03.05.2023, 17:26 ✶
Wejście uzdrowicielki robiło wrażenie. Imponowała mu profesjonalizmem, schludnością i tym, jak oszczędne i zdecydowane były jej ruchy. Ona - w odróżnieniu od nich - wiedziała, co robi. Była chłodna, wręcz zimna, i nie bała się tego pokazywać. Zaakceptował to od razu, chociaż nie bez niepokoju.
Bo znowu robił problem. Jak przez całe życie. Zawsze robił problemy, wszystkim dookoła. Nie potrafił po prostu siąść na dupie i zastanowić się nad tym, co robi, chociaż przez chwilę. Nigdy nie potrafił. Wszyscy musieli mu pomagać, wyciągać go z gówna. Wyzskiwał każdą jedną osobę, która kiedykolwiek wyciągnęła do niego rękę. Był wiecznym dzieckiem, wiecznym pierdolonym pasożytem, nie potrafił inaczej, po prostu nie potrafił. Nawet jak mu się czasami wydawało, że jest inaczej, to było tylko złudzenie, jakieś śmieszne urojenia, które jego mózg generował, żeby potrzymać się jeszcze parę lat przy życiu. To już i tak na nic się nie zda, już i tak był blisko końca. Bardzo blisko końca.
Łzy powoli zaczęły mu stawać w oczach, ale jeszcze nie było tragicznie. Mógł poczekać godzinę, może dwie. Tylko to będzie tortura.
Kontynuował nerwowe palenie papierosa i grzecznie leżał, dla własnego spokoju starając się zapomnieć, że w tym pokoju naprawdę musi teraz cuchnąć i że to on był tego powodem.
- N-nic, wszystko normalnie. Ale piliśmy. I ćpałem smoczy pazur. Nic innego, to wszystko - w pośpiechu wyjaśnił, chociaż ogólne zamulenie mu nie pomagało.
Posłał łowczyni mokre spojrzenie.
- Kiedy będę mógł, uhhh, znowu zażyć pazur? I wrócić do pracy?
Zastanawiał się, ile brała za taką doraźną wizytę domową. Pewnie niemało.
Bo znowu robił problem. Jak przez całe życie. Zawsze robił problemy, wszystkim dookoła. Nie potrafił po prostu siąść na dupie i zastanowić się nad tym, co robi, chociaż przez chwilę. Nigdy nie potrafił. Wszyscy musieli mu pomagać, wyciągać go z gówna. Wyzskiwał każdą jedną osobę, która kiedykolwiek wyciągnęła do niego rękę. Był wiecznym dzieckiem, wiecznym pierdolonym pasożytem, nie potrafił inaczej, po prostu nie potrafił. Nawet jak mu się czasami wydawało, że jest inaczej, to było tylko złudzenie, jakieś śmieszne urojenia, które jego mózg generował, żeby potrzymać się jeszcze parę lat przy życiu. To już i tak na nic się nie zda, już i tak był blisko końca. Bardzo blisko końca.
Łzy powoli zaczęły mu stawać w oczach, ale jeszcze nie było tragicznie. Mógł poczekać godzinę, może dwie. Tylko to będzie tortura.
Kontynuował nerwowe palenie papierosa i grzecznie leżał, dla własnego spokoju starając się zapomnieć, że w tym pokoju naprawdę musi teraz cuchnąć i że to on był tego powodem.
- N-nic, wszystko normalnie. Ale piliśmy. I ćpałem smoczy pazur. Nic innego, to wszystko - w pośpiechu wyjaśnił, chociaż ogólne zamulenie mu nie pomagało.
Posłał łowczyni mokre spojrzenie.
- Kiedy będę mógł, uhhh, znowu zażyć pazur? I wrócić do pracy?
Zastanawiał się, ile brała za taką doraźną wizytę domową. Pewnie niemało.