02.05.2023, 03:01 ✶
Pomimo tego, że zaoferował jej butelkę, wciąż miał mieszane odczucia. Względem niej, tej rozmowy, kurwa całej ich relacji. Bo przecież kiedyś była mu bliska i to naprawdę mocno. Przez kilka dobrych lat spędzał z nią tak naprawdę większość dostępnego czasu. Na lekcjach, przerwach, a w weekendy to już w ogóle. Tak po prawdzie to chyba nigdy wcześniej i później nie było dziewczyny, na której zależałoby mu aż tak mocno. Jasne, zdarzało mu się robić błyskotki, żeby się popisać, ale pierścionek wykuł tylko jej. I został odrzucony. Przez zakochany po uszy umysł nie przeszło wtedy przez myśl, że mogła mu odmówić, a gdy tak się stało... cóż, nie zniósł tego najlepiej. Urwał kontakt, chcąc o niej zapomnieć, co w ostatecznym rachunku niewiele zmieniło. Wciąż o niej myślał, nawet po kilku latach. Jasne, teraz nie było to już tak mocne i częste, ale jeśli jakimś cudem wrócił do tych wydarzeń — gniew, smutek i złość wciąż dawały o sobie znać.
Ze względu na to sumiennie jej unikał. Aż do dzisiaj, gdy przypadkiem natrafił na nią w Kotle.
Wysłuchał jej wytłumaczenia względem quidditcha, marszcząc przy tym nieco brwi. Z racji na stan, słuchanie ze zrozumieniem było pewnym wyzwaniem, ale poszło mu całkiem nieźle, o czym mogło świadczyć oburzenie, które wymalowało się na jego twarzy.
— Zaraz zaraz, co? Ich faktycznie pojebało. Przecież w szkole nie mieliśmy lepszego gracza niż Ty. I co, niby ktoś tam jest od Ciebie lepszy?? Popierdoliło ich tam do reszty. No ale skoro lubią przegrywać — dokończył, machając przy tym rękoma na prawo i lewo. Z racji na to, że w jednej z nich wciąż trzymał kufel, trochę ochlapał otoczenie. Nie zwrócił na to jednak uwagi, całkowicie zaabsorbowany poruszanym tematem.
— Zrezygnowałaś, ale... wrócisz? Czy na serio chcesz być... nie wiem. BUMowcem? Aurorem? Ministrem magii? — spytał jeszcze, zerkając na nią z zaciekawieniem. Heather Wood bagietą. Do czego to doszło. Kusiło go dodać jakiś kąśliwy komentarz, ale ostatecznie się powstrzymał. Może nie było co jątrzyć tego tematu. O zgrozo alkohol zdawał się dodawać mu nieco szarych komórek. Nawet procenty nie działały poprawnie w jego przypadku.
Gdy się przysunęła, w pierwszej chwili chciał uciec, ale zagryzł zęby i wziął kilka głębszych oddechów. W głowie wciąż krążyły mu wykrzyczane przed chwilą słowa, ale w sumie to nie chciał stąd iść. I pomimo złej krwi, nie chciał kończyć tej rozmowy. Cholera, naprawdę mu jej brakowało.
Gdy barman podsunął im butelki, otworzył jedna z nich, nalewając trochę trunku do jej i swojej szklanki.
Zbierając myśli, pociągnął solidny łyk. Gorzki, mocny trunek przeleciał przez jego gardło, pozostawiając za sobą palące, przyjemne uczucie. W sumie może jednak fajnie byłoby to jakoś naprawić? — Wiem, że... no wiesz, przed chwilą odwalałem cyrki, ale może chciałabyś czasem... nie wiem, pogadać? Napić się razem? — zaczął niemrawo, unikając przy tym kontaktu wzrokowego. Nie był zbyt dobry w okazywaniu uczuć, a te w tej chwili wręcz się z niego wylewały. Ciężko ocenić, co było tego powodem. Alkohol, który wywołał u niego poczucie winy i tęsknotę za przeszłością, czy może faktyczna zmiana poglądów. Niezależnie od wszystkiego — słowa, które teraz rzucał były jak najbardziej szczere i prawdziwe. Odpowiedź zapewne dostarczy jutro, gdy będzie nieco bardziej trzeźwy.
— W każdym razie, fajnie jest znowu razem posiedzieć. I się napić. Dalej pamiętam, jak w Hogsmeade podkradaliśmy alkohol zza lady. Fajnie było. Nawet kremowe piwo smakowało tam lepiej — rzucił, po czym głośno westchnął.
— Kurwa, robię się strasznie sentymentalny po alkoholu. Sorry mordeczko, zaraz przestanę. Jeszcze puścisz pawia od całej tej uroczości — dodał nagle po dłuższym wpatrywaniu się w blat baru. — Może weźmiemy jeszcze po butelce i pójdziemy w plener? W sensie... o ile Ci można? Panie władzo? — rzucił nieco żartobliwie, rzucając jej przy tym wyzwanie spojrzeniem. Ciekawiło go, czy zostało w niej jeszcze coś z dawnej Heather, która za nic miała sobie zasady.
— A jeśli nie na zewnątrz, usiądźmy chociaż przy którymś bocznym stoliku. Ludzie się nam przyglądają i jest to BYĆ MOŻE wina mojego wcześniejszego zachowania — dodał, gdy rozejrzał się po knajpie. Wciąż jednak miał nadzieję na to, że się stąd zmyją.
Ze względu na to sumiennie jej unikał. Aż do dzisiaj, gdy przypadkiem natrafił na nią w Kotle.
Wysłuchał jej wytłumaczenia względem quidditcha, marszcząc przy tym nieco brwi. Z racji na stan, słuchanie ze zrozumieniem było pewnym wyzwaniem, ale poszło mu całkiem nieźle, o czym mogło świadczyć oburzenie, które wymalowało się na jego twarzy.
— Zaraz zaraz, co? Ich faktycznie pojebało. Przecież w szkole nie mieliśmy lepszego gracza niż Ty. I co, niby ktoś tam jest od Ciebie lepszy?? Popierdoliło ich tam do reszty. No ale skoro lubią przegrywać — dokończył, machając przy tym rękoma na prawo i lewo. Z racji na to, że w jednej z nich wciąż trzymał kufel, trochę ochlapał otoczenie. Nie zwrócił na to jednak uwagi, całkowicie zaabsorbowany poruszanym tematem.
— Zrezygnowałaś, ale... wrócisz? Czy na serio chcesz być... nie wiem. BUMowcem? Aurorem? Ministrem magii? — spytał jeszcze, zerkając na nią z zaciekawieniem. Heather Wood bagietą. Do czego to doszło. Kusiło go dodać jakiś kąśliwy komentarz, ale ostatecznie się powstrzymał. Może nie było co jątrzyć tego tematu. O zgrozo alkohol zdawał się dodawać mu nieco szarych komórek. Nawet procenty nie działały poprawnie w jego przypadku.
Gdy się przysunęła, w pierwszej chwili chciał uciec, ale zagryzł zęby i wziął kilka głębszych oddechów. W głowie wciąż krążyły mu wykrzyczane przed chwilą słowa, ale w sumie to nie chciał stąd iść. I pomimo złej krwi, nie chciał kończyć tej rozmowy. Cholera, naprawdę mu jej brakowało.
Gdy barman podsunął im butelki, otworzył jedna z nich, nalewając trochę trunku do jej i swojej szklanki.
Zbierając myśli, pociągnął solidny łyk. Gorzki, mocny trunek przeleciał przez jego gardło, pozostawiając za sobą palące, przyjemne uczucie. W sumie może jednak fajnie byłoby to jakoś naprawić? — Wiem, że... no wiesz, przed chwilą odwalałem cyrki, ale może chciałabyś czasem... nie wiem, pogadać? Napić się razem? — zaczął niemrawo, unikając przy tym kontaktu wzrokowego. Nie był zbyt dobry w okazywaniu uczuć, a te w tej chwili wręcz się z niego wylewały. Ciężko ocenić, co było tego powodem. Alkohol, który wywołał u niego poczucie winy i tęsknotę za przeszłością, czy może faktyczna zmiana poglądów. Niezależnie od wszystkiego — słowa, które teraz rzucał były jak najbardziej szczere i prawdziwe. Odpowiedź zapewne dostarczy jutro, gdy będzie nieco bardziej trzeźwy.
— W każdym razie, fajnie jest znowu razem posiedzieć. I się napić. Dalej pamiętam, jak w Hogsmeade podkradaliśmy alkohol zza lady. Fajnie było. Nawet kremowe piwo smakowało tam lepiej — rzucił, po czym głośno westchnął.
— Kurwa, robię się strasznie sentymentalny po alkoholu. Sorry mordeczko, zaraz przestanę. Jeszcze puścisz pawia od całej tej uroczości — dodał nagle po dłuższym wpatrywaniu się w blat baru. — Może weźmiemy jeszcze po butelce i pójdziemy w plener? W sensie... o ile Ci można? Panie władzo? — rzucił nieco żartobliwie, rzucając jej przy tym wyzwanie spojrzeniem. Ciekawiło go, czy zostało w niej jeszcze coś z dawnej Heather, która za nic miała sobie zasady.
— A jeśli nie na zewnątrz, usiądźmy chociaż przy którymś bocznym stoliku. Ludzie się nam przyglądają i jest to BYĆ MOŻE wina mojego wcześniejszego zachowania — dodał, gdy rozejrzał się po knajpie. Wciąż jednak miał nadzieję na to, że się stąd zmyją.