03.05.2023, 02:46 ✶
Oj tak, brak publiki mógł być w tym momencie największym problemem Atreusa. Nie tyle w sumie do poklasku przywykł, co zwyczajnie go łaknął, a w środku lasu ciężko było o owacje. Ale może to i lepiej, a przynajmniej tak sobie wmawiał, bo chyba nie chciał żeby nikt więcej widział go w całej pokraczności przedzierania się przez listowie.
Było też coś w tym, że pracowanie z Orionem odbierał jako nawet przyjemne. Oczywiście, nigdy by się do tego nikomu nie przyznał, ale lata stażu jako bracia robiło jednak swoje. Znali się i rozumieli wystarczająco dobrze, że często mogli rozumieć się bez słów i zawsze na siebie liczyć, a to było czymś ważnym w pracy aurora. Fakt, ze mogłeś zaufać swojemu partnerowi. Dzięki temu właśnie, Atreus tak często mógł zwyczajnie być sobą i robić rzeczy brawurowe, bo starszy Buylstrode zawsze był za nim i upewniał się, że jego młodszy brat nie rozwali sobie tego głupiego łba.
Teraz stali i patrzyli, na to niezwykłe zjawisko, które wyrosło przed nimi pośrodku lasu. Atreus podszedł, obchodząc rzecz, a może kogoś, dookoła i przyglądając mu się uważnie. W dłoni co prawda ściskał rękojeść różdżki, ale nawet na moment nie zawahał się by skrócić dystans.
- Nie wiedziałem, że wybrałem się tutaj z drugim Moodym. - parsknął, uśmiechając się nieco z przekąsem. - Stała czujność, rozumiesz? - dodał jeszcze, aby w razie czego rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, co właściwie przez to rozumiał.
Podszedł do posągu jeszcze bliżej, przyglądając się zastygłej twarzy z wyraźnym zaciekawieniem. W tym co mówił Orion mogło być nieco racji. Statua wyglądała, jakby ktoś petryfikował ją w pół kroku. - Nie chcę cię martwić, ale nie jestem aż takim entuzjastą sztuki. Może technologia czarowania rzeźb poszła do przodu? - uniósł lekko brew i odsunął się do tyłu, albo raczej 'z drogi' biegnącej panny. - Może spróbuj rozproszyć zaklęcie? - zaproponował, spoglądając na brata nieco ponaglająco, jakby to była najoczywistsza czynność na świecie. Bo cóż, dla niego właśnie była.
Było też coś w tym, że pracowanie z Orionem odbierał jako nawet przyjemne. Oczywiście, nigdy by się do tego nikomu nie przyznał, ale lata stażu jako bracia robiło jednak swoje. Znali się i rozumieli wystarczająco dobrze, że często mogli rozumieć się bez słów i zawsze na siebie liczyć, a to było czymś ważnym w pracy aurora. Fakt, ze mogłeś zaufać swojemu partnerowi. Dzięki temu właśnie, Atreus tak często mógł zwyczajnie być sobą i robić rzeczy brawurowe, bo starszy Buylstrode zawsze był za nim i upewniał się, że jego młodszy brat nie rozwali sobie tego głupiego łba.
Teraz stali i patrzyli, na to niezwykłe zjawisko, które wyrosło przed nimi pośrodku lasu. Atreus podszedł, obchodząc rzecz, a może kogoś, dookoła i przyglądając mu się uważnie. W dłoni co prawda ściskał rękojeść różdżki, ale nawet na moment nie zawahał się by skrócić dystans.
- Nie wiedziałem, że wybrałem się tutaj z drugim Moodym. - parsknął, uśmiechając się nieco z przekąsem. - Stała czujność, rozumiesz? - dodał jeszcze, aby w razie czego rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, co właściwie przez to rozumiał.
Podszedł do posągu jeszcze bliżej, przyglądając się zastygłej twarzy z wyraźnym zaciekawieniem. W tym co mówił Orion mogło być nieco racji. Statua wyglądała, jakby ktoś petryfikował ją w pół kroku. - Nie chcę cię martwić, ale nie jestem aż takim entuzjastą sztuki. Może technologia czarowania rzeźb poszła do przodu? - uniósł lekko brew i odsunął się do tyłu, albo raczej 'z drogi' biegnącej panny. - Może spróbuj rozproszyć zaklęcie? - zaproponował, spoglądając na brata nieco ponaglająco, jakby to była najoczywistsza czynność na świecie. Bo cóż, dla niego właśnie była.