwarzał idealne warunki dla rozwoju nowych znajomości. Poza tym, było mu to nawet na rękę; nie chciał przekazywać kolejnemu pokoleniu ziarna choroby, którą sam nosił w sobie. Wprawdzie dziecko, w którego żyłach nie płynęła czarna krew mogło budzić pewne pytania, lecz przecież zawsze mógł mile łechtać ego swego teścia i odpowiadać z uśmiechem, że geny Malfoyów najwyraźniej były silniejsze.
Z jakiegoś powodu jednak wizja ta sprawiła, że ostre igiełki zazdrości wbiły się w klatkę piersiową.
— Przepraszam — zreflektował się.
A potem poczuł się, jakby dostał obuchem w głowę. Nazwała jego pasję mało istotną! A pomyśleć, że jeszcze przyniósł jej kwiaty... To jednak nie był koniec.
Eunice była w ciąży.
Poczuł, jak cała krew odpływa mu z twarzy, jak jego uśmiech gaśnie. Ściągnął brwi, przyglądając się jej badawczo. Nie cieszyła się? To przecież kolejna dobra wiadomość! Wprawdzie wyszło trochę wcześniej, niż planowali, lecz to nic złego — gdyby wszyscy czarodzieje decydowali się na dzieci w najodpowiedniejszym momencie, czystokrwiste rody zapewne już dawno by wymarły. Zawsze bowiem znajdowała się przeszkoda, by odłożyć na później decyzję o powiększeniu rodziny. Czyżby to lęk przed nieznanym sprawiał, że Eunice nie była w stanie spojrzeć na tę sytuację w inny sposób? A może to nieprzyjemne dolegliwości związane z jej stanem obdzierały ją z radości wyczekiwania?
A może... może...
— Z kim? — wydusił wreszcie, co było dużym postępem, zważywszy na to, że niektórzy mężczyźni zwykli pytać "jak do tego doszło". Perseus jednak był człowiekiem raczej inteligentnym, a na pewno już wykształconym, zatem doskonale wiedział w jaki sposób powstają dzieci.
Nie było zresztą w jego dyktowanym szokiem pytaniu złych zamiarów — jeszcze przed ślubem zasugerował Eunice, że nie będzie jej zatrzymywał, jeżeli zdecyduje się pójść inną drogą. Wprawdzie podczas tej zaprawianej alkoholem rozmowy przebąkiwała coś o miłości i wierności małżeńskiej, ale to było prawie rok temu, więc kto by to teraz pamiętał? Poza tym, zawsze mogło jej się odwidzieć, a spędzający całe dnie w pracy mąż stwarzał idealne warunki dla rozwoju nowych znajomości. Poza tym, było mu to nawet na rękę; nie chciał przekazywać kolejnemu pokoleniu ziarna choroby, którą sam nosił w sobie. Wprawdzie dziecko, w którego żyłach nie płynęła czarna krew mogło budzić pewne pytania, lecz przecież zawsze mógł mile łechtać ego swego teścia i odpowiadać z uśmiechem, że geny Malfoyów najwyraźniej były silniejsze.
Z jakiegoś powodu jednak wizja ta sprawiła, że ostre igiełki zazdrości wbiły się w klatkę piersiową.
— Przepraszam — zreflektował się.