02.05.2023, 03:01 ✶
Słowa Dio nieco ostudziły jego zapał do bójki. Jasne, z ich dwójki to on był tym silniejszym, ale ona znała jakieś pojebane sztuki walki i inne szalone ruchy zapaśnicze. Wciąż pamiętał, jak przez kilka dni bolały go plecy po tym, jak raz przerzuciła go przez ramię. Nieszczególnie miłe doświadczenie, którego wolał nie powtarzać. Wciąż jednak nie miał zamiaru dawać sobą pomiatać, w szczególności przy ludziach.
— Dobrze wiesz, że z Tobą się napierdalać nie będę, bo bije się frajerów, a nie ziomeczków. Poza tym nie podskakuję Tob... — nagle urwał, w połowie zdania orientując się, że siostra w sumie miała tutaj rację. — No dobra, trochę mnie poniosło. Sorry mordeczko — dokończył, rzucając jej przepraszające spojrzenie, które zaraz na nowo zmieniło się w poirytowanie, gdy Cameron postanowił się odezwać. Oj kusiło go, żeby prawym prostym albo lewym sierpowym wybić kilka tych ślicznych, białych ząbków. Gdyby nie Dio broniąca go przed gniewem Billy'ego, zdecydowanie nie byłby taki cwany.
Każde kolejne wypowiedziane przez niego słowo wprawiało go w większe poddenerwowanie. Do jasnej cholery, jakim cudem Heather zadawała się z kimś takim jak on? No naprawdę, gdzieś po drodze musiała stracić nie tylko rozum, ale jeszcze gust.
— Chuj jeden to jest z Ciebie, konusie — warknął Billy, nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w sumie to był nieco niższy od przeciwnika. Cóż, nigdy nie był najlepszy z matmy. W sumie to z niewielu przedmiotów był... chociażby przeciętny.
Nieświadomość, z którą obnosił się Lupin, działała na niego niczym płachta na byka. Wpadł, przeprosił??? A co kogo kurwa obchodziło to, że w niego wszedł. Fletcher nie był jakimś lamusem, żeby przejmować się takimi pierdołami. Obchodziło go za to, że ten frajer zadawał się z dziewczyną, która kilka lat temu dała mu kosza. I nie, fakt, że od tego czasu przespał się z naprawdę solidną ilością osób, w żadnym stopniu tego nie umniejszał. Billy'emu wciąż było przykro!
Kusiło go przypierdzielić mu w nos, ale wiedział, że z siostrą na karku w tej chwili mógł zrobić wielkie pstro. Trzeba więc było zdobyć jej wsparcie, a przecież byli bliźniakami. Na pewno stanie po jego stronie, prawda? Prawda?
Jak się okazało, takiego wała jak Anglia cała.
Na jego twarzy wymalowało się absolutne zdumienie i kurewsko duże oburzenie, gdy siostra zaczęła z nim flirtować. I TEN JESZCZE NA TO ODPOWIEDZIAŁ. W tej chwili był wręcz czerwony ze złości.
— W policzek lub czoło to ja Ci mogę przypierdolić, typie. Wara od mojej siostry, bo Cię wypcham i nad kominkiem postawię. A na moje względy nawet nie licz. Za wysokie progi na Twoje nogi — łypnął do niego i nawet zrobił krok w jego stronę, ale Dio wciąż blokowała mu przejście.
Na początku nie chciał się z nią bić, ale jej kolejne słowa sprawiały, że zaczynał mieć ochotę na kolejny rewanż. Nie lubił, gdy się z niego naśmiewała. W szczególności, gdy chodziło o nią.
— Po kurwa pierwsze — tak, chodzi o nią. Po drugie — weź mnie kurwa nie obrażaj. Nie odbił. Że niby ktoś taki by ze mną wygrał??? Proszę Cię, nie obrażaj mnie stara — mówił podniesionym głosem, mocno przy tym gestykulując, pokazując to na siebie, to na Camerona. No przecież oczywistym było, który z nich był lepszą partią.
— NO I PO TRZECIE. Co to niby znaczy, że żadne osiągnięcie i wyzwanie? Jestem zajebisty w podrywaniu i dobrze o tym wiesz. Od kogo brałaś porady, gdy chciałaś wyrwać tamtą laskę na ostatnich mistrzostwach świata w quidditchu, co? Kto Ci robił za skrzydłowego i spławił tamtego typa? JA. Także prosiłbym o nieco więcej szacunku i wsparcia. Ponoć jesteś moją siostrą, także nie wiem — może kurwa stań po mojej stronie? — Wszystko to wyrzucił z siebie niemal na jednym oddechu, także gdy skończył, złapał kilka łapczywych oddechów. W tej chwili był tak bardzo zaabsorbowany siostrą, że nawet zapomniał na chwilę o towarzyszącym im chłopaku.
— Dobrze wiesz, że z Tobą się napierdalać nie będę, bo bije się frajerów, a nie ziomeczków. Poza tym nie podskakuję Tob... — nagle urwał, w połowie zdania orientując się, że siostra w sumie miała tutaj rację. — No dobra, trochę mnie poniosło. Sorry mordeczko — dokończył, rzucając jej przepraszające spojrzenie, które zaraz na nowo zmieniło się w poirytowanie, gdy Cameron postanowił się odezwać. Oj kusiło go, żeby prawym prostym albo lewym sierpowym wybić kilka tych ślicznych, białych ząbków. Gdyby nie Dio broniąca go przed gniewem Billy'ego, zdecydowanie nie byłby taki cwany.
Każde kolejne wypowiedziane przez niego słowo wprawiało go w większe poddenerwowanie. Do jasnej cholery, jakim cudem Heather zadawała się z kimś takim jak on? No naprawdę, gdzieś po drodze musiała stracić nie tylko rozum, ale jeszcze gust.
— Chuj jeden to jest z Ciebie, konusie — warknął Billy, nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w sumie to był nieco niższy od przeciwnika. Cóż, nigdy nie był najlepszy z matmy. W sumie to z niewielu przedmiotów był... chociażby przeciętny.
Nieświadomość, z którą obnosił się Lupin, działała na niego niczym płachta na byka. Wpadł, przeprosił??? A co kogo kurwa obchodziło to, że w niego wszedł. Fletcher nie był jakimś lamusem, żeby przejmować się takimi pierdołami. Obchodziło go za to, że ten frajer zadawał się z dziewczyną, która kilka lat temu dała mu kosza. I nie, fakt, że od tego czasu przespał się z naprawdę solidną ilością osób, w żadnym stopniu tego nie umniejszał. Billy'emu wciąż było przykro!
Kusiło go przypierdzielić mu w nos, ale wiedział, że z siostrą na karku w tej chwili mógł zrobić wielkie pstro. Trzeba więc było zdobyć jej wsparcie, a przecież byli bliźniakami. Na pewno stanie po jego stronie, prawda? Prawda?
Jak się okazało, takiego wała jak Anglia cała.
Na jego twarzy wymalowało się absolutne zdumienie i kurewsko duże oburzenie, gdy siostra zaczęła z nim flirtować. I TEN JESZCZE NA TO ODPOWIEDZIAŁ. W tej chwili był wręcz czerwony ze złości.
— W policzek lub czoło to ja Ci mogę przypierdolić, typie. Wara od mojej siostry, bo Cię wypcham i nad kominkiem postawię. A na moje względy nawet nie licz. Za wysokie progi na Twoje nogi — łypnął do niego i nawet zrobił krok w jego stronę, ale Dio wciąż blokowała mu przejście.
Na początku nie chciał się z nią bić, ale jej kolejne słowa sprawiały, że zaczynał mieć ochotę na kolejny rewanż. Nie lubił, gdy się z niego naśmiewała. W szczególności, gdy chodziło o nią.
— Po kurwa pierwsze — tak, chodzi o nią. Po drugie — weź mnie kurwa nie obrażaj. Nie odbił. Że niby ktoś taki by ze mną wygrał??? Proszę Cię, nie obrażaj mnie stara — mówił podniesionym głosem, mocno przy tym gestykulując, pokazując to na siebie, to na Camerona. No przecież oczywistym było, który z nich był lepszą partią.
— NO I PO TRZECIE. Co to niby znaczy, że żadne osiągnięcie i wyzwanie? Jestem zajebisty w podrywaniu i dobrze o tym wiesz. Od kogo brałaś porady, gdy chciałaś wyrwać tamtą laskę na ostatnich mistrzostwach świata w quidditchu, co? Kto Ci robił za skrzydłowego i spławił tamtego typa? JA. Także prosiłbym o nieco więcej szacunku i wsparcia. Ponoć jesteś moją siostrą, także nie wiem — może kurwa stań po mojej stronie? — Wszystko to wyrzucił z siebie niemal na jednym oddechu, także gdy skończył, złapał kilka łapczywych oddechów. W tej chwili był tak bardzo zaabsorbowany siostrą, że nawet zapomniał na chwilę o towarzyszącym im chłopaku.