02.05.2023, 16:31 ✶
Dostrzegając jego spojrzenie i uniesioną brew na rzucony przez nią komentarz zaraz po tym, jak znów przeistoczył się na chwilę w Niedźwiedzia, przez chwilę zastanawiała się, czy nie powiedziała czegoś złego. - No tak, nie każdy ma podejście do dzieci i lubi dzieci. Nie wspomnę o wywoływaniu ich śmiechu. - odpowiedziała jedynie ze wzruszeniem ramion, cały czas z uśmiechem i błyskiem w oczach, zaraz jednak powędrowała wzrokiem na znikające w tłumie dzieciaki. Roześmiane i zadowolone, tak, jak powinno być. Nie sugerowała mu od razu, że powinien już, natychmiast zakładać rodzinę, ale w przyszłości, gdy przyjdzie odpowiedni moment, chęci i okoliczności, to Nordgersim się naprawdę w roli odnajdzie. Kolejne urocze oblicze, ale nie dodała już tego głośno.
- No patrz, przejrzałeś mnie. Nie lubię być na Islandii bez Ciebie, to zaraz robisz sobie krzywdę, gdy tracę Cię z oczu. Ups. - wywróciła oczami, powstrzymując roześmianie się i czekoladowe tęczówki wróciły z jego twarzy na dłoń, gdzie kończyła przewiązywać materiał. - To chyba tradycja się zrobi z tą nocą. - dodała jeszcze, przyglądając się chwilę swojemu dziełu, obracając jego dłoń w swoich palcach, zanim z zadowoleniem dała mu spokój i odsunęła się pół kroku. Wciąż nie była w stanie zrozumieć, jak mógł sobie zrobić krzywdę przez te kilka minut, ale tak to już z nim chyba było.
Była niestety głupio odważna, nie myślała w ogóle o zagrożeniu i często wplątywała się w kłopoty — gubiła, wywracała. Lęk czasem przychodził z opóźnieniem, ale starała się go nie pokazywać i zwalczać, bo wpływał na osąd i na postrzeganie świata, a nie chciała go widzieć w złych barwach. Nie miała pojęcia, co musiałoby się stać, żeby przestraszyła się stojącego naprzeciw blondyna, ale posłane przez niego spojrzenie w jakiś sposób ucinało jej argumenty i chęć dyskusji. Nie umiała znaleźć w sobie wytłumaczenia, które usprawiedliwiłoby jej ucieczkę wzrokiem, bo przecież to Pandora zwykle dominowała w relacjach, miała bardzo trudny do okiełznania temperament.
- Nie boisz się, że sobie dodam i będę chciała lepszą nagrodę? - zapytała figlarnie, zanim uniosła dłonie i pokiwała nimi w powietrzu w sposób, który miał sugerować mu, żeby się nie martwił. - Żartuje, nie zrobiłabym tak. Nieuczciwie zdobyta, nie jest wcale satysfakcjonującą. No przecież obiecałam, że będę grzeczna i obędzie się bez topienia, tuszowania morderstwa i innych scenariuszy, które sobie wymyśliłeś w międzyczasie.
Zapewniła go jeszcze, starając się wszelkie obrazy związane z wodą usunąć sprzed swoich oczu. Skoro powiedziała mu tak pewnie, że jest twarda i wytrzymała, nie mogła się bać zbiorników wodnych, a jak już na jakieś trafią, wtedy będzie się martwiła. Nie ma co gdybać, jeśli nie stoi się twarzą w twarz z zagrożeniem.
- Myślę, że wykorzystałeś swój limit na najbliższy rok przynajmniej. Musiałbyś mieć naprawdę pecha, żeby trafić na więcej, a jeszcze, gdyby były takie, jak ja, to obawiam się, mój Drogi Niedźwiadku, mogłoby się to źle skończyć. - przesunęła palcami po swojej szyi w zamyśleniu, widocznie mając przed oczami wizję mężczyzny, który spotkał w lesie dwie następne owce, jeszcze bardziej gadatliwe, niż ona. Nie miałyby jednak abraksana, tego była pewna.
- Jesteś więc dzieckiem Lithy, czy mówisz o swoim rodzeństwie? - zapytała jedynie, przez chwilę tkwiąc z głową odwróconą przez ramię i lustrując plecy ludzi, którzy chwilę wcześniej ich mijali. Nie było nic złego w scenariuszu, który dla nich przewidział. Na jego słowa, odchyliła głowę nieco do tyłu, wpatrując się w niebo i wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, które połączyła z westchnięciem. - To nie takie proste, jak myślisz. Poza tym nie zwariowałbyś, widując mnie kilka razy w tygodniu?
Nie miała swojego miejsca, a zawsze potrzebowała powodu, aby zostać. Być może Islandia faktycznie byłaby dobrym miejscem na jakiś dom, bardziej stabilny niż namiot i mogłaby zauroczyć ją w swojej codzienności na tyle, żeby nie chciała z niej wyjeżdżać, ale nie miała odwagi podjąć tej decyzji. Tkwiła w ruchu, odkąd opuściła Hogwart, nawet w rodzinnej posiadłości nie czuła się, jak u siebie. Nie umiała wyobrazić sobie siebie, jako części społeczności, zwłaszcza tak poukładanej i pełnej tradycji, jak ta, ale na dobrą sprawę, nie powinna tego próbować robić, dopóki nie spróbuje. Wyprostowała głowę, wbijając spojrzenie w jego plecy. - Musiałabym mieć powód.
Wiedziała, że spojrzy na nią w ten sposób, gdy tylko zauważy ten krótki przystanek, przed którym nie mogła się powstrzymać. Marze, też spodobałoby się na tych wrzosowiskach. Nie chciała przerywać jego opowieści, nie chciała też zwalniać, nawet jeśli czasem odrobinę musiała nadgonić, jeśli akurat się na coś zagapiła.
Nie odpowiedziała na jego oburzenie, przyglądając się uważnie tej nieszczęsnej wodzie, która znalazła się tu zupełnie niespodziewanie. Nie pomyślała przecież o tym, ile tu było strumyków i rzeczek, które wypływały z górzystych terenów lub podziemnych źródeł, odnajdując ujście w oceanie. Naprawdę, załamywała ją czasem własna głupota, która objawiała się w najgorszy sposób — na rzeczach prostych i oczywistych, bo gdy było coś skomplikowanego, jak na przykład otworzenie skrzyneczki sprzed czterystu lat, radziła sobie doskonale. Odgłos rozchlapującej się wody sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz i nawet nie podniosła wzroku z tych głupich kamieni, żeby sprawdzić, czy nic mu się nie stało. Wzięła głębszy oddech, zaciskając palcami materiał sukienki, chociaż ten uciekał spomiędzy nich i wbijała paznokcie w skórę. Da radę, to tylko mały strumyk i kamyczki.
- Nie ma dobrej wyprawy bez przygód. - zauważyła jedynie bez charakterystycznego dla siebie, pełnego entuzjazmu brzmienia, wchodząc na pierwszy z kamyczków powolnie. Nie mogło przecież pójść źle. I nawet poczuła ten entuzjazm, gdy udało się jej przejść na drugi, chociaż były cholernie śliskie i płaskie, wygładzone przez lata, gdy przemykała po nich woda. A potem już po prostu zacisnęła oczy, zacisnęła usta i wstrzymała oddech, nie wydając z siebie żadnego krzyku, dźwięku. Nie umiała zupełnie ze strachu wrzeszczeć i wydawać tych niedorzecznie wysokich decybeli. Woda była zimna, głębsza, niż sądziła, co wywołało kolejną falę paniki i sparaliżowania, była pewna, że stanęło jej na kilka chwil serce, gdy poczuła pod stopami nierówne dno. Była niższa od niego prawie dwadzieścia centymetrów, wiec jej woda sięgała do piersi, porywając nawet trochę tkwiącego na ramieniu warkocza. Dobrze, że brunetka umiała długo wstrzymywać oddech, bo całkiem zapomniała, jak się oddycha, tkwiąc jak słup soli. Coś do niej mówił, ale nie mogła skupić się na słowach, wsłuchując się w szum wody.
Prawdę mówiąc, to nie miała pojęcia, jak znalazła się na drugim brzegu, jednak dopiero czując grunt pod stopami i chłodny, cieknący wodą materiał sukienki przyklejony do skóry, mogła wypuścić powietrze z płuc. Zamrugała kilkakrotnie, unosząc wolną dłoń do twarzy i przecierając oczy, później klepnęła się w policzek. Musiała wziąć się w garść. Cofnęła dłoń gwałtownie, gdy zauważyła, jak mocno go ściskała palcami, prawdopodobnie wbijając też paznokcie w skórę, podobnie jak w swoje dłonie wcześniej- Ojej, przepraszam. Nic Ci nie zrobiłam? - zapytała, jak gdyby nigdy nic, siląc się na naturalny dla siebie ton głos. Złapała za materiał, podwijając go do połowy ud i wyciskając z niego wodę, roześmiała się pogodnie. - To nic takiego, nie denerwuj się tak, bo mi na serce zejdziesz. Nie zostaliśmy z niczym, prawda? A miód mieliśmy już okazję pić.
Podążyła za jego palcem, unosząc głową i odnajdując siedzące na skarpie ptaki, uśmiechnęła się z zachwytem, a blade policzki nabrały nawet więcej koloru. Miała z tyłu głowy pewne obawy związane z jedną ze swoich przypadłości — o dziwo nie z brakiem umiejętności pływania, ale taką, która rzekomo potrafiła pojawić się przy silnym stresie i naprawdę modliła się do Merlina, wszystkich Bogów i przede wszystkim matki natury, aby teraz przypadkiem się nie ujawniła, bo była przekonana, że wtedy to dopiero ją zabije. Ciężko było oderwać wzrok od zajętych sobą stworzeń, ale odwróciła głowę w jego stronę, przyglądając mu się uważnie, nawet wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, jednak ostatecznie zamknęła usta, pokręciła głową i zostawiła w spokoju trzymany w rękach materiał, wychodząc z kałuży, którą zrobiła. - Nie wyglądają, na przejęte naszą obecnością. - zauważyła nieco ciszej, przerywając w końcu milczenie i podchodząc do niego, wyciągnęła dłonie. - Daj tej gorzałki, Tobie też dobrze zrobi kilka łyków.
Nie chciała dostarczać mu już więcej zmartwień, nerwów, złości i przede wszystkim problemu, więc uznała, że doskonałym pomysłem będzie kilka łyków wysokoprocentowego trunku. Wtedy zapomni o tym głupim strumyczku, za którym nawet raz nie obejrzała się za siebie.
- No patrz, przejrzałeś mnie. Nie lubię być na Islandii bez Ciebie, to zaraz robisz sobie krzywdę, gdy tracę Cię z oczu. Ups. - wywróciła oczami, powstrzymując roześmianie się i czekoladowe tęczówki wróciły z jego twarzy na dłoń, gdzie kończyła przewiązywać materiał. - To chyba tradycja się zrobi z tą nocą. - dodała jeszcze, przyglądając się chwilę swojemu dziełu, obracając jego dłoń w swoich palcach, zanim z zadowoleniem dała mu spokój i odsunęła się pół kroku. Wciąż nie była w stanie zrozumieć, jak mógł sobie zrobić krzywdę przez te kilka minut, ale tak to już z nim chyba było.
Była niestety głupio odważna, nie myślała w ogóle o zagrożeniu i często wplątywała się w kłopoty — gubiła, wywracała. Lęk czasem przychodził z opóźnieniem, ale starała się go nie pokazywać i zwalczać, bo wpływał na osąd i na postrzeganie świata, a nie chciała go widzieć w złych barwach. Nie miała pojęcia, co musiałoby się stać, żeby przestraszyła się stojącego naprzeciw blondyna, ale posłane przez niego spojrzenie w jakiś sposób ucinało jej argumenty i chęć dyskusji. Nie umiała znaleźć w sobie wytłumaczenia, które usprawiedliwiłoby jej ucieczkę wzrokiem, bo przecież to Pandora zwykle dominowała w relacjach, miała bardzo trudny do okiełznania temperament.
- Nie boisz się, że sobie dodam i będę chciała lepszą nagrodę? - zapytała figlarnie, zanim uniosła dłonie i pokiwała nimi w powietrzu w sposób, który miał sugerować mu, żeby się nie martwił. - Żartuje, nie zrobiłabym tak. Nieuczciwie zdobyta, nie jest wcale satysfakcjonującą. No przecież obiecałam, że będę grzeczna i obędzie się bez topienia, tuszowania morderstwa i innych scenariuszy, które sobie wymyśliłeś w międzyczasie.
Zapewniła go jeszcze, starając się wszelkie obrazy związane z wodą usunąć sprzed swoich oczu. Skoro powiedziała mu tak pewnie, że jest twarda i wytrzymała, nie mogła się bać zbiorników wodnych, a jak już na jakieś trafią, wtedy będzie się martwiła. Nie ma co gdybać, jeśli nie stoi się twarzą w twarz z zagrożeniem.
- Myślę, że wykorzystałeś swój limit na najbliższy rok przynajmniej. Musiałbyś mieć naprawdę pecha, żeby trafić na więcej, a jeszcze, gdyby były takie, jak ja, to obawiam się, mój Drogi Niedźwiadku, mogłoby się to źle skończyć. - przesunęła palcami po swojej szyi w zamyśleniu, widocznie mając przed oczami wizję mężczyzny, który spotkał w lesie dwie następne owce, jeszcze bardziej gadatliwe, niż ona. Nie miałyby jednak abraksana, tego była pewna.
- Jesteś więc dzieckiem Lithy, czy mówisz o swoim rodzeństwie? - zapytała jedynie, przez chwilę tkwiąc z głową odwróconą przez ramię i lustrując plecy ludzi, którzy chwilę wcześniej ich mijali. Nie było nic złego w scenariuszu, który dla nich przewidział. Na jego słowa, odchyliła głowę nieco do tyłu, wpatrując się w niebo i wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, które połączyła z westchnięciem. - To nie takie proste, jak myślisz. Poza tym nie zwariowałbyś, widując mnie kilka razy w tygodniu?
Nie miała swojego miejsca, a zawsze potrzebowała powodu, aby zostać. Być może Islandia faktycznie byłaby dobrym miejscem na jakiś dom, bardziej stabilny niż namiot i mogłaby zauroczyć ją w swojej codzienności na tyle, żeby nie chciała z niej wyjeżdżać, ale nie miała odwagi podjąć tej decyzji. Tkwiła w ruchu, odkąd opuściła Hogwart, nawet w rodzinnej posiadłości nie czuła się, jak u siebie. Nie umiała wyobrazić sobie siebie, jako części społeczności, zwłaszcza tak poukładanej i pełnej tradycji, jak ta, ale na dobrą sprawę, nie powinna tego próbować robić, dopóki nie spróbuje. Wyprostowała głowę, wbijając spojrzenie w jego plecy. - Musiałabym mieć powód.
Wiedziała, że spojrzy na nią w ten sposób, gdy tylko zauważy ten krótki przystanek, przed którym nie mogła się powstrzymać. Marze, też spodobałoby się na tych wrzosowiskach. Nie chciała przerywać jego opowieści, nie chciała też zwalniać, nawet jeśli czasem odrobinę musiała nadgonić, jeśli akurat się na coś zagapiła.
Nie odpowiedziała na jego oburzenie, przyglądając się uważnie tej nieszczęsnej wodzie, która znalazła się tu zupełnie niespodziewanie. Nie pomyślała przecież o tym, ile tu było strumyków i rzeczek, które wypływały z górzystych terenów lub podziemnych źródeł, odnajdując ujście w oceanie. Naprawdę, załamywała ją czasem własna głupota, która objawiała się w najgorszy sposób — na rzeczach prostych i oczywistych, bo gdy było coś skomplikowanego, jak na przykład otworzenie skrzyneczki sprzed czterystu lat, radziła sobie doskonale. Odgłos rozchlapującej się wody sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz i nawet nie podniosła wzroku z tych głupich kamieni, żeby sprawdzić, czy nic mu się nie stało. Wzięła głębszy oddech, zaciskając palcami materiał sukienki, chociaż ten uciekał spomiędzy nich i wbijała paznokcie w skórę. Da radę, to tylko mały strumyk i kamyczki.
- Nie ma dobrej wyprawy bez przygód. - zauważyła jedynie bez charakterystycznego dla siebie, pełnego entuzjazmu brzmienia, wchodząc na pierwszy z kamyczków powolnie. Nie mogło przecież pójść źle. I nawet poczuła ten entuzjazm, gdy udało się jej przejść na drugi, chociaż były cholernie śliskie i płaskie, wygładzone przez lata, gdy przemykała po nich woda. A potem już po prostu zacisnęła oczy, zacisnęła usta i wstrzymała oddech, nie wydając z siebie żadnego krzyku, dźwięku. Nie umiała zupełnie ze strachu wrzeszczeć i wydawać tych niedorzecznie wysokich decybeli. Woda była zimna, głębsza, niż sądziła, co wywołało kolejną falę paniki i sparaliżowania, była pewna, że stanęło jej na kilka chwil serce, gdy poczuła pod stopami nierówne dno. Była niższa od niego prawie dwadzieścia centymetrów, wiec jej woda sięgała do piersi, porywając nawet trochę tkwiącego na ramieniu warkocza. Dobrze, że brunetka umiała długo wstrzymywać oddech, bo całkiem zapomniała, jak się oddycha, tkwiąc jak słup soli. Coś do niej mówił, ale nie mogła skupić się na słowach, wsłuchując się w szum wody.
Prawdę mówiąc, to nie miała pojęcia, jak znalazła się na drugim brzegu, jednak dopiero czując grunt pod stopami i chłodny, cieknący wodą materiał sukienki przyklejony do skóry, mogła wypuścić powietrze z płuc. Zamrugała kilkakrotnie, unosząc wolną dłoń do twarzy i przecierając oczy, później klepnęła się w policzek. Musiała wziąć się w garść. Cofnęła dłoń gwałtownie, gdy zauważyła, jak mocno go ściskała palcami, prawdopodobnie wbijając też paznokcie w skórę, podobnie jak w swoje dłonie wcześniej- Ojej, przepraszam. Nic Ci nie zrobiłam? - zapytała, jak gdyby nigdy nic, siląc się na naturalny dla siebie ton głos. Złapała za materiał, podwijając go do połowy ud i wyciskając z niego wodę, roześmiała się pogodnie. - To nic takiego, nie denerwuj się tak, bo mi na serce zejdziesz. Nie zostaliśmy z niczym, prawda? A miód mieliśmy już okazję pić.
Podążyła za jego palcem, unosząc głową i odnajdując siedzące na skarpie ptaki, uśmiechnęła się z zachwytem, a blade policzki nabrały nawet więcej koloru. Miała z tyłu głowy pewne obawy związane z jedną ze swoich przypadłości — o dziwo nie z brakiem umiejętności pływania, ale taką, która rzekomo potrafiła pojawić się przy silnym stresie i naprawdę modliła się do Merlina, wszystkich Bogów i przede wszystkim matki natury, aby teraz przypadkiem się nie ujawniła, bo była przekonana, że wtedy to dopiero ją zabije. Ciężko było oderwać wzrok od zajętych sobą stworzeń, ale odwróciła głowę w jego stronę, przyglądając mu się uważnie, nawet wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, jednak ostatecznie zamknęła usta, pokręciła głową i zostawiła w spokoju trzymany w rękach materiał, wychodząc z kałuży, którą zrobiła. - Nie wyglądają, na przejęte naszą obecnością. - zauważyła nieco ciszej, przerywając w końcu milczenie i podchodząc do niego, wyciągnęła dłonie. - Daj tej gorzałki, Tobie też dobrze zrobi kilka łyków.
Nie chciała dostarczać mu już więcej zmartwień, nerwów, złości i przede wszystkim problemu, więc uznała, że doskonałym pomysłem będzie kilka łyków wysokoprocentowego trunku. Wtedy zapomni o tym głupim strumyczku, za którym nawet raz nie obejrzała się za siebie.