29.10.2022, 17:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 01:00 przez Morgana le Fay.)
Spojrzenie, którym go właśnie obdarowała, było godne królowej lodu. Jeśli ktoś miał kiedykolwiek wątpliwości co do ojcostwa Malfoyówny – bowiem była coś podejrzanie miła w porównaniu do swego starszego rodzeństwa – to teraz chyba powinny był zostać rozwiane. To było też spojrzenie godne samego Fortinbrasa.
Z kim, zadźwięczało w głowie, rozbudziło pokłady furii. Trzymała ją na wodzy, jeszcze, jakoś, ale to pytanie zdawało się przelewać czarę. Nie dość, że zwalił się jej na głowę problem, którego tak bardzo nie chciała, problem zdający się być najczystszym koszmarem, to jeszcze sugerował, że popełniła skok w bok.
Nawet jeśli, to nie byłaby w stanie powiedzieć, z kim, biorąc pod uwagę, że wzajemne wygrzewanie sobie łoża nie należało do aż takiej rzadkości, by było możliwym wyliczenie wszystkiego co do dnia i stwierdzenie „o, to na pewno ten jest ojcem, nie ma żadnych wątpliwości!”.
- Z kim? - wysyczała, gwałtownie wyciągnąwszy ręce z wody, by zacisnąć dłonie na krawędziach wanny, z ich pomocą podnieść się do pozycji siedzącej, a w końcu i wstać, nie zważając na własną nagość i obecność Perseusza. W końcu widział ją więcej niż trzy razy i – och, oczywiście – umiarkowaną liczbę gołych kobiet, jak to sam dopiero co powiedział. Teoretycznie niby nie powinna się gniewać, mając w pamięci, że sam ją przecież zachęcał do znalezienia sobie kochanka. I nawet jeśli mówiła wtedy o miłości, to na pewno nie o tej między nimi – prędzej o jej braku, jak również braku wiary w to, że coś takiego między nimi się pojawi.
Nie zawracała sobie głowy sięgnięciem po ręcznik, zbyt zła była na to, żeby zwrócić uwagę na to, iż zmoczy wszystko dookoła.
- Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu i jeszcze masz czelność pytać? – wybuchła, bez pardonu opuszczając wannę, zalewając wodą posadzkę. Nie obracała się, po prostu skierowała w stronę drzwi, łapiąc po drodze puchaty szlafrok, by narzucić go sobie na ramiona.
Choć nawet już nie czuła chłodu pochodzącego od spędzenia zbyt wiele czasu w wystygniętej wodzie.
Z kim, zadźwięczało w głowie, rozbudziło pokłady furii. Trzymała ją na wodzy, jeszcze, jakoś, ale to pytanie zdawało się przelewać czarę. Nie dość, że zwalił się jej na głowę problem, którego tak bardzo nie chciała, problem zdający się być najczystszym koszmarem, to jeszcze sugerował, że popełniła skok w bok.
Nawet jeśli, to nie byłaby w stanie powiedzieć, z kim, biorąc pod uwagę, że wzajemne wygrzewanie sobie łoża nie należało do aż takiej rzadkości, by było możliwym wyliczenie wszystkiego co do dnia i stwierdzenie „o, to na pewno ten jest ojcem, nie ma żadnych wątpliwości!”.
- Z kim? - wysyczała, gwałtownie wyciągnąwszy ręce z wody, by zacisnąć dłonie na krawędziach wanny, z ich pomocą podnieść się do pozycji siedzącej, a w końcu i wstać, nie zważając na własną nagość i obecność Perseusza. W końcu widział ją więcej niż trzy razy i – och, oczywiście – umiarkowaną liczbę gołych kobiet, jak to sam dopiero co powiedział. Teoretycznie niby nie powinna się gniewać, mając w pamięci, że sam ją przecież zachęcał do znalezienia sobie kochanka. I nawet jeśli mówiła wtedy o miłości, to na pewno nie o tej między nimi – prędzej o jej braku, jak również braku wiary w to, że coś takiego między nimi się pojawi.
Nie zawracała sobie głowy sięgnięciem po ręcznik, zbyt zła była na to, żeby zwrócić uwagę na to, iż zmoczy wszystko dookoła.
- Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu i jeszcze masz czelność pytać? – wybuchła, bez pardonu opuszczając wannę, zalewając wodą posadzkę. Nie obracała się, po prostu skierowała w stronę drzwi, łapiąc po drodze puchaty szlafrok, by narzucić go sobie na ramiona.
Choć nawet już nie czuła chłodu pochodzącego od spędzenia zbyt wiele czasu w wystygniętej wodzie.
321/899