29.10.2022, 20:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 01:00 przez Morgana le Fay.)
Nie słuchała, nie chciała. Żadnego więcej przepraszam, żadnych tłumaczeń. Skorupa jajka została rozbita, koniec, nie można było tego naprawić. Nie teraz. Donośne trzaśnięcie drzwi jej sypialni stanowiło swego rodzaju wskaźnik, jak bardzo była zła. Nie dała też żadnego znaku świadczącego o tym, że słyszała, co mówił, tkwiąc po drugiej stronie.
Potrzebowała samotności, ciszy, nie zaś wykładów i prób przemówienia do rozsądku wygłaszanych tym magipsychiatrycznym tonem, jak to nazywała, działającym jej dość często na nerwy. Dlatego też drzwi pozostały zamknięte, aż do rana. W końcu jakże błogosławiony stan nie wymazywał nagle wszystkich obowiązków, nie sprawiał, że nie musiała wstać, dopracować wszystkie szczegóły siebie do perfekcji – jak na Malfoya przystało – i udać się do św. Munga. Kolejny dzień stażu, kolejny dzień nauki.
Zastał ją w kuchni, nad filiżanką, tkwiącą w bezruchu. Generalnie wyglądała na gotową do wyjścia – brakowało tylko płaszcza, czekającego na haku. Nic, tylko zarzucić go na ramiona i wyjść, nie oglądając się nawet przez ramię. Nawet nie drgnęła, gdy pojawił się w drzwiach pomieszczenia; w końcu doskonale wiedziała, ile osób znajdowało się w tej kamienicy. Nie musiała sprawdzać, kto wchodził.
- Nie mów nikomu – ni to poprosiła, ni to wydała polecenie, nie unosząc nawet spojrzenia znad filiżanki,
Zdaje się, że nawet nie tknęła znajdującej się w niej herbaty.
Potrzebowała samotności, ciszy, nie zaś wykładów i prób przemówienia do rozsądku wygłaszanych tym magipsychiatrycznym tonem, jak to nazywała, działającym jej dość często na nerwy. Dlatego też drzwi pozostały zamknięte, aż do rana. W końcu jakże błogosławiony stan nie wymazywał nagle wszystkich obowiązków, nie sprawiał, że nie musiała wstać, dopracować wszystkie szczegóły siebie do perfekcji – jak na Malfoya przystało – i udać się do św. Munga. Kolejny dzień stażu, kolejny dzień nauki.
Zastał ją w kuchni, nad filiżanką, tkwiącą w bezruchu. Generalnie wyglądała na gotową do wyjścia – brakowało tylko płaszcza, czekającego na haku. Nic, tylko zarzucić go na ramiona i wyjść, nie oglądając się nawet przez ramię. Nawet nie drgnęła, gdy pojawił się w drzwiach pomieszczenia; w końcu doskonale wiedziała, ile osób znajdowało się w tej kamienicy. Nie musiała sprawdzać, kto wchodził.
- Nie mów nikomu – ni to poprosiła, ni to wydała polecenie, nie unosząc nawet spojrzenia znad filiżanki,
Zdaje się, że nawet nie tknęła znajdującej się w niej herbaty.
208/1107